Uncharted 4: Kres Złodzieja. Czekając na premierę, czyli historia serii

Uncharted 4: Kres Złodzieja

Nathan Drake, bohater gry Uncharted 4: Kres Złodzieja

Fot. Naughty Dog

Jutro, 10 maja, wraz premierą gry Uncharted 4: Kres Złodzieja, poznamy dalsze losy Nathana Drake'a. A jak to się wszystko zaczęło? Historia serii Uncharted.
Na przestrzeni lat przygodowe gry akcji, gdzie moglibyśmy zwiedzać antyczne zaginione miasta, rozwiązywać zagadki czy pokonywać liczne przeszkody terenowe kojarzone były tylko i wyłącznie z serią Tomb Raider. Niestety, gorsze oceny kolejnych części sprawiły, że Lara straciła nieco fanów.
I choć w ostatnich dwóch odsłonach wróciła w wyśmienitej formie, to w międzyczasie pojawił się Nathan Drake.

Pomysł, aby stworzyć jeszcze fajniejszą i sympatyczniejszą wersję Indiany Jonesa mógł wydawać się dosyć ryzykowny. Tym bardziej, że za tytuł odpowiedzialni byli twórcy kultowych postaci jak Crash Bandicoot czy Jack & Dexter kojarzonych prędzej z widowiskowymi platformówkami, a nie pełnoprawnymi grami akcji.

Jednak szybko Uncharted zaczęto określać Dude Raider, a samego Drake'a mianem męskiej wersji Lary. Tego typu porównania do legendarnej serii nie dość, że nie zaszkodziły to jeszcze pomogły w promowaniu tytułu.



Pierwsza część - z podtytułem Fortuna Drake'a - ukazała się w 2007 roku i pokazała, że z pewnością nie jest prymitywnym klonem przygód angielskiej arystokratki.

Najlepszym elementem był główny bohater. Nathan Drake nie pochodził z dobrego domu, nie miał najnowocześniejszego sprzętu, a jego maniery pozostawiały wiele do życzenia. Jednocześnie nie stanowił on przykładu klasycznego mięśniaka z karabinem w dłoni. Drake był facetem z krwi i kości.

Owszem: wiedza historyczna czy niesamowita spostrzegawczość stanowiły jego niewątpliwe atuty. Dobrze posługiwał się również bronią palną, a dzięki niezłej kondycji mógł sobie pozwolić na więcej niż zwykły śmiertelnik.

Jednak Nathan, jako główny bohater był również niezwykle... fajtłapowaty? Często wpadał w przeróżne tarapaty, z których cało wychodził jedynie dzięki szczęściu lub pomocy swoich przyjaciół. Potrafił wywalić się przez nieutrzymanie równowagi, spaść z dużej wysokości, nieźle się poharatać lub zostać zranionym i co ważne, nieraz również musiał brać nogi za pas, aby przeżyć konfrontację z wrogami.
Nathan był po prostu sprytny.

Do tego dochodziło również zawadiackie poczucie humoru, wiara w pewne ideały, zasady moralne czy nieograniczony upór w dążeniu do celu. Wszystkie te cechy sprawiły, że bohater posiadał własną osobowość, dzięki czemu gracze szybko go polubili.

Wszystkie te aspekty oprócz samej warstwy fabularnej, która w pierwszej części opowiadała o mitycznym El Dorado wpłynęły również na gameplay. Jeżeli Nathan był człowiekiem z krwi i kości to musiał również poruszać się i zachowywać jak taka jednostka.

Animacje związane z biegiem, walką, skakaniem, łapaniem się krawędzi czy upadkami były niezwykle szczegółowe i realistyczne. Zresztą studio Naughty Dog, dzięki każdej następnej części, doskonale pokazywało całej branży, że możliwości techniczne PlayStation 3 pozwalają na osiągnięcie niesamowitych efektów graficznych.

Większość walk z przeciwnikami oparta była na wymianie ognia z wykorzystaniem osłon. Widać, że twórcy czerpali w tym wypadku inspirację od najlepszych, czyli wcześniej wydanego Gears of War. Jednak samo chowanie się za skalnym murkiem i ciągłe strzelanie do przeciwników nie mogło wystarczyć na dłuższą metę.



Wynikało to z tego, że po raz pierwszy sztuczna inteligencja potrafiła nas zaskoczyć. Dlatego też często należało zmieniać pozycję, przeskakiwać kolejne platformy czy wykorzystywać wybuchające elementy otoczenia, aby wygrać starcie z grupą wrogów. Jeżeli jeszcze do tego dodamy fragmenty, gdzie sterowaliśmy skuterem wodnym czy strzelaliśmy z pędzącego jeepa, to można było być pewnym, że nie będziemy narzekać na nudę.

Już w pierwszej części przygód Nathana świetnie był widoczny był schemat polegający na odpowiednim dobraniu proporcji. Kiedy dochodziło do strzelaniny, byliśmy pewni, że na ekranie będzie się sporo działo. Jednak już po kilku minutach akcja potrafiła na chwilę przystopować, a my mogliśmy zmierzyć się z zagadkami.

