Żywe Trupy: Narodziny Gubernatora. Recenzja

The Walking Dead. Żywe Trupy: Narodziny gubernatora

The Walking Dead. Żywe Trupy: Narodziny gubernatora

Żywe Trupy podziwiamy w komiksach, serialu czy w grach. A jak wypadają w powieści Roberta Kirkmana i Jay'a Bonansingi The Walking Dead. Żywe Trupy: Narodziny gubernatora?

"Nie ma nic chwalebnego w umieraniu, każdy może to zrobić" Johnny Rotten

Każde uniwersum czy superbohater musi mieć swój czarny charakter. Gdyby nie oni, nie byłoby możliwe popchnięcie akcji do przodu. Batman przez całe swoje życie walczył z Jokerem, a Spidermanem na przykład z Doktorem Octopusem. Dzięki temu ich istnienie miało sens.

„The Walking Dead: Narodziny Gubernatora" opisuje losy jednego z bohaterów komiksu jak i serialu. Co go wyróżnia? Człowiek, który twardą ręką trzyma jedną z niewielu osad, gdzie ludzie mogą znaleźć schronienie przed zombie jest po prostu zły. Do szpiku kości. Ale czy zawsze taki był?

Gubernator rządzący małą prowizoryczną mieściną o nazwie Woodsbury znany jest ze swojego własnego - dla wielu chorego - poczucia sprawiedliwości. Osoby, które zechcą mu się przeciwstawić najczęściej tracą ręce lub nogi. Aby uspokoić i utrzymać w ryzach mieszkańców organizuje im zawody, gdzie więźniowie walczą z żywymi trupami. Nie cofnie się przed najbardziej brutalnym ciosem wobec obcych, aby tylko utrzymać się przy władzy. Do tego jest wspaniałym mówcą, który jest w stanie pięknymi słowami usprawiedliwić swoje działania przed mieszkańcami. Magazyn Wizard okrzyknął nawet tą postać „Złoczyńcą roku".

Książka daje nam możliwość poznania Gubernatora zanim stał się on bezdusznym sadystą realizującym swoje cele (o ironio) „po trupach do celu". Cała akcja rozgrywa się mniej więcej równolegle do wydarzeń z komiksu czy filmu. Philip Blake, ponieważ tak nazywa się bohater wraz z malutką córeczką Penny, bratem Brianem oraz dwójką przyjaciół robią wszystko, aby przeżyć nadchodzącą zagładę.

Bardzo fajnie zostały przedstawione właśnie pierwsze kroki grupy przyjaciół. Na ogół Zombie kojarzymy już z całkowitą apokalipsą, gdzie wszystko jest zniszczone. Tutaj następuje to stopniowo. Bohaterowie sami są świadkami upadku ludzkiej cywilizacji. Objawia się to w poszczególnych scenach jak w przypadku mediów. Najpierw pada Internet, w telewizyjnych wiadomościach lecą informacje, by uciekać do miast, po kilku dniach nie ma już prezenterów tylko automatycznie puszczona powtórki z relacji, a na końcu widać już tylko czarny ekran telewizora.
Ta zwykła ciemność i cisza w radioodbiornikach potęguje wrażenie, że raczej nie ma, na co czekać i nikt nie przyjdzie z pomocą. Rząd, wojsko, policja, nikt. To jeden z najlepszych elementów książki.

Wyjaśnijmy sobie jednak jedną rzecz – podobnie jak serial czy komiks, książka ta również nie jest horrorem. Sceny walki z nawet sporymi grupami nieumarłych będą zdarzać się dość często. Niektóre brutalne opisy konkretnie pobudzą naszą wyobraźnię jednak atmosfery strachu.
Ale nas interesuje to, czy bohaterom uda się uciec i w jaki sposób. W wielu miejscach muszą wykazać się nie lada pomysłowością, aby zdobyć jedzenie czy niezbędne narzędzia. Poczucie zaszczucia, czy coraz mniejszych szans na przeżycie jest o wiele bardziej odczuwalne aniżeli strach przed takim czy innym potworem.

"Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie." Nietzsche

Jednak najważniejszym punktem, podobnie jak w poprzednich tytułach, jest przede wszystkim psychika. Autorzy bardzo dokładnie pokazują jak człowiek pod wpływem pewnych wydarzeń może zmienić się nie do poznania. Jak brak porządku, prawa czy zasad moralnych powoduje obudzenie się najciemniejszych instynktów. Postaci dość często muszą podejmować bardzo trudne decyzje, które ograniczają się jedynie do tzw. „mniejszego zła".

Przekłada się to również na same dialogi czy relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami. Mimo początkowej przyjaźni i pewności z czasem każda następna sytuacja sprawia, że więzy, które dotychczas trzymały grupę razem ulegną rozpadowi. Każdy z nich był wychowywany w innych warunkach, miał własną wizję życia i system wartości, który w świecie zombie prędzej czy później wyjdzie na wierzch. Nawet tytułowy Gubernator często wręcz zmuszany jest do bycia tym złym. Nie dlatego że chce, ale dla dobra grupy. Bo po prostu ktoś musi. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego jak „dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane".

The Walking Dead: Narodziny Gubernatora jest pozycją naprawdę bardzo dobrą. Fani serialu na pewno po nią sięgną, jednak spokojnie mogą zakupić ją również wielbiciele apokalipsy, thrillerów czy dobrej akcji. Nawet, jeśli nie zmieniłem zdania o Gubernatorze, jako postaci i nadal uważam ją za złą do szpiku kości to teraz jestem w stanie zrozumieć, dlaczego taką osobą się stał. Nie usprawiedliwić, ale poznać jego historię i racje w podejmowanych decyzjach. Bo tak naprawdę sami nie wiemy, na co nas będzie stać w sytuacji zagrożenia.

The Walking Dead Żywe Trupy Narodziny gubernatora

Zdjęcia

  • The Walking Dead. Żywe Trupy: Narodziny gubernatora
Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać