Fable: The Journey. Recenzja nie z tego świata

Fable: The Journey

Fable: The Journey

Twórcy nowego Fable zabierają nas do świata czarów i magii, gdzie trwa nieustanna walka dobra ze złem. A ponieważ gra wymaga kinecta, to trwa też walka między graczem na samym kontrolerem. Recenzja gry Fable: The Journey.

W grze wcielamy się w Daniela. To młody i odważny chłopiec, który tak samo jak swoją ulubioną klacz Seren, kocha spać. To właśnie zamiłowanie do drzemania na świeżym powietrzu zapędziło go w kłopoty.

Podróżując do Albionu ze swoimi przyjaciółmi zasypia. Budzi się z dala od współtowarzyszy i próbuje ich dogonić. Nagle rozpętuje się potężna burza. Kolejne uderzenia piorunów osłabiają i uszkadzają wielki kamienny most; jedną z dwóch dróg do Albionu. Daniel i jego klacz Seren są zmuszeni wybrać o wiele dłuższą i trudniejszą drogę naokoło.

A po chwili okazuje się jeszcze, że goni nas wielki potwór – ucieleśnienie zła, które pochłania wszystko na swojej drodze. I tak zaczyna się nasza tytułowa podróż.

 The Journey

Na samym wstępie należy zaznaczyć, że gra wygląda zupełnie inaczej, niż pamiętają ją fani całej serii. W Fable: The Journey nie będziemy biegali po otwartym, baśniowym świecie, a zamiast wiernego psa, towarzyszy nam wierny koń.
Ale po raz kolejny fabuła zaprowadzi nas do świata Albionu, który jak zwykle jest miejscem schadzek wszelkiego zła znanego we wszechświecie. Gra jest bardzo liniowa i od startu zmierzamy jak po sznurku do jej końca. Wszystkie nowości spowodowane są wprowadzeniem obsługi Kinecta.

 The Journey

Już od samego włączenia gry ukazują się różne samouczki, które w bardzo przejrzysty sposób oswajają nas z obsługą kolejnych specjalnych ruchów używanych w grze.

Nie brakuje tutaj dowcipnych obrazków i tekstów. Zresztą akurat humoru w tej grze nie brakuje.

Samą rozgrywkę można podzielić na dwa etapy.
Po pierwsze będziemy musieli sterować wozem prowadzonym przez klacz Seren. Polega to na kontroli prędkości biegu klaczy, oraz kierunkowe szarpanie lejcami. Świat gry nie jest usłany łąkami i polami. Niejednokrotnie będzie trzeba zwalniać, przyspieszać i skręcać, aby nie zrobić krzywdy głównym bohaterom. Po drodze można zdobywać także specjalnie punkty, które posłużą do usprawniania Daniela i jego czarów, oraz samej klaczy.

Etap prowadzenia wozu pojawia się bardzo często i pozwala nacieszyć oko znakomicie przygotowanym światem gry (na silniku Unreal Engine 3). Gdy zsiądziemy z wozu czeka nas magia. Będziemy mogli leczyć Seren, szczotkować jej sierść, karmić jabłkami, czy przede wszystkim: walczyć z siłami zła.

 The Journey

Co słychać?
Pierwsze momenty z grą zrobiły na mnie dobre wrażenie. Tytuł jest w pełni spolszczony, zarówno menu, napisy jak i sceny dialogowe. Dialogi nie zostały przetłumaczone dosłownie, ale dzięki temu rozmowy i monologi naszych bohaterów nie brzmią sztucznie. Głosu Danielowi użyczył lektor znany z kreskówki o Spidermanie.

Pisząc o udźwiękowieniu należy wspomnieć również o muzyce. Twórcy ze studia Lionhead bardzo się przyłożyli i dźwięki wydobywające się z głośników tworzą niepowtarzalny, baśniowy klimat. Gdzieniegdzie sielankowa muzyka zmienia się w mroczną, dzięki czemu będziemy wiedzieli, że „coś wisi w powietrzu". Jedyne, do czego można się przyczepić, to momentami zbyt cicho odtwarzane dialogi.

Na co mi Kinect?
Żeby zagrać w tą część Fable, trzeba mieć Kinecta. Będziemy wykorzystywali go do wszystkiego. Twórcy tytułu poszli graczom nieco na rękę i po raz pierwszy będziemy mogli korzystać z sensora nie wstając nawet z kanapy.

 The Journey

Wszystkim steruje się siedząc wygodnie na krześle i ruszają rękami. Gesty są dobrane w taki sposób, że czujnik nie ma problemu z ich rozpoznawaniem. Samo posługiwanie się czarami (magicznymi rękawicami) sprawia wielką frajdę, a eliminować przeciwników możemy na wiele sposobów.

Problem z Kinectem zaczyna się dopiero w walce na późniejszym etapie gry. Z jednym przeciwnikiem poradzimy sobie natychmiast. Schody zaczynają się, gdy dorwać nas spróbuje horda wrogów. Na precyzyjne posługiwanie się magią nie mamy wtedy na co liczyć, a bywa to bardzo irytujące. Samo sterowanie Seren skupia się na omijaniu większych przeszkód na drodze, bo szybko okazuje się, że klacz sama sobą steruje i ani w krzaki ani z mostu nie poleci.

WYROK
Dobre gry, dzięki którym gracz będzie zadowolony z zakupu Kinecta, można policzyć na palcach jednej ręki.
Fable: The Journey na pewno nie jest ani grą powalającą na kolana, ani nie odsłania żadnych nowych i spektakularnych możliwości samego Kinecta. Jednak ciekawa fabuła, znakomicie przedstawiony świat Albionu, możliwość odblokowania nowych czarów i umiejętności dzięki punktom doświadczenia, oraz dobra polska wersja sprawia, że krążek z grą wielokrotnie zagości w Waszym napędzie.

Nasza ocen: 4-/6

Zdjęcia

  • Fable: The Journey
  • Fable: The Journey
  • Fable: The Journey
  • Fable: The Journey
  • Fable: The Journey
Wielki fan technologii Kinect na Xbox.
Jakub Markiewicz
Autor:Jakub Markiewicz
Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać