Kinect Star Wars: Recenzja z tańczącym Darthem Vaderem

Kinect Star Wars

Kinect Star Wars: szkoda, ze to się nie udało.

Fot. gra.pl

Saga Gwiezdnych Wojen ma miliony fanów na całym świecie. Prawie każde dziecko, które obejrzało chodź jeden z filmów, zapragnęło zostać rycerzem jedi, walczyć na miecze świetlne i używając mocy przenosić przedmioty. Gra Kinect Star Wars ma spełnić te marzenia. Z jakim skutkiem?

Z chwilą, gdy do naszych rąk trafiła gra, liczyliśmy na wiele. Któż, kto kiedykolwiek słyszał o Gwiezdnych Wojnach nie chciałby się choć przez chwilę poczuć ja bohaterzy z filmu? Wybrać dobrą, lub złą stronę mocy i mistrzowsko opanować sztukę władania mieczem świetlnym? Gra od momentu pierwszych zapowiedzi miała całkiem wysoko zawieszoną poprzeczkę.

Jeżeli ktoś należy do osób, które lubią przeczytać załączoną przy płycie instrukcję obsługi, lub liczą na dodatki związane z tytułem, bardzo się zawiedzie. Poza ostrzeżeniami o prawach autorskich, oraz szkodliwym działaniu gier na nasze zdrowie, nie znajdziemy nic więcej. Nie ma ani słowa o trybach, trikach i podpowiedziach.


Po uruchomieniu gry, sprawia to dużą trudność i mija chwila, zanim połapiemy się, co powinniśmy wybrać. W menu głównym witają nas dwie legendarne postacie: C-3PO oraz R2-D2, które towarzyszyć nam będą przez całą grę. W tym momencie po raz pierwszy natrafiamy na element, który mi akurat się nie podoba: polski dubbing. Słuchanie, jak Yoda mówi po polsku, to jak słuchanie Chucka Norrisa wygrażającego po niemiecku. Podobnie jest z odgłosami robotów i innych ras. Czasami brzmi to podobnie do zapowiedzi odjazdów pociągu na dworcu.

A, jeszcze synchronizacja tłumaczenia z obrazem: nie ma jej.

Do wyboru mamy jeden z pięciu trybów:
kampanię
tryb rozwałki
pojedynku
wyścigu
tańca

Bardzo dobrym pomysłem jest możliwość przejścia kampanii w trybie kooperacji z drugim graczem. Nic tak nie sprawia frajdy jak wspólna rywalizacja w imię dobrej strony mocy. Zanim jednak dostaniemy do ręki miecz świetlny, bądź zasiądziemy za sterami x-winga, czeka nas trening. Nie jest on długi, ale wystarczający i pozwala się zapoznać z najważniejszymi elementami sterowania.

Sama fabuła wydaje się banalna i mało dopracowana. Ot, w trakcie treningu na rycerza jedi zostajemy zaatakowani. W trakcie gry musimy wybić jak najwięcej przeciwników na różne sposoby i odeprzeć atak wroga. Fabuła wystarcza na około 5 godzin grania. Gdy przejdziemy główny wątek gry, możemy zasiąść za sterami myśliwca i ścigać się po ciekawych lokacjach z komputerem.

Sposób sterowania jest tutaj o wiele lepiej rozwiązany, niż w trakcie gry fabularnej, gdzie do skręcania należy się wychylać, ale też ma swoje wady. Jeżeli opanujemy już ten tryb i zechcemy pościgać się ze znajomymi na jednym ekranie lub przez Internet, nie uda nam się, bo gra nie ma takiej opcji.

Pojedynek umożliwia nam stoczenie walki na miecze świetlne. Jest to element, na który liczyłem najbardziej, ale szybko okazało się, że właśnie ten tryb autorzy zepsuli najbardziej. Bierzemy miecz świetlny do ręki i stajemy do pojedynku. Nie ważne, co robimy przed ekranem, czy salta, przewroty i jak tniemy przeciwnika – nic mu nie zrobimy. Gra jest podzielona na tury i najpierw musimy bronić się przed ciosami przeciwnika, później wygrać zwarcie, a następnie zaatakować. I tak kilka razy, zanim będziemy mogli odnieść zwycięstwo. Ciekawostką jest to, że możemy kopać i odpychać przeciwnika, ale to jedyny plus.


Z kolei rozwałka umożliwia nam pokierowanie, znanym z Gwiezdnych Wojen, wielkim, silnym drapieżnikiem Rancornem. Naszym zadaniem jest zrobienie jak największych szkód w mieście niszcząc budynki, rzucając, czy zjadając ludzi.

Kinect Star Wars jest grą wykorzystującą czujnik ruchu, więc pad na niewiele nam się tutaj przyda. W trakcie gry możemy poruszać się do przodu, na boki, robić uniki, walczyć mieczem świetlnym i – co sprawia największą frajdę – używać mocy do rzucania w przeciwnika przedmiotami i innymi przeciwnikami. Sterowanie nie sprawia żadnych problemów.

Problemem jest natomiast współpraca gry z Kinectem. Walcząc na miecze świetlne wymagany od nas jest duży refleks, a często doświadczymy opóźnień. W trakcie treningu poznamy specjalny ruch dla odbijania pocisków, do blokowania ciosów, czy ataku. Szybko okazuje się, że nie ważne, co robimy przed ekranem, bo Kinect widzi to po swojemu. Zdarza się, że podchodzimy do przeciwnika i zamiast go atakować, to próbujemy odbić pociski, których nie ma i nic mu nie możemy zrobić.

Bywa to strasznie irytujące i psuje całą zabawę. Wiele gier, w którym wykorzystywane jest przechylanie się na boki, nie działa tak, jak powinno. Tutaj jest podobnie, a ten konkretny element służy do uników. Jest wykorzystywany bardzo często, a działa raz na kilka razy, przez co często giniemy i musimy powtarzać grę od nowa. Bardzo irytują też problemy z synchronizacją w trakcie przerywników wideo. Wystarczy, że odwrócimy się bokiem, a gra na nowo próbuje nas wykryć. W rezultacie często zmienia profil gracza, albo nagle z praworęcznych stajemy się leworęczni i musimy przyzwyczaić się do nowego sterowania.

WYROK
Bardzo dobry pomysł dzięki technologii czujnika ruchu nie został do końca wykorzystany. Mimo niedociągnięć gra jest w stanie sprawić, że się uśmiechniemy, czy spocimy po spędzeniu wielu godzin przed ekranem. Tryb taneczny, wykorzystujący postacie znane z ekranu i popularne piosenki przerobione na potrzeby gry jest strzałem w dziesiątkę i wydaje się być najlepszą grą taneczną stworzoną na Kinect. No i tańczący Darth Vader...
Nasza ocena: 3/6

Zdjęcia

  • Kinect Star Wars
  • Kinect Star Wars
  • Kinect Star Wars
  • Kinect Star Wars
  • Kinect Star Wars
Wielki fan technologii Kinect na Xbox.
Jakub Markiewicz
Autor:Jakub Markiewicz
Komentarze
sandraszy
sandraszy czw., 2012-04-19 20:17

...

moc nie była po mojej stronie w tej grze