Tu również twórcy mają się czym pochwalić.
Zagadki były bardzo zróżnicowane i idealnie wpasowując się w model rozgrywki. Nie starczyło jedynie wykorzystanie znalezionego wcześniej przedmiotu i użyć go w konkretnym miejscu. Trzeba było uważnie analizować dzienniczek Drake'a, aby odpowiednio wykorzystać określone elementy otoczenia, co wiązało się również z dużą ilością wspinania się i skakania pomiędzy kolejnym platformami.

Na pochwałę zasługuje w tym wypadku sam poziom trudności. Kolejne łamigłówki potrafiły być wymagające, ale nie sprawiały, że utknęlibyśmy w jednym miejscu na dłuższy czas, ponieważ w ten sposób gra straciłaby swoją dynamikę.

A wracając jeszcze do kwestii fabularnych: na bardzo dużą pochwałę zasługiwali również bohaterowie drugoplanowi. Relacje Nathana z Sullym czy Eleną był przesiąknięte humorem i drobnymi złośliwościami. Jednocześnie każda z postaci miała swoją własną historię oraz określone motywy, które poznawaliśmy w kolejnych częściach.

Pierwsza część Uncharted była tytułem kluczowym dla nowej generacji konsol. Zerwała w pewien sposób z modą na tworzenie tylko i wyłącznie tytułów typowo fantasy, które stały się cechą charakterystyczną PlayStation 2. Postawiono tutaj na prawdziwego bohatera z całym jego bagażem doświadczeń oraz unikalnym charakterem. Jednocześnie Naughty Dog pokazało, że gry na Playstation 3 mogą naprawdę pięknie się prezentować. A to był dopiero początek.

Na kontynuację fani nie musieli zbyt długo czekać. Druga - Pośród złodziei - została zaprojektowana zgodnie z dewizą "jeszcze więcej i jeszcze lepiej". Tym razem poznawaliśmy historię legendarnego weneckiego podróżnika Marco Polo oraz mitycznego miasta Shambhalli.

Animacje postaci prezentowały się jeszcze lepiej. Zwłaszcza w nowych "okolicznościach przyrody": malownicza puszcza została zastąpiona między innymi przez mroźne rejony Tybetu.

Z większych zmian, jakie można wspomnieć w przypadku kontynuacji, to na pewno pojawienie się polskiego Nathana Drake'a, czyli niezastąpionego Jarosława Boberka, który do dzisiaj podkłada głos pod głównego bohatera. Polscy gracze otrzymali produkt całkowicie zlokalizowany i mimo drobnych potknięć (np. brak przekleństw) sama polonizacja trzymała bardzo wysoki poziom.

Kolejną nowością był tryb multiplayer, który pozwalał na współpracę lub konkurowanie z przeciwnymi drużynami. Stanowił on jednak formę bardzo dobrze wykonanej, ale mimo wszystko ciekawostki.



Ostatnia część serii na PlayStation 3 to Uncharted 3: Oszustwo Drake'a.
Tu zmieniono styl prowadzenia narracji. Nadal na ekranie bardzo dużo się działo, jednak wiele aspektów skupionych było w głównej mierze na samym Nathanie.
Dzięki temu mogliśmy poznać jego początki w dziedzinie poszukiwania skarbów, czy skąd wzięła się fascynacja sir Francisem Drakeam, etc.

Nie byłoby przesadą stwierdzić, że Oszustwo Drake'a to jedna z najpiękniejszych i najlepiej wyglądających gier na PlayStation 3.

Zmiana otoczenia między innymi na pustynne sprawiła, że tytuł ten do dziś świetnie się prezentuje. Jednocześnie stanowił on dość symboliczny koniec pewnej epoki w przypadku samej konsoli; podobnie jak to było z God of War 2 i PlayStation 2.

Drake'a mogliśmy spotkać jeszcze w Uncharted: Złota Otchłań będącym jednym z tytułów startowych na Playstation Vita. Mimo nieco niższych ocen w porównaniu z poprzednimi częściami jest to jedna z najlepszych produkcji, które ukazały się na tej dogorywającej już konsoli.

Z perspektywy czasu można powiedzieć, że seria Uncharted szybko stało się flagowym produktem Sony i obok takich marek jak God of War jest jednym z najlepszych "exclusive'ów" na Playstation.

Każda z części w wielu aspektach przypominała świetne, wysokobudżetowe hollywoodzkie produkcje, gdzie były efektowne strzelaniny, piękne kobiety, charyzmatyczny bohater, odrobina historii wymieszana z legendami i nieoczekiwane zwroty akcji.
Takie momenty, kiedy w dżungli natykaliśmy się na niemieckiego U-Boota czy wspinaczka po wiszącym nad przepaścią pociągiem czy wreszcie samotna noc głównego bohatera na pustyni sprawiają, że do Uncharted co jakiś czas chce się znowu wracać.
Choć wiemy jak to się wszystko potoczy, to i tak sprawia nam to frajdę.
Jak z ulubiony filmem.

Zdjęcia

  • Uncharted 4: Kres Złodzieja
Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać