Grimind: Recenzja jednoosobowego horroru

Grimind

Więcej informacji o grze znajdziecie na stronie grimind.com

Jest 2D, dużo skakania i horror. A wszystko zrobiła jedna osoba, czyli Paweł "Szaman" Mogiła. Recenzja gry Grimind.

Patrząc na Grimind od razu nasunęła mi się myśl, że może to być polski odpowiednik znakomitego Limbo. Horror, gra w stylu starszych platformówek 2D, niewielki budżet i odpowiednia wizja.

Twórca, czyli Paweł „Szaman" Mogiła, stworzył grę niemal sam, przy delikatnym wsparciu przyjaciół i fanów. Nie ukrywał inspiracji takimi tytułami jak Amnesia, Super Meat Boy czy wcześniej wspomniane Limbo.

Zabawę zaczynamy, kiedy nasz bohater, dość sympatyczny stworek przypominający jeża, borsuka czy może jeżozwierza budzi się w ciemnym, nieznanym nam miejscu. Nie wiemy, kim jest, jak się tutaj znalazł i ogólnie – o co w tym wszystkim chodzi.

Twórca zastosował klasyczne zagranie: amnezję. Czy to błąd? Moim zdaniem nie, ponieważ w trakcie naszej przygody będziemy odkrywać kolejne puzzle w tej układance dochodząc do prawdy. Po kilku minutach zdajemy sobie jedynie sprawę, że środowisko wokół nas nie należy do najbezpieczniejszych i wcale nie jesteśmy sami...

Mechanikę tytułu możemy nazwać wręcz banalną, ponieważ możemy poruszać się w lewo lub w prawo, skakać i przenosić przedmioty. Każdy po kilku chwilach będzie wiedział jak odpowiednio sterować bohaterem.

I tutaj właśnie objawia się jeden z najpoważniejszych zarzutów tytułu. Niestety: nawet tak proste mechanizmy często słabo działają, przez co już nie z naszej winy jesteśmy zmuszeni pokonywać określone przeszkody po raz kolejny. Chwilami bardziej przypomina to rozgrywkę na zasadzie prób i błędów. Jest to związane przede wszystkim ze słabym działaniem fizyki, a ta odgrywa tu ważną rolę.

Podczas naszej przygody rozwiązujemy szereg łamigłówek. Większość polega na przenoszeniu konkretnych przedmiotów w określone miejsce tak, byśmy mogli na przykład przeskoczyć i udać się dalej w drogę. Przeszkadzać nam będą nieznane i wrogo nastawione wobec nas stwory. Spotkanie z nimi najczęściej będzie polegało na umiejętnej ucieczce, ponieważ bliższy kontakt kończy się śmiercią.

Najlepiej wykonanym według mnie elementem jest oprawa audiowizualna. Lokacje są ciekawie zaprojektowane, pełne dziwnych kształtów. Bardzo ważnym elementem jest gra świateł, która buduje odpowiedni klimat. Im więcej jasnych detali tym czujemy się bezpieczniej, jednak, kiedy wchodzimy w mrok poczucie zagrożenia wzrasta.

Godny pochwały jest fakt, że za grafikę odpowiada autorskie silnik SzamanEngine. Podobnie jest z muzyką. Delikatne ambientowe melodie podkreślają panującą wokół nas atmosferę niepewności i czyhającego tuż za rogiem zagrożenia, którego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. O ile brak muzyki na przykład w Limbo był niewątpliwą zaletą to tutaj nie wyobrażam sobie grania bez tych melodii. Dźwięki, które wydają przeciwnicy również podkręcają napięcie.

Grimind

Nie ma tutaj horroru, jaki widzimy w wielu najnowszych produkcjach growych czy filmowych, gdzie potwór wyskakuje z szafy i drze się na nas. Tu klimat budowany jest w stylu starych horrorów, gdzie straszy raczej nieświadomość tego, z czym mamy do czynienia i wszechobecny niepokój. Wszystko to sprawia, że zwracamy uwagę na każdy ruch, detal, zmianę w otoczeniu, bo tak naprawdę nie mamy pojęcia, co się tam może czaić.

Grimind

Grimind to 15 całkiem fajnie zaprojektowanych i klimatycznych poziomów. Pokonanie ich zajmuje do 6 godzin. Fizyka chwilami daje ostro popalić i psuje zabawę płynącą z rozgrywki. Z pewnością nie trzyma tak wysokiego poziomu jak Limbo. Jednak mimo tych niedociągnięć mogą z czystym sumieniem stwierdzić, że jest to naprawdę bardzo dobra produkcja, która powinna się spodobać fanom zarówno platformówek jak i horroru.
A do tego zrobiona przez jedną osobę.

Zdjęcia

  • Grimind
Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać

Polecamy