drukuj

Lords of the Fallen: Trzy gry do zdobycia [konkurs]

Lords of the Fallen

Harkyn, bohater gry Lords of the Fallen

Stworzenie gry Lords of the Fallen kosztowało 32 miliony złotych. Prace trwały trzy lata, a ekipa twórców liczyła nawet 170 osób. A my mamy dla Was trzy gry do wygrania.
W grze stworzonej przez CI Games i studio Deck 13 wcielamy się w niejakiego Harkyna. To dość ważny jegomość, bo tylko on może zakończyć wojnę między ludźmi i armią Upadłego Boga...

- Jednym z kluczowych założeń, jakie przyjęliśmy rozpoczynając pracę nad Lords of the Fallen, było stworzenie gry, która stanowiłaby wyzwanie dla doświadczonych graczy, będąc jednocześnie tytułem atrakcyjnym i dostępnym dla wszystkich, także tych, którzy nie mieli wcześniej do czynienia z tego typu produkcjami – mówił przy okazji niedawnej premiery Tomasz Gop, producent wykonawczy gry w CI Games (a znany też z prac przy dwóch pierwszych grach z serii Wiedźmin). - Doskonałym przykładem jest stworzony przez nas, autorski system doświadczenia, jaki oferuje gra. Gracz może ryzykować, nosząc ze sobą punkty zdobyte podczas walk z pokonanymi przeciwnikami, aby zwiększyć szansę na unikalne nagrody. Alternatywnie, może też te punkty przechowywać i grać bezpiecznie.



Ale łatwo nigdy nie jest.
W Lords of the Fallen każda walka ma stanowić wyzwanie. Zwłaszcza walki bossami.
I właśnie z bossami związany jest nasz konkurs.

Co jest do wygrania?

Trzy gry Lords of the Fallen (po jednej na każdą platformę, czyli na PC, PlayStation 4 i Xbox One).
Jak zdobyć nagrody?

Jako zarejestrowany użytkownik gra.pl, napisz - w komentarzach pod tym tekstem - jaki i dlaczego jest Twój ulubiony boss z gier. Autorów najciekawszych komentarzy nagrodzimy grami. Na wasze pomysły czekamy do końca 20 listopada, a wyniki opublikujemy na naszej stronie 21 listopada.

Nie masz jeszcze konta w gra.pl? Zarejestruj się lub
W komentarzu możecie też dodać preferowaną przez Was platformę.
Dowiedz się więcej o grze Lords of the Fallen

Zdjęcia

  • Lords of the Fallen
  • Lords of the Fallen
  • Lords of the Fallen
  • Lords of the Fallen
  • Lords of the Fallen
  • Lords of the Fallen
  • Lords of the Fallen
  • Lords of the Fallen
  • Lords of the Fallen
  • Lords of the Fallen
Komentarze
michalson18
michalson18 czw., 2014-11-13 12:32

FEARR II

Wielu bosów jest poprostu nudnych, czekają na samym końcu gry jako najlepiej uzbrojone jednostki, najszybsze mające największą moc lub wręcz odwrotnie, całkowicie bezsilne. dowiadujemy się o nich niejednokrotnie dopiero po paru godzinach gry a naszym zadaniem jest "wyrwać chwasta".
Chciałbym tu opisać bosa nieco innego. bosa który znany jest od samego początku i z którym nie mamy żadnych szans, bosa którego nie pokonamy a jedynie gramy w jego gierki, istotę która buduje napięcie od samego początku do końca gry a sceny przerywniki z jego udziałem po prostu ścinają krew w żyłach. Gra w której pojawia sie ów bos to oczywiście FEAR i mam tu na mysli głównie FEAR 2 w którym Alma potrafi podnieść ciśnienie znacznie powyrzej normy każdego shotera. mroczny psychodeliczny klimat gry utrzymuje napięcie, za każdym rogiem może czaić sie siła która rozerwie nas w oka mgnieniu na strzępy. Poniżej filmik z kilkoma przykładowymi aranżacjami wnętrz, godnych mokrego snu Hannibala Lectera.
.
.

.
.
Jednak najlepsza z nich to niewątpliwie scenka macanka... :)
.
.

.
.
natomiast sama finałowa walka ma raczej wymiar psychiczny, okazuje sie że nie jestesmy w stanie sprostać tej mocy i stajemy się jej narzędziem ... zabawką
.
.

.
.
twórcy bardzo dobrze przyłożyli sie do kwestii utrzymania klimatu gry, za co jest ona na liście moich ulubionych pozycji, pomomo niskiej grywalności czy nie do końca zachwycającej grafiki

styx
styx pt., 2014-11-14 17:03

Crysis 3

    Finałowe starcia z bossami mają ogromne znaczenie, bowiem przekonujemy się na własnej skórze, czy cała podróż, którą odbyliśmy, wszystkie poświęcenia, których dokonaliśmy przyniosły oczekiwany rezultat. Ostatnio brałem udział w takiej właśnie przygodzie i chciałbym się tym z Wami podzielić.

    Rok 2021, Nowy Jork

Amerykańska gospodarka kwitnie, Przestępczość jak i bezrobocie stopniowo maleją. Mimo to mieszkańcy całego świata żądają wyjaśnień na temat tego co zaszło dwa lata temu na wyspach Lingshan. Dlaczego tylu żołnierzy wyruszyło na wojnę przeciwko nieznanemu wrogowi i tak wielu nie wróciło. Rząd nie udziela głosu w tej sprawie. Wojsko milczy.
Niektórzy próbowali zapomnieć. Zapomnieć o tym co miało miejsce dwa lata temu. Byli przekonani, że najgorsze już za nimi. Nie mieli jednak pojęcia, że najtrudniejsza próba dopiero się zacznie.

    Rok 2047, Nowy Jork

Rozkazy były proste. Odeprzeć brutalny atak najeźdźców z kosmosu, aby na świecie znów zapanował pokój. Problem w tym, że nie mógł dokonać tego zwykły żołnierz.

Mówili na niego Prorok...

Nie było wiadomo kim, a właściwie czym jest ta istota. Pewne natomiast było to, że tylko on może to powstrzymać...raz jeszcze.
Wyposażony w najnowocześniejszą broń - nanokombinezon, po raz kolejny wyruszył na łowy aby zakończyć to raz na zawsze. Tym razem to on był myśliwym...

Nie dawał najeźdźcom żadnych szans na przeżycie. Polował, podpalał, wysadzał.

Nikt nie był w stanie się z nim mierzyć. Aż do momentu...gdy napotkał jego...Cepida Alfa, najokrutniejszego drania w całym Wszechświecie.

Przypominał on najgorszy koszmar. Wielki, kilkusetmetrowy cyber-wąż. Wyposażony w trzy potężne wiertła, by zamieniać w pył wszystko co stanie mu na drodze. Jego lasery przecinały w pół najtwardsze ze skał, a rozpalone do czerwoności oczy śledziły każdy ruch Proroka. Wyglądał jak Driller - Decepticon z trzeciej części filmu "Transformers". Prorok jednak nie znał definicji słowa "niemożliwe", "nie potrafię", dlatego też zrobił wszystko co był w stanie zrobić w tamtym czasie. Walka była bardzo długa i wyczerpująca. Stawką było życie na Ziemi. W końcu...rozstrzygnęło się. Gdy już opadł wojenny kurz, a strach i gniew odeszły w zapomnienie, powstał on. Dumny i niewzruszony. Mówili na niego...Prorok

Jako wielki fan całej trylogii Crysis, to właśnie Cepid Alfa z trzeciej części stanowił dla mnie największe wyzwanie i tym samym najciekawiej mi się z nim walczyło. Ten wyczerpujący pojedynek zapadnie mi w pamięć na wiele lat.
Misja wykonana. Bez odbioru.

the_matrix
the_matrix pon., 2014-11-17 00:47

Metal Gear Solid - Metal Gear Rex i Liquid Snake

Moim ulubionym bossem z gier jest Metal Gear Rex i Liquid Snake z Metal Gear Solid 1. Pamiętam kiedy pierwszy raz włączyłem Metala na PSX 1. Na początku mówię sobie, piszą hicior i mega wciągająca gra, a ja jakoś nie czuje tego klimatu. Skrada się jakiś facet, włączają się alarmy, dusi przeciwników i tyle. Jednak po jakimś czasie, a konkretnie po prologu (intro jak na tamte czasy wypasione i wciągające) gra zaczęła mnie wciągać. I w ciągła aż do końca. Czym dłużej grałem i poznawałem nowe lokacje, nowych przeciwników, a co najważniejsze nowych i ciekawych mini bossów takich jak - Revolver Ocelot (i jego rewolwery), Raven's Tank (i jego czołg), Psycho Mantis (telekineza i te sprawy), Sniper Wolf (Pani snajper) i wspomniany Metal Gear Rex i Liquid Snake ta gra naprawdę zasługuje na miarę hitu i klasyka PSX. Wspaniała, wciągająca fabuła, grafika jak na tamten czas i możliwości, długość gry, i różne sekrety do odkrycia po przejściu gry więcej niż raz naprawdę mnie urzekły. Wszystko w tej grze było duże, czuć było momenty niepewności i odosobnienia w bazie na Alasce, powiew mrozu i strachu oraz szybsze bicie serca przy walce z bossami. Na każdego trzeba było mieć sposób i każdy preferował inną walkę. Główny boss - Metal Gear Rex – wielki mech, który posiadał wyrzutnie rakiet atomowych, karabiny itd. to była gratka dla mnie. Nie dziwi mnie fakt, że seria Metal Gear Solid zyskała dużą rzeszę fanów na całym świecie, a Hideo Kojima wydaje kolejne części przygód Solid Snakea. To wspaniała przygoda, wciągająca fabuła, coraz dłuższa i bardziej atrakcyjna gra. Metal Gear Rex i Liquid Snake to moi ulubieni bossowie, a właściwie jeden, który steruje ogromnym robotem, który może doprowadzić do rozpętania kolejnej wojny. Liquid Snake to brat Solid Snake o czym się dowiadujemy na końcu gry. Wspaniałe, a zarazem tragiczne spotkanie dwóch braci i zniszczenie Metal Gear Rexa kończy Metal Gear Solid 1. Chlip, chlip ;)

Filmik z finałowej walki z Metal Gear Rexem
http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=FW2jkfUvWJk
oraz finałowej walki z Liquid Snakem

http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=10DALMEomqI

Charles Monroe
Charles Monroe pon., 2014-11-17 11:56

Jest w historii gier boss,

Jest w historii gier boss, który na czczo zjada wszystkich tych Aresów, Raamów, Vergilów czy Psychomantisy, a później pozbywa się ich jedyną słuszną stroną ciała i to bez podcierki. Rocznik '81, tatuś Japończyk, mamusi brak (pierwszy i jedyny to przypadek w historii świata, gdy dzidziusia rodzi tata), gatunek: naczelne. Wbrew utartej opinii gustował głównie w księżniczkach i wnerwianiu hydraulików, a swoją imponującą muskulaturę wyrabiał na dźwiganiu i miotaniu beczek, znany ze spierniczania gdzie drabinka rośnie (czyli: im wyżej tym lepiej - ani chybi karierowicz), jak również bicia się we własne piersi. Zwłaszcza dwie ostatnie cechy predysponowały go do robienia kariery politycznej, a jednak (cwaniaczek) wybrał karierę bohatera gry platformowej, bo kasa lepsza. Ile drań ludziom (w tym mi) nerwów i joysticków zepsuł, gdy tak ciepał antałkami, a oni próbowali go dorwać to tylko on wie. Na samą myśl o tym dostaję małpiego rozumu.
 By go pokonać musiałem wspiąć się (dosłownie) o kilka poziomów umiejętności wyżej, nie raz i nie dwa nabijając guza na swojej hydrauliczej łepetynie. Dopiero gdy odpłaciłem się szelmie tym samym, pomne zasługi społeczeństwo wspierane przez fanklub księżniczek Paulinek ukuło za pośrednictwem poetów zgrabne powiedzonko: "małpy robią małpie figle, lecą na łeb niedościgle". Mój własny wróg, rozpikselowany kudłaty łajdak, na zawsze boss. Cholerny głupek Kong. Donkey Kong.

Platforma: PC

 

papke
papke wt., 2014-11-18 12:29

ManHunt - świniak

Ciekawe ilu z dopisujących komentarze kojarzy taką grę i takiego Bossa?.

Dlaczego o nim piszę? Bo to jedeny bos po pokonaniu którego byłem tak spocony, że jeziora pod pachami sięgały do pasa - dosłownie!!!!!! Piżama nadawała się tylko do prania.

Jak siostry mnie zobaczyły po tej walce to nie chciały uwierzyć że ja 'tylko w grę grałem'.

Ten dźwięk piły mechanicznej raz cichej na wolnych obrotach,  a później rozrywającego głośniki przerażającego ryku i modlitwy żeby zdążyć do jakiegokolwiek zaciemnionego miejsca, odcisnął piętno w mojej psychice którego nie da się wymazać żadnym praniem mózgu. Dodatkowoi 'fajfus' świniaka, który wyglądał równie groźnie jak piła chociaż nie wydawał żadnych dźwięków, niesamowicie motywował do ratowania się nawet gdy moje siedzenie było już mokre od potu i ześlizgiwałem się z niego.

 

fof
fof śr., 2014-11-19 00:04

Thaxll'ssillyia

Staroszkolne RPG typu Icewind Dale, Baldurs Gate czy Planscape, obfitowały w klimatyczne i wymagajace walki z bossami . Po raz pierwszy jednak w drugiej czesci BG w srodku przygody ni stąd ni zowąd staje przed tobą czarny kolega smoka wawelskiego i mowi by nie zawracac mu gitary. Zszokowana ale urażona dumą (mało jeszcze doswiadczona) drużyna i  urazony dumą twórca drużyny (czyli ja. przyp. red.) Postawnowia wspolnie iz jaszczurowi leb trzeba opitolić choćby nie wiem co. I tak zaczeła sie około 6 godzinna utarczka, w ktorej bez jakichkolwiek spojlerow internetowych, podpowiedzi i z poczatkujaca druzyna staralem sie ubic te przerosnietą wersje nocnej furii. Furia radzila sobie calkiem niezle z moją drużyną ziejąc z japy i siejac mord ciosami odnóży.  Furia dopadała też mnie przed komputerem i musialem robic dlugie około minutowe przerwy na odreagowanie. Po kilku godzinach siegnełem po popularne wowczas czasopismo komputerowe  C...K! gdzie byly niby jakies wskazówki. Autor tychże wskazówek napisał: Tego cholerstwa nie da sie zabic jak ktoś to zrobi niech wyśle mi maila.... No ja pierniczę, wtedy już wiedziałem ze odwrotu nie ma. Musiałem to zrobić. Po wypróbowaniu tysiąca taktyk, wymienianiu oręża, czarów, podstępem, zdradą, zastraszeniem, owcą z siarką, proszeniem by umarła sama, w końcu mi się udało, choć przeżyła tylko jedna postać.
Oczywiscie zdaje sobie sprawę ze trudne to teraz nie jest, wystarczy znać taktyki ktore ktos wymyślił i/lub odpowiednio silna drużynę oraz itemy. Ale ja bylem z siebie dumny i trudno przypomnieć mi dający większą frajdę pojedynek z Bossem a było to 14 lat temu. Obecne bosy w grach nie sprawiają już takiej frajdy, są oskryptowane w liniowych fabułach lub mają jakieś oczojebne weekspoty. O tym smoku nie wiedziałem nic, tyle ze szybko robi dobrze wypieczoną kaszankę. Można go było ominąć i wrócić potem ale taki miałem wredny graczowoambitny charakter i dzięki temu wiele satysfakcjonujących chwil z grami.

marcinl79
marcinl79 śr., 2014-11-19 01:32

Boss wszystkich Bossów

Apodyktyczny, Bezwzględny, Czarujący, Demoniczny, Elokwentny, Figlarny, Groźny, Heroiczny, Inteligentny, JEDYNY, Komiczny, Luzacki, Masakryczny, Niebezpieczny, Oryginalny, Przebiegły , Rozrywkowy , Stanowczy , Twardy , Uśmiechnięty , Wyrafinowany i Zabójczy... jedyny w swoim rodzaju... JOCKER

Maarcvful
Maarcvful czw., 2014-11-20 08:02

Ten, który śpi

Boss, któremu nie zadajemy nawet jednego ciosu. Pradawna istota, która swą potęgą omamiła wielu. Ten, który zakłócił powstanie bariery. Ten który swym krzykiem przywołał smoki. Ten, który został wygnany do królestwa Beliara. Wielki. Przerażający. Śniący. Ogromny demon z pamiętnej pierwszej części Gothica.
Preferowana platforma xbox one

Whisky
Whisky czw., 2014-11-20 10:31

Królobójca

Ostatni przeciwnik z drugiej części Wiedźmina szczególnie zapadł mi w pamięci. Letho, napakowany bardziej niż Pudzian. Królobójca, którego poznajemy już w intrze podczas którego morduje Demawenda. Początkowo sprawia wrażenie przygłupiego zabijaki, ale z biegiem czasu ujawnia się jako przebiegły przeciwnik. Posiada swoje zasady i potrafi całkiem nieźle planować swoje kolejne działania. Wysoka inteligencja pozwala mu osiągać swoje cele. Bardzo honorowy, jeśli Geralt tego nie zrobił to właśnie Letho uratował Triss. Królobójca nie był tchórzem. Czekał na Geralta, aby odświeżyć mu pamięć (a wcześniej zaproponował napicia się wódki - swój chłop :)). Gdy Letho padł bez życia poczułam wyrzuty sumienia. Właśnie ubiłam inteligentnego i silnego wiedźmina, który dążył do celu podejmując trudne decyzje. Zupełnie jak Geralt. Natychmiast odpaliłam Wiedźmina po raz kolejny i dokonując innych wyborów rozeszliśmy się z Letho w pokoju.
Właśnie takich przeciwników lubię.
Preferowana platforma xbox one

krzesimira
krzesimira czw., 2014-11-20 15:19

Vaas (Far Cry 3)

Zdziwiłam się czytając komentarze, że nikt do tej pory nie wymienił Vaas'a Montenegro z trzeciej odsłony Far Cry'a...

Być może dlatego, że nie jest typowym bossem. Przez większość gry walczymy raczej z jego "armią" niż z nim samym bo nawet ostateczna walka z tym antagonistą zostaje nam podana jako scenka QTE... :/ Jest to jednak kwestia techniczna gry. Nie mająca wpływu na postać Vaas'a, która sama jest już wystarczającym powodem, żeby zagrać w Far Cry 3 (jeżeli jeszcze się tego nie zrobiło). 

Psychopata, który gwałci, rabuje, kradnie i morduje - to jest definicja Vaas'a. Jednak nie ona ani nie jej obraz zapadły mi w pamięć, a definicja szaleństwa, z którą Vaas się z nami dzieli w trakcie gry.
 
Gra w jaką wciąga nas Vaas stawia naszego protagonistę nie raz w miejscu, w którym zastanawiamy się czy sami nie przypominamy tego kogo zwalczamy? Czy sami nie popadamy w szaleństwo? Vaas nie tylko staję się naszym nemezis. To boss, który zmusza nas do walki z samym sobą. Wpędza nas w błędne koło i krzyczy "Run Forest! RUN!"

Preferowana platforma PC 

tbotwina
tbotwina czw., 2014-11-20 21:05

Tombn Raider 2013

A moim ulubionym bosem jak by nie było inaczej w ulubionej serii gier Tomb Raider to Oni Stalker wyglądem przypomina potężnego wymarłego samuraja:

Sam pojedynek odbywa się jak to zwykle w grach obecnie jest, pod sam koniec - nie ukrywam że brakowało mi przez całą grę takich mocnych eventów przy których trzeba było by się wysilić, ale miejmy nadzieję że w nowej części TR będzie ich więcej. Wracając do senda, Walka odbywa się na szczycie góry, sam bos obdarzony przez potężną broń wspomagany jest przez gromadkę mniejszych samuraii o mniejszej ilości punktów życia. Grafika + Dynamika w grze nadaje samej walce naprawdę fajne połączenie.

Mam nadzieję, że zaprezentowany opis i przedstawienie pojedynku z Bosem pozwoli zachęcić innych graczy do spróbowania tej pozycji w kategorii gier komputerowych, gwarantuję że możliwości w grze oraz sama fabuła was wciągnie na pare ładnych godzin, mi osobiście przejście w 100% zeszło około 60godzin, nadmienię że gra również oferuje tryb MultiPlayer.

Madzia2.0
Madzia2.0 czw., 2014-11-20 22:07

Bułka z masłem...

Bardzo lubię grać w gry, powodów ku temu jest wiele, między innymi dlatego, że lubię wyzwania i specyficzne emocje które im towarzyszą. Lubię ruszyć głową i zmierzyć się z jakimś problemem, zagadką, złożoną sytuacją, którą stawiają przed graczem twórcy gry. Obecnie sposób przedstawiania przeciwników przez twórców gier jest podobny i rozprawienie się z nimi nie stanowi większego problemu, chyba, że ustawimy trudność gry na możliwie najwyższy poziom i ze zwykłego radskorpiona spotkanego na pustkowiu Fallouta 3 w którego DLC z edycji goty właśnie gram, może powstać bardzo trudny przeciwnik, któremu nie straszna jest nawet potężna broń energetyczna obcych z jednego z dodatków. Poziom trudności zmienia podejście do rozgrywki o 180 stopni, z opcji postrzelam sobie trochę przed spaniem do muszę przemyśleć jak podejść do grupki przeciwników i nie stracić kresek życia, bo mam go mało, a w okolicy nie ma możliwości jego uzupełnienia. Z czymś takim spotkałam się grając w Bioshock Infinite. Uważając się za ambitnego gracza chciałam zrobić calaka w tej grze, w tym celu musiałam kombinacją przycisków odblokować najwyższy poziom trudności nazwany 1999. Jednym z ważniejszych utrudnień oprócz odporniejszych przeciwników był kompletny zakaz potrzebny do achievementu, uzupełniania paska życia za pomocą fiolek kupowanych w sklepach. To obostrzenie dało mi się we znaki podczas konfrontacji z Lady Comstock, z bossem, który potrafi doprowadzić do zgrzytania zębów. Przygoda z tą panią zaczyna się na cmentarzu, wchodzimy do krypty, uruchamia się cutscenka i zaczyna się gra, która kończy się szybko zgonem, ładowanie save'u i sytuacja powtarza się kilkukrotnie. Trzeba zmienić taktykę, rekonesans terenu na którym toczy się walka jest dobrym rozwiązaniem. Odnaleziony Crank Gun może nieco ułatwić sprawę, lokalizacja flaszek ze zdrowiem poprawia mi humor. Starcie rozpoczyna się już sama nie wiem który raz, Lady Comstock wzywa duchy żołnierzy do których nie ma co specjalnie strzelać bo na miejsce poległych przybywają nowi, trzeba skupić się na Lady C. Przebiegam na drugi koniec planszy i kryję się za murkiem wyczekując odpowiedniego momentu aby zaatakować, wychylenie z za winkla powoduje tylko skupienie ognia żołnierzy na mnie, co tu robić?, rozwiązanie przychodzi samo i jest bardzo wkurzone. Wystrzeliwuję praktycznie cały magazynek z broni obrotowej podobnej do tej której używał Arnold w Terminatorze 2, odebrałam jej trochę energii, jest ok, żyję, chwila na uspokojenie, zjawa powraca. Znowu udało mi się zabrać jej trochę zdrowia ale o na  nie pozostała mi dłużna, trzeba się ratować, fiolka z życiem ukryta pod tarasem, trzeba tam się dostać, szaleńczy bieg pod gradobiciem kul żołnierzy, czas wydaje sie zwalniać, tylko żeby mnie nie drasnęli bo regeneracja pancerza pójdzie psu na budę, odnawiam zdrowie i pędem wracam na pozycję wyjściową. Sytuacja powtarza sie kilkukrotnie, pasek zdrowia jest na rezerwie tylko nie świeci się na pomarańczowo jak w samochodzie, fiolki z życiem, wyczerpane, ilość uderzeń serca na minutę wzrasta, czeka mnie ostateczne starcie. Wciskam pauzę aby ochłonąć i poukładać w głowie plan działania, kilka ruchów głową na rozluźnienie karku i jestem gotowa, brakuje mi tylko muzy Ennio Morricone i tematu muzycznego z pojedynku rewolwerowców, dobra, albo ty wywłoko, albo ja, wciskam start. Nie wiem jak długo trwała ta chwila, ale dopiero po jakimś czasie przypomniałam sobie, że do życia potrzeby jest tlen, paskuda padła. Zadowolona, że mogę ruszyć z fabułą dalej beztrosko przechodzę do nowej lokacji aby po chwili dowiedzieć się, że jej nie ubiłam bo w innej lokacji czeka mnie z nią kolejne starcie, tyle, że z uboższym arsenałem i z miała ilością energii. Moment w którym dowiaduję się, że czeka mnie trzecie starcie, bezcenny :)   ( platforma Xbox One )

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-priority:99;
mso-style-qformat:yes;
mso-style-parent:"";
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin-top:0cm;
mso-para-margin-right:0cm;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0cm;
line-height:115%;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:11.0pt;
font-family:"Calibri","sans-serif";
mso-ascii-font-family:Calibri;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:"Times New Roman";
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Calibri;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;
mso-bidi-font-family:"Times New Roman";
mso-bidi-theme-font:minor-bidi;}

ytong77
ytong77 czw., 2014-11-20 22:40

Zona

To największy boss ze wszystkich, bo zajmuje całe trzy gryTo najmocniejszy boss ze wszystkich, bo nie ma słabych punktow. Nie da się poczekać i wypatrzec odpowiedniego miejsca wktóry trzeba wpakować pięc rakiet i osiem magazynków. I nie mozna biegac dookoła niego czekając na dobry moment, bo takich momentów tu nie ma.Bo to zona w trzech grach Stalker - Cień Czarnobyla, Czyste Niebo i Zew Prypeci.W Zonie wszystko chce nas zabic i w każdym miejscu... anomalie, bandyci, mutanty, żołnierze. Przed zoną nie da się uciec. Nie da się jej oszukać. Zona jest  wszędzie i to ona decyduje o wszystkim. A ty możesz tylko usiasć ze stalkerami przy ognisku i posłuchać jak o niej opowiadają ze strachem i szacunkiem... 

Samnitar
Samnitar czw., 2014-11-20 23:07

Klasycznie - Ganondorf, ale też Ornstein i Smough

Gry ewoluują to i antagoniści ewoluują. Era tych plujących jedynie jadem się skończyła, teraz są oni bardziej "ludzcy" (o ile zakopywanie kogoś aż do szyi w piachu można nazwać ludzkim zachowaniem). Mają charakter, wyznają jakieś wartości lub po prostu lubią sobie niszczyć świat i plugawić go. Mam dwa typy i raczej odnoszą się do nieco klasycznych postaci. Pierwszy to para dwóch kolosów, przy których nabawiłem się siwiejących włosów, astmy, podwyższonego ciśnienia i palpitacji. Zginąłem na nich więcej razy niż bohaterowie Gry o Tron razem wzięci. Ornstein i Smough - dwa gagatki z Dark Souls, niczym gruby i chudszy, szybki szczypior i gruby gość z siłą ogra. Nocami rysowałem wykresy, zaburzałem swój sen i regularne posiłki, planowałem, eksperymentowałem, czytałem, nawet zaglądałem w legendy o nich. Stali się moją obsesją. Musiałem ich pokonać i po wystosowaniu odpowiedniej taktyki się udało (właściwie to miałem szczęście). Zapamiętałem ich dwóch jako tych, którzy w mojej karierze gracza napsuli mi najwięcej krwi, ale jednocześnie nauczyli mnie najwięcej. Satysfakcja po ich pokonaniu była NIESAMOWITE. Jakbym dostąpił zbawienia albo wywalczył pokój na świecie, największe wyzwanie życia.

Jednak gdybym miał wybierać antagonistę, który był w jakiś sposób charakterystyczny przez swoje "jestestwo" to byłby nim Ganondorf z The Legend of Zelda. Zły do szpiku kości, kontrast do kolorowego świata Zeldy. To w sumie jest trochę odrażające i straszne na swój sposób. Gość był nieśmiertelny, chciał pogrążyć świat w ciemności, a jednocześnie po każdym wygnaniu powracał jeszcze silniejszy. Aż dziw, że Linkowi się chciało uganiać by ogarnąć bajzel jaki on nawarzył - przecież to antagonista nie do pokonania. Nintendo miało swojego Deadpoola po ciemnej stronie mocy, zanim to było modne. Można by go porównać do growego Szatana.