Korzenie Niebios: Recenzja nowej powieści z Uniwersum Metro 2033

Tullio Avoledo: Korzenie Niebios

Tullio Avoledo: Korzenie Niebios

Zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany to pierwsze, co nasuwa się na myśl po lekturze. Recenzja powieści Korzeni Niebios autorstwa Tullio Avoledo.

Uniwersum Metro 2033 przyzwyczaiło nas do specyficznego, moskiewskiego klimatu. Wszystko miało swoje określone miejsce, została przygotowana odpowiednia „legenda", przez co kolejni pisarze zza wschodniej granicy mogli łatwo się odnaleźć w tym wyjątkowym uniwersum.

Warto zacząć od tego, że bohaterem Korzeni Niebios jest ksiądz John Daniels. Młody Amerykanin przybył do Rzymu odebrać święcenia kapłańskie. Zamiast tego jest świadkiem końca ludzkiej cywilizacji. Teraz upłynęło już wiele lat od atomowej apokalipsy. Ci, którym się udało przeżyć, robią wszystko, by dalej żyć.
I utrzymać swoje wpływy.
Jedną z takich organizacji jest bardzo niewielki teraz Kościół Rzymskokatolicki.

Daniels dostaje bardzo nietypowe zadanie. Z racji tego, że w tym brutalnym i bezwzględnym świecie autorytet władzy kościelnej coraz bardziej podupada, zostaje wysłany z misją.
Ta polega na odnalezieniu ostatniego członka kolegium kardynalskiego widzianego - według zasłyszanych plotek - w Wenecji.

Nasz ksiądz wraz z grupą komandosów z Gwardii Szwajcarskiej wyrusza z Nowego Watykanu. Musi zrobić wszystko, by odnaleźć następcę ostatniego papieża...

Dante w Boskiej Komedii napisał: "Nie stworzeniście, by żyć jak bydlęta". Ale ta zmiana w wierszu jest bardzo trafna: żyjemy jak szczury, nasi rodzice uznaliby takie życie za niegodne. Żywimy się plugawym jedzeniem. Myszkujemy w opuszczonych domach, łupimy je, świętujemy znalazłszy coś, co przed Wielką Zagładą uważalibyśmy za odpaki. Chowamy się przed okrutnym światłęm dnia, uciekając coraz głębiej pod ziemię. Upiorne bladzi. Skażeni. Jesteśmy ponurą karykaturą dawnej ludzkości".*

Na pochwałę zasługuje główny bohater. Jest księdzem, ale zdaje sobie sprawę ze swojej pozycji w grupie. Czasem potrafi głosić banały, które w postatomowym świecie brzmią jak ponury żart, ale ciężko go nie polubić.

Ale jest przede wszystkim duchownym, a nie zaprawionym w bojach wojakiem znającym tajniki przetrwania, przez co wiele razy wychodzi na wierzch jego fajtłapowatość. Nie mam również zastrzeżeń do postaci drugoplanowych występujących w książce.

Członkowie oddziału eskortującego księdza to dla odmiany prawdziwe zabijaki z krwi i kości. W trakcie czytania poznajemy ich historię, losy i motywację. Z czasem okazuje się, że prymitywny wojskowy trep nie jest naprawdę taki, jakim się wydaje. Rzuca chamskimi, ponurymi żartami na prawo i lewo, jest bezwzględny i nie słucha się rozkazów, ale jest to taka powłoka ochronna. Żeby przeżyć i nie zwariować w tym niebezpiecznym świecie. W tamtym był cenionym archeologiem. Ale tamtego świata już nie ma.

Jest to oczywiście tylko jeden z przykładów, ale ogólnie postaciom, które napotykamy na naszej drodze ciężko coś zarzucić. Wielu z nich szuka jeszcze nadziei w wierze. Widać przez to w pewien sposób chęć obcowania z Bogiem czy tęsknotę za „starymi czasami".

Jednak ludzie nie chcą już zostawać po mszy, nie przyjmują komunii świętej. Żyją w przekonaniu, że każdy ma coś na sumieniu, co według ich starego systemu wartości zabrania im przyjąć błogosławieństwo. Już na zawsze.

Wtulam się w ceglany mur, jak w dzieciństwie kuliłem się w pościeli ze strachu przed potworami.
Teraz potwory naprawdę na mnie polują.
I nie ma już ojca, który przepędzi je, zapalając światło. Ani przytulnych ramion matki, w których mógłbym się schronić.

Świat Metro jest straszny i bezwzględny - wiadomo. Przeżycie jest tutaj kwestią szczęścia jak i umiejętności. Wszystko to prawda, jednak to właśnie Korzenie Niebios wydaje mi się najbardziej brutalną pozycją ze wszystkich, jakie pojawiły się w Uniwersum. To właśnie podczas czytania tej książki w pewien sposób odczuwałem jak może być zabite człowieczeństwo. Jak człowiek potrafi rozbudzić w innym nadzieję, a potem ją jednym szybkim ruchem po prostu zgasić.

Gdzie rodzice potrafią "hodować" i zjadać własne dzieci. Oczywiście wiele innych potworności opisywanych w poprzednich pozycjach z Uniwersum potrafiło na długo zapaść w pamięć. Jednak to właśnie tutaj największa ilość podłych, brutalnych aktów ma miejsce za sprawą tylko i wyłącznie drugiego człowieka, a nie większego i mniej rozumnego mutanta.

Proszę zaufać Bogu. Ale proszę też pamiętać o kontrolowaniu dozymetru od czasu do czasu.

Poprzednie książki z serii przyzwyczaiły nas do Moskwy, Petersburga i ciasnych pomieszczeń metra. W Korzeniach niebios akcja przenosi się do Włoch i rozgrywa się głównie na powierzchni.
To jeden z największych atutów powieści. Trudno to wytłumaczyć, ale całą tą atomową powłokę, powrót epoki lodowcowej czy ogólny kataklizm łatwiej było sobie wyobrazić na rosyjskiej ziemi. Tu zaś ciężko sobie uświadomić, że słoneczne, piękne Włochy, z winem, kobietami, słońcem i śpiewem potrafią ulec niemal całkowitemu zniszczeniu.

W sumie sama akcja niewiele ma wspólnego z metrem, jako miejscem na mapie. Dzięki takim zabiegom Tullio udało się odświeżyć nieco już skostniałą formułę Metro. Następuje swoiste zderzenie dwóch rzeczywistości - z jednej strony całego dorobku ludzkości, fresków, zabytków i wszystkiego, co związane z historią jak i nowej brutalnej, szarej rzeczywistości. Przykładem  jest Gwardia Szwajcarska, która ze starą wspólną ma jeszcze tylko nazwę i pojedyncze elementy ubioru.
Wszystko inne należy do przeszłości.

Jak w każdej z książek z Uniwersum Metro także i tu znajdziemy wiele nawiązań do przeszłości. W ten sposób autor uświadamia nam w jak mimo wszystko spokojnych i bezpiecznych żyjemy czasach. Mając dostęp do tak wielu rzeczy bez żadnego większego wysiłku. A mimo to nie szanujemy tego nie potrafiąc się w ogóle cieszyć.

Oczy kobiety patrzą na mnie z dołu, przesłonięte siwymi włosami.
- Nie da mi ojciec żadnej pokuty?
- Nie. Nie ma potrzeby.
- Jak to? To, co zrobiliśmy... co zrobiłam... Musi mi ojciec dać jakąś pokutę.
- To życie jest już wystarczającą pokutą.

Nie ukrywam, że bałem się Korzeni. Tego, jak akcja nowej powieści z Metro w tytule może być umiejscowiona w innym miejscu niż Rosja. Wszystkie obawy okazały się całkowicie bezpodstawne.

Korzenie Niebios to świetna pozycja, która zaczyna nowy etap w historii całego Uniwersum. Etap, który polega na otwarciu się na inne kraje w postatomowej rzeczywistości. Może niedługo doczekamy się powieści, której akcja ma miejsce w Polsce?

Tullio Avoledo Korzenie Niebios

*fragmenty zaczerpnięte z Korzeni Niebios wydanej w Polsce nakładem wydawnictwa Insignis

Zdjęcia

  • Tullio Avoledo: Korzenie Niebios
Komentarze
Bazinga
Bazinga śr., 2013-06-05 16:49

Cytat

z dozymetrem nadaje sie na motto prawdziwego Stalkera:)