Wiktor Noczkin: Zona mnie porwała [wywiad]

Wiktor Noczkin

Wiktor Noczkin

Ślepa plama Wiktora Noczkina to pierwsza wydana w Polsce rosyjskojęzyczna powieść z uniwersum STALKER. Są w niej anomalie, snorki i fanatycy z Powinności. Jest wódka na promieniowanie, jest niezwykły klimat. Jest wreszcie sama Zona. Skąd się w niej wziął Wiktor Noczkin?
Jak zaczęła się pańska przygoda z zoną?
- Zona dla mnie zaczęła się od książek Andrieja Lewickiego. Jesteśmy przyjaciółmi, zdarza się nam pisać razem, często podrzucamy sobie nawzajem teksty i prosimy o radę. Andriej był jednym z pierwszych autorów w serii S.T.A.L.K.E.R. (piszących jeszcze przed wyjściem gry). To on pisał scenariusz do Czystego Nieba. Zresztą mieszkał w Czarnobylu przed Katastrofą… No i właśnie od jego powieści Wybór broni zaczęła się moja przygoda. Potem pograłem w Shadow of Chernobyl… a co było dalej to chyba już każdy gracz wie:)

Zona mnie dosłownie porwała. Wciągnęła, zabrała w głąb siebie… Jestem pewien, że niejeden z was wie, o czym mówię. A takie moje wewnętrzne „wyjście w Zonę” manifestuje się w opowieściach, które wymyślam. Jeżeli coś mnie zafascynuje, to po prostu muszę o tym napisać; w przeciwnym razie ciężko to w sobie tłumić. Ot, napisałem – od razu lżej się zrobiło.

Wspomniał pan o grach S.T.A.L.K.E.R. Studia GSC Game World. Jak – po latach – je pan ocenia?

- Grałem tylko w Cień Czarnobyla, a moja ocena się nie zmienia: wybitna gra. Naturalnie, postęp techniczny nie ustaje, pojawiają się gry z lepszą grafiką, takimi czy innymi efektami. Ale jest coś takiego w Stalkerze, że… to nie jest kwestia techniki ani technologii, to jest coś naprawdę żywego. Po prostu ma duszę. Teraz czekam na premierę nowej gry: Survarium. Robią ją ci sami ludzie, którzy stworzyli Stalkera. Ciekawe, czy uda im się powtórzyć to wrażenie żywego świata zawartego w grze.

Obok uniwersum S.T.A.L.K.E.R. wyrosło nowe: Metro 2033. Zgaduję, że pan czytał...

- Książkę Metro 2033 czytałem na długo przed tym, jak stała się wielkim hitem. Może i wiem, że to uniwersum ma wielu fanów w Rosji i w Polsce, ale moją kochanką pozostaje Zona; świat Metra (przy jego wszystkich zaletach) za serce nie chwycił.

Pisze pan o zonie. A była pan tam?

- A nie, nie byłem. Dawno temu, gdy pracowałem jako inżynier, byłem w delegacji na Południowoukraińskiej EJ, tam sobie popatrzyłem na działającą elektrownię jądrową. Instytut, dla którego pracowałem, projektował systemy naprawcze dla uszkodzonego bloku i konserwacji odpadów radioaktywnych. Więc o pracy na EJ mam pewne wyobrażenie. Ale pewnie czytelników interesuje co innego: czy widziałem Strefę Zamkniętą, porzucone wsie, Martwe Miasto? Nie. Tylko w grze, jak i większość moich czytelników.

Dziś S.T.A.L.K.E.R. to już nie tylko gry ale także literatura czy filmy. Czy spodziewał się Pan aż tak wielkiego sukcesu?

- Tak miażdżącego sukcesu projektu STALKER nie spodziewał się chyba nikt, ale jeszcze w 2006 uczestniczyłem w konkursie recenzji dla Petersburskich Targów Książki, pisząc recenzję książki Ilji Nowaka „Nekromagia” w uniwersum innej gry GSC - Heroes of Annihilated Empires. Tamta gra nie zyskała tak obłędnej popularności, jak STALKER, ale w recenzji napisałem, że książki w uniwersum gier komputerowych mają ogromny potencjał, że prawdopodobnie to właśnie one będą literaturą przyszłości. Swoją drogą recenzja dostała wtedy nagrodę publiczności... No i wystarczyło trochę poczekać, aż wyjdzie STALKER – i moja przepowiednia się spełniła.

S.T.A.L.K.E.R., Metro 2033 czy seria Fallout mają jeden element który je łączy – postapokalipsę. Skąd w ludziach tak duże zamiłowanie do dość ponurych wizji przyszłości?

- Bardzo często jestem o to pytany w wywiadach i za każdym razem staram się odpowiedzieć jakoś inaczej, żeby się nie powtarzać. Ale to już tyle razy… chyba powoli mi się kończą warianty odpowiedzi: Nie jest trudno zrozumieć zainteresowanie postapokaliptyczną przyszłością ze strony czytelnika w Rosji – popatrzcie tylko na wydania dzienników z kraju, a łatwo pojmiecie jeszcze gorsze oczekiwania Rosjan co do przyszłości. Ale z jakiego powodu ludzie w dobrze sytuowanych, stabilnych społeczeństwach tak bardzo lubią drażnić swe nerwy widmem nieuchronnego końca cywilizacji? No cóż, oczekiwanie na koniec świata to pradawna tradycja cywilizacji europejskiej. W roku tysięcznym cały świat katolicki szykował się na tragiczny koniec; w XIII wieku najazd Mongołów na Ruś Kijowską był uważany za nadejście armii Goga i Magoga, czyli uwerturą do apokalipsy… i tak dalej, i tak bez końca. Nihil novi, historia cały czas się powtarza.

No a popatrzmy na niedawną erupcję wulkanu na Islandii: skutki tego kataklizmu odczuł bez mała cały świat, wszyscy poczuli, na ile niestabilna jest nasza cywilizacja, jak łatwo nią zachwiać. Im więcej wiemy o wszechświecie, tym częściej myślimy o tym, że cywilizacja człowieka o zaledwie ziarnko piasku. Wiemy o świecie już na tyle dużo, by zaczynać się bać.

Z drugiej strony w literaturze postapokaliptycznej jest jeszcze jeden istotny temat. Człowiek w świecie bez państw, bez prawa i granic – czy da radę zachować swe człowieczeństwo? Co stanie się z moralnością, z etyką, z pojęciami Dobra i Zła? Mnie osobiście najbardziej ciekawi właśnie to ujęcie, w moich książkach post-apo staram się właśnie o tym pisać. Co takiego czyni nas ludźmi? Czy są to narzucone zewnętrznie prawa, czy jednak przekonania wewnętrzne? Mam nadzieję, że mój czytelnik też ma takie refleksje podczas lektury.

Bohaterowie Ślepej plamy są dość nietuzinkowi. Ślepy raczej nie jest klasycznym wojakiem, a Dietrich Wandemeyer jest śmiertelnie chory i fajtłapowaty. Skąd pomysł na tego typu postacie?

- Ze mnie też żadne bohater, więc staram się pisać o tym, co jest mi bliskie. Poza tym to już tradycja rosyjskiej literatury, by pokazywać wielkie wydarzenia oczami „człowieka maluczkiego”. O wielkich bohaterach i tak dość napiszą nawet beze mnie, a przecież musi ktoś napisać i bohaterach małych - o tych, co robią to, co robią nie dlatego, że mogą, a dlatego, że powinni. Bo nikt inny tego nie zrobi za nich.

Jest pan autorem kilkunastu książek. Może pan przybliżyć swój dorobek?

- Na początku wywiadu mówiłem, jak doszedłem do Stalkera – zaczynałem od fantastyki. Najbardziej pociąga mnie właśnie fantasy, mam nadzieję, że polscy czytelnicy pewnego dnia poznają też moje książki z tego gatunku. „Eromachia”, „Lichwiarz”, dilogia „Zbieracz zła” – tak, z tych jestem najbardziej zadowolony. Lubię te książki, lubię moich bohaterów… Swoją drogą, Ślepy po raz pierwszy pojawia się właśnie w „Lichwiarzu”; wymyśliłem go jako charakter i od tamtej pory od czasu do czasu wypływa w moich książkach – w różnych epokach, różnych krajach, różnych opowieściach.

Podczas czytania Ślepej plamy odniosłem wrażenie że pozycja ta bardziej stanowi swego rodzaju mapę zony aniżeli pełnoprawną pozycję. Opisuje pan relacje między stalkerami, samą strefę, natomiast jeżeli chodzi o czystą akcję to wcale nie dzieje się tak wiele. Czy był to specjalny zabieg?

- Nie zastanawiałem się nad tym. Mając do opowiedzenia historię, wykorzystuję takie środki, które pomogą mi w zilustrowaniu właśnie tej historii. Poza tym książkę czytają nie tylko fani Stalkera, ale też ci, którzy tego uniwersum jeszcze nie znają. Oni też muszą rozumieć akcję. Obserwuję co mówi się w Internecie o moich książkach i często zauważam, że po Ślepą Plamę sięgają ludzie, nie mający ze Stalkerem nic wspólnego; co więcej, książka im się podoba! A gracze, z drugiej strony, mogą znaleźć w niej znajome lokacje i raz jeszcze poszwendać się po nich w towarzystwie moich bohaterów.

Zdjęcia

  • Wiktor Noczkin
Komentarze
arkadiusz.pawluczuk.3
arkadiusz.pawlu... pt., 2014-02-14 14:18

Aktualnie czytane, polecam

Aktualnie czytane, polecam dla miłośników serii Stalker ! Zauważyliście kto ją tłumaczył ? Michał Gołkowski, czyli  autor świetnej książki ,, Ołowiany Świt " :-)

ytong77
ytong77 sob., 2014-02-15 00:59

Teraz już wiem

@arkadiusz.pawlu...:

komu nie chciało się tłuamczyć ukrainskich tekstów Kostika. To najgłupsza rzecz jaką ostatnio widziałem. Czasami można cos było wywnioskowac z kontekstu, ale czasami to były dwie strony dialogu Slepego z Kostikiem. Połowa po polsku, połowa ukraińską gwarą... koszmar. Poza tym ksiązka świetna, a parę żartów o stalkerze Pietrowie zapamiętam na dłuzej.