Ślepa plama: Recenzja ze stalkerem daltonistą

Wiktor Noczkin: Ślepa plama

Wiktor Noczkin: Ślepa plama

Zona po raz kolejny pokazuje pazur. Tym razem w pierwszej rosyjskojęzycznej książce w uniwersum S.T.A.L.K.E.R. Recenzja powieści Ślepa plama Wiktora Noczkina.
„– Polowania na nosorożce są nielegalne! – Nie wiedziałem, czy ryży drze ze mnie łacha, czy łże w żywe oczy. A może to faktycznie przestępca-kłusownik? Byłem przekonany, że dla Europejczyka prawo to rzecz święta...
– Zakazane jest również stalkerstwo – rzucił van de Meer"

Fani postapokaliptycznych klimatów ostatnio naprawdę nie mogą narzekać. Co rusz ukazują się kolejne gry lub książki związane z uniwersami Metro czy S.T.A.L.K.E.R.
A Ślepa plama to pierwsza rosyjskojęzyczna pozycja w klimatach zony.

Bohaterami książki został dość nietypowy duet – Ślepy i Dietrich van de Meer.
Stalker nie ma w życiu zbyt lekko, bo jest... daltonistą. I to w zonie, gdzie „jakby nie patrzeć” należy uważać na wszystko w tym między innymi kolory. Mimo to jakoś daje sobie radę. Stara się nie pakować w tarapaty, a najniebezpieczniejsze miejsca omija szerokim łukiem. Nie ma, po co zgrywać bohatera.
Swojego przyszłego zleceniodawcę poznaje w jednym ze stalkerskich hoteli, Gwieździe. Dietrich van de Meer to naukowiec pracujący dla jednej z religijnych sekt o nazwie Poszukujący Słowa. Ugrupowanie twierdzi, że każda istota w zonie w pewien sposób posiada pierwiastek boskiej mocy związany z psi. Uczony niestety też ma pecha, ponieważ choruje na AIDS, przez co jego stan zdrowia z czasem coraz bardziej się pogarsza. Dietrich nie płaci zbyt wiele za wykonanie zadania, ale Ślepy ostatnio też nie narzeka na nadmiar zleceń. I tak oto ten duet rozpocznie swoją przygodę składającą się z serii naprawdę niefortunnych zdarzeń.

„Bydlę z Pana, van de Meer!"

Główne zlecenie Dietricha bardzo szybko zejdzie na drugi plan. Nasz duet będzie miał za zadanie między innymi zbadać pewne miejsce, gdzie nieustannie w tajemniczych okolicznościach giną kolejni stalkerzy. Fakt, że w zonie raczej nie ma miejsc typowo normalnych jednak z tytułową ślepą plamą problem mają nawet najlepsi naukowcy. A jedynymi wskazówkami są pijackie opowieści jednego ze stalkerów, który twierdzi, że można tam znaleźć niesamowicie dużo artefaktów.

Całkiem nieźle wypadają relacje między głównymi bohaterami. Ślepy, jako daltonista i Van de Meer osłabiony chorobą stanowią dość przyjemną parę. Szczególnie ten drugi z racji tego, że często wydaje się całkowicie nie rozumieć zasad, jakie panują w tym zapomnianym przez Boga miejscu.
Co oczywiście nie raz wprowadzi ich w niezłe tarapaty.
Każdy z nich ma swoje priorytety, specjalne zdolności czy niezbędne w zonie znajomości. Często Ślepy braki wiedzy nadrabia doświadczeniem natomiast Dietrich zwykłym zaangażowaniem i chęcią poczucia przygody. Nawet mimo napiętych sytuacji z łatwością pomiędzy kolejnymi żarcikami możemy wyczytać sympatię między bohaterami.

Podczas czytania trudno nie zauważyć tego, że Wiktor Noczkin bardzo dobrze czuje się w uniwersum S.T.A.L.K.E.R. Zona, jaką poznajemy podczas przygód naszych bohaterów jest bardzo szczegółowo przedstawiona. Autor nie szczędzi nam wszelkich opisów zmian pogodowych i pokazuje, jak duży wpływ mają anomalie na ten teren.
Z jednej strony mamy miejsca, gdzie roślinność jest nadzwyczaj bujna, po czym przenosimy się do innych, gdzie poziom promieniowania jest wręcz zabójczy, a jedyne elementy otoczenia to kości, wypalona ziemia i mutanty. Nawet nie grając w grę naprawdę można poczuć się tak, jakbyśmy byli w zonie stworzonej przez GSC Game World. Noczkin pokazuje jedno – bez względu na to jak bardzo duże doświadczenie byśmy mieli, jakie układy czy ilość gotówki posiadali to trzeba dziękować fortunie za każdy przeżyty dzień w strefie. Jest to miejsce, gdzie dosłownie wszystko jest możliwe.

