Uniwersum Metro 2033: Dziedzictwo Przodków. Recenzja

Suren Cormudian Dziedzictwo przodków

Powieść Dziedzictwo przodków Surena Cormudiana w Polsce ukazała się nakładem wydawnictwa Insignis

Kolejna zmagania tych, którzy przeżyli apokalipsę i schronili się w metrze. Ale tym razem nie mutanty czy zombie, a naziści będą głównym wrogiem. Recenzja nowej powieści z Uniwersum Metro 2033, czyli Dziedzictwa Przodków Surena Cormudiana.
" - Taa... - Stieczkin zwiesił głowę i westchnął. - A więc ludzie są ciągle tacy sami. Do czego to doszło! Została nas garstka, zmieścilibyśmy się na jednym placu apelowym, a wszystko jest tak jak zawsze. Władza. Propaganda. Konkurencja. Chyba masz rację."

Dziedzictwo Przodków autorstwa Surena Cormudiana to już szósta powieść, która ukazuje się w ramach Uniwersum Metro 2033 w Polsce. Wcześniej były podziemia, potem wędrówki Tarana i Gleba na powierzchni, a jeszcze później wizja apokalipsy po włosku. Teraz do akcji wchodzą naziści.

Tym razem trafiamy do Obwodu Kaliningradzkiego, czyli rejonów tuż przy granicy z Polską. Ludzie, którzy przeżyli wojnę podzieli się na dwie faktycznie liczące się grupy – liczna Wspólnota Piątego Fortu oraz złożona głównie z dawnych żołnierzy rosyjskiej piechoty morskiej Kolonia Krasnotorowska.
Jej mieszkańcy muszą zmagać się z popromienną mgłą, która atakuje ze strony morza i brakiem powierzchni do życia. A Major Stieczkin, mimo wielu prób, nie jest w stanie przekonać dowódcy Piątego Fortu do zawiązania unii i wspólnego zamieszkania.

A teraz jeszcze wszystkie plany trzeba odłożyć na bok, bo w okolicach Krasnotorowki pojawiła się grupa dziwnie umundurowanych żołnierzy, którzy pewni siebie zawieszają na punkcie widokowym flagę z symbolem swastyki. Wkrótce, na wskutek nieporozumienia, dochodzi do wymiany ognia i wszystko wskazuje na to, że kolejna wojna wisi na włosku.

Jak to możliwe, że po prawie stu latach ponownie pojawili się żołnierze Fuhrera; i to na zniszczonej wojną atomową rosyjskiej ziemi? Czego szukają w starych bunkrach?
Czy pogłoski o mitycznej broni Trzeciej Rzeszy mogą okazać się prawdziwe?

Książki Andrieja Diakowa czy Tullio Avoledo w pewien sposób ewolucyjnie zmieniały konwencję Metro 2033. Pojawiały się nowe rzeczy czy styl prowadzenia narracji. Suren Cormudian w wielu momentach poszedł jeszcze dalej.

"Metal był zardzewiały, ale kółko z orłem i swastyką w środku było jeszcze wyraźnie widoczne. Nad orłem widniał półkoliście wygięty napis "GOTT MIT UNS". - Co tu jest napisane? - zapytał Tigran.
- Bóg z nami - powiedział posępnie Kret.
- A. Coś w stylu tego, co pisali na dolcach? "In god we trust"?
- Nie dosłownie, ale sens jest chyba ten sam..."

Część naszych bohaterów poznajemy jeszcze przed globalnym konfliktem. Z pozoru niewinna, towarzyska wycieczka grupy nastolatków umiejętnie buduje klimat sielanki. Jedna postać żartuje z drugiej, ktoś inny robi psikusy... Nic nie zapowiada horroru, który za kilka godzin będzie miał miejsce. Tego typu zabieg bardzo mi się spodobał. Dobre wprowadzenie. Dzięki temu przeszłość poznajemy na bieżąco a nie na zasadach retrospekcji jak to na ogół bywało.

Cormudian jest żołnierzem, który przez szesnaście lat służył w siłach Federacji Rosyjskiej. Cytując klasyka „to widać, słychać i czuć". Dzięki temu większość bohaterów, których poznajemy to typowi żołnierze, którzy mimo apokalipsy nie zapomnieli o takich pojęciach jak honor czy ojczyzna. Wszystko to sprawia, że akcja bardzo często gna na złamanie karku. Co chwilę coś się dzieje. Starcia z wrogiem są krwawe, ale też niezwykle widowiskowe. Żołnierze nie dbają o swoje życie i bardzo często podkreślają dumę z tego że są rosyjską piechotą morską. Prawdziwe „uraa!".

O ile sama dynamika na tym zyskuje, to tracą sami bohaterowie. Chwilami wydają się zbyt czarno-biali. Odważni mieszkańcy Krasnotorowki kontra zdradzieckie dowództwo Piątego Fortu i ci źli Naziści. Czasem wypada to trochę patetycznie. Brakuje szarości.

W poprzednich tytułach z Uniwersum Metro 2033 zdarzały się nawiązywania do przeszłości jednak w Dziedzictwie Przodków jest tego o wiele, wiele więcej. Autor prawdopodobnie chciał jak najbardziej uwiarygodnić swoją wizję, przez co często będziemy mogli poczytać o wielkich bitwach, wybitnych postaciach II wojny światowej a także poznać kilka teorii spiskowych dotyczących tego okresu.
Ogólnie styl prowadzenia całej narracji autora sprawia, że często potrafi on pobudzić wyobraźnię czytelnika.

"- Czas jest jak morskie fale. Wrzucisz do morza odłamek szkła z ostrymi krawędziami i po jakimś czasie stanie się pięknym, gładkim i matowym kamykiem. Nie zostanie nawet ślad po ostrzu, o które można się było pokaleczyć."

Nie ma mutantów. Jest to kolejna rzecz, która odróżnia „Dziedzictwo Przodków". Jedyne stwory, które wykształciły się na skutek promieniowania to gigantyczne kraby. Jest to oczywiście uzasadnione tym, że większość monstrów wyniosła się w okolice, gdzie można upolować więcej „jedzenia" jednak podczas czytania trochę brakuje jakiegoś latającego czy pełzającego szkaradztwa.

Dziedzictwo Przodków to powieść trochę inna niż poprzednie. Nie ma tutaj tak dużo szeroko rozumianego klimatu „Metra". Jednak ciężko książce cokolwiek zarzucić. Jest zniszczony świat, zwariowani rosyjscy żołnierze i masa ciekawych teorii spiskowych. Dzięki temu można polecić ją zarówno fanom Uniwersum jak i pasjonatom II wojny światowej.


Suren Cormudian Dziedzictwo przodków

Zdjęcia

  • Suren Cormudian Dziedzictwo przodków
Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać