Kompleks 7215: Recenzja dla stalkerów

Bartek Biedrzycki: Kompleks 7215

Fot. Fabryka Słów

Wreszcie możemy śledzić losy naszego może i niedużego, ale rodzimego metra po wojnie atomowej. I to wcale nie w ramach Uniwersum Metro 2033... Recenzja powieści Kompleks 7215 Bartka Biedrzyckiego.
Kompleks 7215 to debiut Bartka Biedrzyckiego - człowieka, który oprócz dwóch opowiadań, zajmował się przede wszystkim komiksami.

Akcja jego powieści ma miejsce dwadzieścia lat po wybuchu wojny atomowej. Warszawskie metro może i nie grzeszy rozmachem, ale to właśnie stolica Polski nie oberwała tak mocno w wyniku globalnego konfliktu. Oczywiście: poziom radiacji w wielu miejscach nadal jest zabójczy, a na powierzchni można spotkać najróżniejsze koszmary z piekła rodem. Jednakże życie w powojennej Warszawie jak na warunki postapo można nazwać dość ... spokojnym.

"A w winnicy, gdzie grona gniewu, zdeptał latorośl uschłą,
Mieczem Swym straszliwym uderzył niczym błyskawicą.
I prawda Jego poprzez świat maszeruje" *

Głównym bohaterem jest dowódca oddziału stalkerów, Borka. Ten należy do sojuszu Kryształowy Pałac. Od momentu wybuchu wojny myśli praktycznie tylko o tym, by odnaleźć swojego ojca, który był wysoko postawionym wojskowym. Zupełnie przypadkowo dowiaduje się o mitycznej Atomowej Kwaterze Dowodzenia w Puszczy Kampinowskiej, gdzie według legend mogła ukryć się militarna wierchuszka a wraz z nią technologie i resztki cywilizacji.

Według mnie jednym z największych atutów Kompleksu jest opisanie przez autora całego szeregu zdarzeń, który poprzedzał wybuch wojny. W większości utworów postapo aspekt ten jest nawet trochę celowo pomijany. Nie wiadomo i w sumie nieważne jest to, kto pierwszy nacisnął czerwony przycisk. Liczy się efekt.

Tutaj nawet kilka stron poświęconych retrospekcjom, które możemy śledzić oczami dziecka czy jego ojca świetnie buduje klimat zagrożenia i tego, co nieuniknione. Momenty, kiedy grupa wojskowych zauważa kolejne zapalające się lampki na atomowej mapie świata są bardzo realistyczne i trochę... straszne.

Nie chciałbym porównywać Kompleksu 7215 do wydanej mniej więcej w tym samym czasie Dzielnicy Obiecanej Pawła Majki, ponieważ obie pozycje to inne światy. Każdy z nich charakteryzuje się innymi cechami czy stylem. Powieść Biedrzyckiego jest utworem typowo stalkerowym tzn. postapo, ale naładowanym przede wszystkim widowiskową akcją. Jest o wiele mniej dialogów, przemyśleń czy szeroko pojętej filozofii. Tu jednak lepiej został dopracowany pewien aspekt, który w Dzielnicy Obiecanej stanowił dla mnie dość dużą wadę - tu jest klimat Warszawy!

Podczas czytania naprawdę możemy sobie wyobrazić, że właśnie jesteśmy w zrujnowanej stolicy. Opisy poszczególnych stacji metra czy miejsc na powierzchni może nie są za nadto szczegółowe, jednak został zawarty w nich ten konkretny pierwiastek, dzięki któremu czujemy się swojsko. Kiedy obserwujemy Warszawę nawet oczami bestii z pałacu kultury z łatwością możemy sobie wyobrazić, jakby to wyglądało. To jest nasze polskie miasto. A Nowa Huta z Krakowem były w powieści Majki trochę bezpłciowe.

"Co znaczyć mogą największa nawet odwaga, najwyższe szkolenie, opanowanie i zdolności, skoro świat ten i tak nie ma przyszłości?"

Trochę można by się było przyczepić do samego metra, jako miejsca. Opisy poszczególnych stacji odpowiednio budują klimat tej podziemnej aglomeracji, tylko czy nie można by się było obejść bez tych Nazistów?
Ja rozumiem, że w sytuacji zagrożenia życia ludzie uwierzą w nawet najgorsze bzdury, aby tylko poczuć się bezpiecznie w grupie, ale taki zabieg wydaje mi się być nieco wymuszonym. Dlatego też niektórzy zarzucają autorowi małą kopię tego, co zrobił Głuchowski.
Co innego Słoiki! Genialne połączenie dzisiejszego określenia, które funkcjonuje w Warszawie z jedną z grup zamieszkujących poszczególne stacje.

Kolejną zaletą Kompleksu jest humor. Nawiązuje on do wielu elementów dzisiejszej popkultury czy szlagierowych kawałów.
Często jest on typowo sytuacyjny – niewymuszony. Szczególnie, kiedy generał widząc jak spadają kolejne bomby atomowe rzuca z uśmiechem klasyczny cytat z filmu Kiler – "Mają rozmach skur...".

Elementem, który trochę rozczarowuje jest samo zakończenie. Wiele wątków można było, moim zdaniem, rozbudować. Podczas lektury mamy wrażenie, że autor za bardzo "skacze" pomiędzy konkretnymi wydarzeniami. Niektóre sytuacje są opisane dość szczegółowo, kiedy o innych znajdziemy ledwie wzmiankę o pewnych sytuacjach. Można to przynajmniej na razie wybaczyć autorowi, ponieważ ewidentnie widać, że lepiej czuje się on w krótszych formach literackich i mogło mu chwilami brakować pomysłu na rozbudowanie pewnych kwestii.
Z drugiej strony nie ma tutaj sztucznych dłużyzn jak u innych pisarzy. Akcja książki może i pędzie na łeb na szyję, ale ma to logiczny sens, przez co czytelnik tak naprawdę do samego końca nie powinien się nudzić. Fajną ciekawostką są wspomniane opowiadania, które również zamieszczono w powieści. Śledzenie wydarzeń oczami innych bohaterów jest realistyczne i dopracowane.

Kompleks 7215 to powieść typowo stalkerowska. Można ją potraktować jako dobry film akcji w postnuklearnym świecie. Nie jest to dzieło wybitne, ale Biedrzyckiemu udało się zbudować odpowiedni klimat. Czekam na więcej.

*fragmenty zaczerpnięte z książki Kompleks 7215, która ukazała się nakładem wydawnictwa Fabryka Słów 

Zdjęcia

  • Bartek Biedrzycki: Kompleks 7215
Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać