Men of War: Wyklęci Bohaterowie. Recenzja z pepeszą

Men of War: Wyklęci Bohaterowie

Men of War: Wyklęci Bohaterowie. W sumie fajny dodatek, ale wszystko już było w poprzednich

Fot. Radomir Wiśniewski

Trzeci dodatek do jednej z najlepszych gier o II wojnie światowej to niestety najsłabszy dodatek do jednej z najlepszych gier o II wojnie światowej. Recenzja gry Men of War: Wyklęci Bohaterowie
Recenzja dla znających serię Men of War:
Kampania dla jednego gracza gorsza niż w dodatku Karmazynowy Przypływ, multiplayer gorszy niż w dodatku Oddział Szturmowy.

Recenzja dla nie znających serii Men of War:
Dawno, dawno temu, a dokładnie w 2004 roku, ukraińskie studio BestWay wypuściło na rynek grę Soldier: Ludzie Honoru (Soldiers: Heroes of World War II). I choć akcję gry umieszczono w mocno wyeksploatowanym okresie II wojny światowej, to dzięki kilku nietypowym rozwiązaniom, gra była inna niż wszystkie.

To niby RTS, ale bez tworzenia bazy i produkowania masy czołgów, którymi zalejemy wroga. Niby dowodzimy niewielkimi oddziałami, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by przejąć bezpośrednią kontrolę nad żołnierzem/pojazdem/działem/haubicą/czołgiem i kierować nim za pomocą kursorów i myszy. Do tego mocno wyśrubowany poziom trudności z zadaniami w stylu Commandos, świetna (a i dziś dobra) oprawa graficzna i jeszcze lepszy system zniszczeń pozwalający równać z ziemią praktycznie wszystko. Plus jeszcze całkiem spora doza realizmu.

Co to ma wspólnego z grą Men of War: Wyklęci Bohaterowie?
Otóż od czasu Ludzi Honoru, BestWay wciąż robi jedną i tą samą grę (to zresztą ostatnimi czasy coraz popularniejsze podejście wśród twórców gier). Był dodatek Outfront, potem pełnoprawna kontynuacja Faces of War, potem Men of War, który doczekał się właśnie trzeciego dodatku. Ukraińcy tylko raz zboczyli z obranej ścieżki, czego efektem Men of War: Wietnam (ta sama mechanika gry, ale inny okres).

Zalety? Właściwie każda kolejna gra była coraz lepsza i bardziej dopracowana. Lepsza oprawa graficzna, więcej szczegółów, ciekawsze rozwiązania, itd. Wady? Coraz mniej rzeczy, które zaskakują.

W Men of War: Wyklęci Bohaterowie sprawa wygląda tak: dowodzimy niewielkimi oddziałami; w tym wypadku są to sowieckie bataliony karne. To oznacza, że bardzo rzadko dostajemy jakikolwiek lepszy sprzęt.

Na mapie pojawia się kilku naszych wojaków, którzy muszą oczyścić wieś z Niemców. Problem w tym, ze Niemców są trzy setki, mają działa, kilka czołgów, a wieś patrolują wzdłuż i wszerz transportery opancerzone. Na posiłki nie ma co liczyć. Czasami na mapie działają wojska sojusznicze (dowodzone przez komputer), które zdejmą nam z głowy może jedną trzecią Niemców i jakiś czołg. Resztę musimy zrobić sami.

Pod tym względem nic się tu nie zmieniło. Gra jest trudna nawet na najłatwiejszym poziomie trudności i z wyłączoną mgłą wojny (choć w porównaniu do poprzednich odsłon zasięg widzenia wrogich jednostek jest mniejszy co nieco zwiększa szanse na przeżycie). W pierwszych misjach sukcesem będzie przejęcie choć jednego wrogiego działa. Niemiecki czołg, który da się naprawić i uruchomić to już rzadkość.

Na szczęście przejście oddziałów sojuszniczych sprawia, że nasi ludzie po kilku chwilach szabrowania na polu walki, mogą się zaopatrzyć w lepszą broń, hełm zamiast furażerki, bandaże i zdobyć więcej odpowiedniej amunicji czy więcej granatów (zwłaszcza przeciwpancernych). Tu jeszcze jedno wyjaśnienie dla niewtajemniczonych: każdy żołnierz/pojazd/działo ma swój ekwipunek. Amunicja kończy się szybko, paliwo w czołgach też. A przy uzupełnianiu zapasów musimy też pamiętać o odpowiednim kalibrze i rodzaju amunicji.

Współczynnik radości z powodu posiadania 35 pocisków burzących w naszym zdobycznym PzKpfw III Ausf. D maleje w zastraszająco szybkim tempie, kiedy okazuje się, że pocisków przeciwpancernych mamy tylko 2, a z pobliskiego lasu wyjeżdża właśnie wraża kolumna pancerna.

Niemniej, praktycznie zawsze będziemy walczyli z przeważającymi siłami; tak liczebnie, jak i jakościowo. A w takich sytuacjach świetnie sprawdza się system bezpośredniej kontroli. I przy okazji dostarcza mnóstwa adrenaliny, kiedy czekamy aż w załoga czołgu zdąży przeładować (szybkość zależy od typu czołgu i liczby żywych członków załogi), obrócić wieżę (to też zależy od wspomnianych współczynników), trafić (tor lotu pocisku jest na bieżąco obliczany przez grę) i to trafić w odpowiednie miejsce (tu gra bierze pod uwagę grubość pancerza celu w miejscu trafienia, kąt padania pocisku, jego kaliber i rodzaj).
Emocje gwarantowane.

Przy późniejszych kampaniach sytuacja nieco się poprawia. Ale i tak nigdy nie jest łatwo, a twórcy rzucają dodatkowe kłody pod nogi w postaci ograniczeń czasowych, kiedy np. nie możemy dopuścić do odjazdu pociągu w określonym czasie.
Na dodatek połowa gry to ten sam schemat: załatwić Niemców w okopach, zniszczyć artylerię na wzniesieniach, oczyścić wieś. I bawimy się głównie piechotą. Nuda.

To wszystko już było w poprzednich grach/dodatkach I to z lepszym zapleczem fabularnym. To akurat w tego typu grach nie jest specjalnie ważne, ale np. w jednej z misji w Men of War, kiedy również dowodziliśmy batalionem karnym, za naszymi plecami stał oddział NKWD otwierający do nas ogień, kiedy tylko próbowaliśmy się cofnąć.

Z kolei misje w Karmazynowym Przypływie były bardziej zróżnicowane; choćby z tego względu, że w kilku walczyliśmy z rzadko spotykanymi oddziałami rumuńskimi.

Minusem jest też ograniczenie (po raz drugi, podobnie było we wspomnianym Karmazynowym Przypływie) całej rozgrywki tylko do dwóch stron konfliktu (ZSRR i Niemcy). A w multi znacznie lepiej sprawdza się przygotowany z myślą o zabawie w sieci kolejny dodatek, Oddział Szturmowy.

To zresztą nie koniec wad: czasami można odnieść wrażenie, że Sztuczna Inteligencja nie reaguje na nasze poczynania (ale innym razem robi to zadziwiająco skutecznie rujnując nasz plan i dwugodzinne przedzieranie się przez pola, lasy i okopy).

Reszta bez zmian: wciąż dobra oprawa graficzna i system zniszczeń, wciąż mnóstwo sprzętu, wciąż świetnie odgłosy pola bitwy i wciąż fatalni lektorzy streszczający nam na początku misji cele.

WYROK
Z oceną Men of War: Wyklęci Bohaterowie jest problem. Gra nabiera rozmachu po kilku pierwszych misjach (co trwa kilka godzin i nie każdy doczeka). Dodatek nie wprowadza nic nowego, a to, co w nim jest, często było zrobione lepiej w poprzednich dodatkach. Z drugiej strony sam model rozgrywki jest wciąż doskonały.

Nasza Ocena: 3+/6

Zdjęcia

  • Men of War: Wyklęci Bohaterowie
  • Men of War: Wyklęci Bohaterowie
  • Men of War: Wyklęci Bohaterowie
  • Men of War: Wyklęci Bohaterowie
  • Men of War: Wyklęci Bohaterowie
Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

Polecamy