„Podzielić się amunicją – cóż może być lepszego, gdy chce się człowiekowi pokazać, że mu się ufa, że się go docenia... w ogóle, żeby okazać sympatię właśnie?"

Dlatego też podczas swoich przygód nasi bohaterowie dość często będą trafiać na różnego rodzaju oddziaływania, których w innych miejscach globu raczej trudno zaświadczyć. Anomalie jak elektry, błyskoty, krople czy bengale są na porządku dziennym.
Niektóre z nich są bardzo niebezpieczne i stalkerzy, by przeżyć, muszą je omijać szerokim łukiem. Inne natomiast często okazują się przydatne, ponieważ nie stanowią tak dużego zagrożenia i przy umiejętnym wykorzystaniu można użyć ich, jako pułapki na mutanty czy po prostu naturalne bariery zapewniające schronienie. Oczywiście każda z nich oferuje to, co tygryski kochają najbardziej, czyli artefakty.

Równie szczegółowo opisany jest cały „stalkerowski” świat. Miejscówki takie jak małe miasteczka czy wysypisko tętnią własnym życiem. Poznajemy przez to różne konotacje, układy między poszczególnymi frakcjami czy ogólne zasady savoir vivre zony. Można pokusić się o stwierdzenie, że po przeczytaniu „Ślepej plamy" moglibyśmy spokojnie trafić do tego tajemniczego miejsca, bo książkę można uznać za niemal przewodnik.

Tutaj niestety plusy Ślepej plamy praktycznie się kończą.
Najbardziej irytował mnie styl samego autora. O ile poszczególne opisy miejsc, fauny, przyrody czy stalkerowskiego życia potraktował bardzo profesjonalnie to sam język czy przemyślenia bohaterów przedstawiono trochę za prostacko. Owszem, Ślepy nie jest supermenem, ale większość jego rozważań czy żarcików jest dość niskiego lotu. Setny już kawał stalkerze Pietrowie bardziej budzi politowanie niż śmieszy.

To jeszcze nie jest takie straszne.
Według mnie książce najbardziej brakuje po prostu dynamiki. Brzmi to kuriozalnie biorąc pod uwagę samą zonę, ale tak niestety jest. Przez zdecydowanie za dużą ilość czasu głównym zagrożeniem dla bohaterów oprócz samych anomalii będą jedynie ślepe psy. Postaci niby walczą, starają się, ale kolejna taka sama potyczka bardziej irytuje aniżeli wciąga. W miarę ciekawie robi się dopiero gdzieś w połowie książki.

Jest to dla mnie trochę niezrozumiałe, ponieważ Noczkin jest jednym z najpopularniejszych współczesnych autorów w Rosji, a jego książki uznawane są za najlepsze w tym postapokaliptycznym uniwersum. Ślepej plamie oprócz dynamiki brakuje też swego rodzaju aury tajemniczości. Nie ma jakiegoś napięcia, które sprawiałoby, że z jednej strony bylibyśmy ciekawi, co jest w starym hangarze mogącym dać schronienie a z drugiej z niecierpliwością i strachem uważalibyśmy na ewentualny atak przeciwnika. W porównaniu do dość świeżego Ołowianego Świtu Michała Gołkowskiego książka wypada naprawdę blado i po prostu mdle.
Nie ma tego strachu, nie ma psychodeli.

Komu można polecić Ślepą plamę? Jedynie zagorzałym fanom uniwersum S.T.A.L.K.E.R. którzy na wszelkie niedoskonałości po prostu przymkną oko. Reszta czytelników, którzy chcą poznać zonę lepiej niech sięgnie po Ołowiany Świt albo gry.



*fragmenty zaczerpnięte ze Ślepej plamy wydanej w Polsce nakładem wydawnictwa Fabryka Słów

 

Zdjęcia

  • Wiktor Noczkin: Ślepa plama
Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

Polecamy