Historia Polskich Gier. Wacki: Kosmiczna Rozgrywka

Wacki: Kosmiczna Rozgrywka

Franz Josef i EB-ek, bohaterowie gry Wacki: Kosmiczna Rozgrywka

Dwaj zwariowani kumple muszą uruchomić swojego malucha i wyruszyć z misją ratowania wszechświata bo poprosił ich o to przyjazny kosmita. Tak się zaczyna gra Wacki: Kosmiczna Rozgrywka, zwariowana przygodówka od twórców Kajko i Kakosza.

Firma Seven Stars Multimedia swego czasu zasłynęła z dość fajnej przygodówki Kajko i Kokosz na podstawie klasycznego polskiego komiksu. Owszem, gra miała swoje braki, ale czas przy niej spędzony ciężko byłoby uznać za stracony. Przygotowując kolejny projekt, twórcy popuścili wodze fantazji i tak powstała jedna z najbardziej zwariowanych i w pewien sposób oryginalnych produkcji przygodowych.

Fabuła Wacki: Kosmiczna Rozgrywka jest taka, jak cała gra - mocno zwariowana i naciągana, przypominająca losy bohaterów filmów klasy C. Nie wcielamy się w niej w żadnej elfa, maga, żołnierza czy poszukiwacza przygód.

Nasi bohaterowie to Franz Josef i EB-ek, dwaj kumple. Nastolatkom podczas jednej z licznych przygód zepsuł się samochód. Ich brak znajomości geografii sprawił, że laweta z ich autem przejechała niepotrzebnie 500 kilometrów. Dzięki temu zostali bez kasy, z uszkodzonym maluchem i pretensjami od swoich rodzicieli. Pozostaje jedynie spędzanie czasu na ławce przed jednym z wielu blokowisk typowych dla lat 90-tych gdzie wychodzi na to, że wszystko jest możliwe.

Aż tu nagle...
Przed chłopakami pojawia się bardzo kulturalny kosmita o imieniu Aargh.
Zamiast strzelać z laserów czy porywać dla badań naukowych, zielony przybysz prosi naszych ziemskich bohaterów o pomoc.
W czym problem?
Do jego planety Xymeny nieubłaganie zbliża się meteoryt, który ją zniszczy. Jedyną deską ratunku jest urządzenie o nazwie ACME - Atomowy Czasoprzestrzenny Modyfikator Energii. Jakiś czas temu został on jednak skradziony przez terrorystów i w wyniku kilku zbiegów okoliczności trafił on na ziemie. Tutaj pojawia się kolejna komplikacja, ponieważ podczas lądowania, urządzenie uległo uszkodzeniu i rozpadło się na cztery elementy w różnych częściach świata.

Tak naprawdę, zbyt wielkiego wyboru nie mamy, ponieważ jeżeli Xymena zostanie zniszczona to taki sam los czeka ziemię. Nie pozostaje nam nic innego jak odpalić malucha i wyruszyć by uratować wszechświat :)


Wacki: Kosmiczna Rozgrywka

Wacki to klasyczną gra przygodowa typu point & click. Sterujemy w niej naszymi dwoma bohaterami, zbieramy masę różnych przedmiotów, a niektóre łączymy ze sobą, by wykorzystać w konkretnym miejscu.
Ale tu najważniejszy jest humor. Można go skwitować tak: nie wiem, co brali twórcy, ale je chcę to samo.
 
Wacki: Kosmiczna Rozgrywka to przygodówka od początku do końca zwariowana, gdzie dosłownie absurd goni absurd. Zacznijmy od podstawowych kwestii jak nazewnictwo bohaterów. Argh – wiadomo, Ebek – fani tego nieistniejącego piwa wiedzą, o co chodzi, Franz – według mnie jest to nawiązanie do kultowego filmu „Psy" Pasikowskiego. Tutaj chyba nie ma niczego na poważnie a różnego rodzaju przykłady można podawać non stop.

Jeden z naszych bohaterów ma na kurtce napis KRAJATOR – nawiązanie do kultowej w tamtych latach niemieckiej thrashmetalowej kapeli Kreator.


Wacki: Kosmiczna Rozgrywka

Lokacje, które zwiedzimy to między innymi polskie blokowiska, kawałek Australii, Afryki czy Baza Wojskowa w USA. Najlepiej wypadają nasze blokowiska. Bloki są odrapane i brudne, gdzieś w oddali mąż goni żonę z siekierą, po niebie lata czarownica, babcia robi na balkonie moherowy berecik, pijaczki chlają piwsko obok kiosku BEZRUCH, a dzieciaki, które bawią w piaskownicy potrafią przemienić się w potwory, aby bronić swoich zabawek... Kwintesencja Rzeczpospolitej okresu transformacji w krzywym zwierciadle:)

Podobnie jest w innych miejscach na ziemi. Strażnik w Afryce jest stereotypowym czarnoskórym z przesadnie wydętymi wargami i wielką maczugą. Recepcjonistka amerykańskiej bazy wojskowej to klasyczna blond lalą wyjętą z filmów dla dorosłych. Pełno tutaj takich stereotypów.

Chyba najsłabiej przygotowanym elementem gry była kluczowa kwestia dla tego gatunku, czyli łamigłówki. Wacki były po prostu mega trudne. Na ten stan rzeczy wpływało kilka czynników.

Po pierwsze mieliśmy trzy - nazwijmy to - „życia". Polegało to na tym, że jeżeli źle wykonaliśmy jakąś czynność, przez co straciliśmy lub zniszczyliśmy przedmiot niezbędny do dalszej rozgrywki to zmniejszał nam się wskaźnik życia. Jeżeli trzy razy popełniliśmy gafę to zaczynaliśmy wszystko od początku. Dlatego też bardzo częste zapisywanie stanu gry i wczytywanie było na porządku dziennym.

Kolejna sprawa: kierowaliśmy przecież dwoma postaciami. Powiedzmy, że Franz był tym od bardziej pomysłowych rzeczy, kiedy Ebek przydawał się, kiedy trzeba było coś zniszczyć czy wykonać czynności typowo siłowe. Samo wyszukiwanie i łączenie przedmiotów nie było trudne.

Jeżeli już udało wam się uruchomić malucha w pierwszej lokacji (co nie było wcale z początku takie proste!) to potem spokojnie mniej więcej wiedzieliście jak to wszystko działa.

Zdarzały się jednak trochę głupio zrobione momenty jak ten w afrykańskiej kopalni, gdzie mieliśmy po kolei wysadzać cztery wiązki dynamitu czy w bazie wojskowej, gdzie należało zdobyć baterię rakietową. Widać było tutaj ewidentny brak ostatecznego szlifu. Można było również zamieścić jakiś system porad, który pomógłby nam w chwili, kiedy nie mieliśmy bladego pojęcia, co robić dalej.

A tak efekt był zazwyczaj taki, że próbowaliśmy używać przedmiotów z naszego ekwipunku na jakimś elemencie metodą prób i błędów. Jedno jest pewne: aby ukończyć Wacki trzeba było mieć fantazję i kreatywną wyobraźnię.

Jeżeli chodzi o udźwiękowienie to sprawa wygląda dość dziwacznie. Głosy podłożone pod postacie były luzackie i idealnie pasujące do bohaterów. Szczególnie fajnie to wyglądało, kiedy błędnie chcieliśmy rozwiązać jakąś zagadkę i słyszeliśmy coś w stylu – „No Way" czy „Człowieku, to nie przejdzie". Który inny bohater budzi swojego kumpla tekstem „zaspany ćwoku"?

Franz i Ebek to młodzi ludzie z dystansem. Dziwi jednak niezmiernie fakt, że Wacki to chyba jedna z nielicznych przygodówek, jakie znam, gdzie nie zamieszczono dialogów! Pogadać z innymi ludźmi po prostu się nie dało. Muzyki, jako takiej, też niewiele mogliśmy zaświadczyć podczas samej zabawy. Pojedyncze utwory w menu czy filmikach to bardzo przyjemne gitarowe, rockowe kawałki, które nawet po kolejnym odsłuchaniu nie nużą.

Oprawa graficzna tytułu nie prezentowała zbyt wysokiego poziomu. Ręcznie malowane lokacje czy postacie nie były zbyt szczegółowe, ale dzięki zwariowanemu wykonaniu miały one swój urok i nawet dzisiaj gra nie razi w oczy.

Dość zabawne animacje postaci jeszcze bardziej podkreślały komizm wielu sytuacji a filmiki - mimo że długie - również bardzo przyjemnie się oglądało. Ogólnie grając w Wacki miało się wrażenie, że twórcy inspirowali się klasycznymi polskimi komiksami jak między innymi Tytus, Romek i Atomek.

Wacki: Kosmiczna Rozgrywka to bardzo nietypowa produkcja. Starsi gracze muszą ją znać i na różnych forach czy stronach bardzo ciepło ją wspominają.

Dla wielu jest to jedna z najlepszych przygodówek, zaraz po Książę i Tchórze, o czym świadczą bardzo wysokie oceny. Warto po nią sięgnąć żeby wysilić szare komórki i zobaczyć, z czego młodzież śmiała się jeszcze nie tak dawno.

CDN...
A tu znajdziecie poprzednie części naszego cyklu Historia Polskich Gier

Zdjęcia

  • Wacki: Kosmiczna Rozgrywka
Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

Polecamy