Dying Light: Trzy gry do zdobycia [konkurs]

Dying Light
W dzień na zombie polujemy, w nocy raczej przed nimi uciekamy. Polskie studio Techland to już eksperci od zombie, co potwierdzają w swojej najnowszej produkcji Dying Light. A naszym konkursie mamy dla Was trzy takie gry do wygrania.
Akcja gry Dying Light zabiera nas do fikcyjnego miasta Harran, w którym wybuchła epidemia zombie. Ale to nie jedyny kłopot, bo do tego wszystkiego dochodzi konflikt między Ministerstwem Obrony Narodowej a Global Relief Effort, prywatną organizacją humanitarną. W tym miejscu pojawia się nasz bohater, niejaki Kyle Crane. To agent, który do otoczonego kordonem Harran został wysłany w tajnej misji.

- Jako pisarz, byłem pod silnym wpływem takich klasyków literatury, jak "Dżuma" Alberta Camusa, czy "Jądro Ciemności" Josepha Conrada - wyjaśniał Rafał Orkan, pisarz i współautor fabuły Dying Light. - Naszą grą chcieliśmy wywołać podobne emocje i ukazać graczom reakcje ludzi wywołane ekstremalnymi warunkami.

A tych nie brakuje: miasto pogrążone w chaosie, zwalczające się frakcje, niezbyt jasny cel misji naszego bohatera. I zombie.


Dying Light to action-survival horror, gdzie wydarzenia obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby. Najważniejsze są tu właściwie cztery elementy: cykl dnia i nocy, zombie, styl poruszania się postaci wzorowany na parkour i walka.

Cykl dobowy wpływa na wydarzenia w grze. W dzień zombie jest mniej, a jak już są, to bardziej ślamazarne niż zwykle. Dzięki temu możemy swobodniej eksplorować duży i otwarty świat, zdobywać zapasy, ulepszać broń czy spotykać się z innymi ocalałymi.
Nocą już nie będzie tak miło: po zmroku zainfekowani robią się znacznie agresywniejsi, a na dodatek pojawiają się takie ich odmiany, których za dnia nie spotkamy. Nocą staniemy się zwierzyną łowną i z utęsknieniem będziemy wypatrywać świtu.


Poruszanie się w stylu parkour to chluba twórców. Zależało im na tym, by był płynny, dynamiczny, widowiskowy i pozwalał na dużą swobodę w walce czy ucieczce. A kto jest najlepszym ekspertem od parkouru? Człowiek, który to wszystko wymyślił, czyli David Belle (także aktor i koordynator kaskaderów).
- Moim zdaniem parkour to sztuka ucieczki i pościgu - opowiadał Belle o swojej pracy przy grze Dying Light, gdzie wspólnie z grupą traucerów proponował twórcom różne ruchy i techniki, a także oceniał to, co Techland stworzył. - Podoba mi się, jak Dying Light przedstawia parkour. Wszystko jest autentyczne: ruch, analiza otoczenia, płynność biegu.

Tworząc system walki Techland korzystał oczywiście ze swoich doświadczeń z Dead Island. Dostajemy spory wybór zazwyczaj prowizorycznej broni do walki w zwarciu. Możemy ją naprawiać i modyfikować: cokolwiek trafi nam w ręce, będzie można ulepszyć. To samo dotyczy broni palnej (i naszej postaci też).
Walczyć można samemu albo w trybie kooperacji. Jest też specjalny tryb Be the Zombie.
A wszystko razem wygląda tak:

 
A w naszym konkursie mamy dla Was trzy gry Dying Light na PC.
Jak zdobyć grę?

Jako zarejestrowany użytkownik gra.pl, napisz - w komentarzach pod tym tekstem - jaka (i dlaczego) jest Twoja ulubiona gra, film czy komiks z zombie.
Autorów najciekawszych, najbardziej pomysłowych komentarzy nagrodzimy grami.
Na Wasze prace czekamy do 8 lutego, a wyniki ogłosimy na naszej stronie 9 lutego. 

Nie masz jeszcze konta w gra.pl? Zarejestruj się lub
Dowiedz się więcej o grze Dying Light

Zdjęcia

  • Dying Light
  • Dying Light
  • Dying Light
  • Dying Light
  • Dying Light
  • Dying Light
  • Dying Light
  • Dying Light
  • Dying Light
  • Dying Light
Komentarze
FanatyK
FanatyK sob., 2015-01-31 12:24

Najlepszy serial o zombie

Witam z pewnością nie będę jedyny ale moim najlepszym serialem jakikolwiek oglądałem o zombie jest "The Walking Dead" , od młodego chłopaka byłem wciągnięty motywem przerażających zombie którzy pod wpływem wirusa zmieniali się w istoty o nie ludzkich cechach , na mojej liście przewijały się takie tytuły jak "Noc żywych trupów" , "Wysyp żywych trupów" "Dzień żywych trupów" "Świt żywych trupów" czy nowsze roczniki takie jak "Resident evil" , komediowy "Zombieland" i oczywiście kochany przez wszystkich The Walking dead. Przechodząc do głównego wątku moich wypocin TWD jest serialem który urzeka mnie z kilku powód. Pierwszy argumentem są aktorzy grający w tym serialu/filmie moim zdaniem spełniają oczekiwania widzów i dają się wciągnąć w świat za monitora. Drugim argumentem są przemyślane i ciekawe  lokacje w których muszą się zmierzyć ocalali ludzie po epidemii zarazy , a musieli zmierzyć się z "miejską dżunglą" , za więziennych bram , na wiejskiej farmie oraz w kościele w środku lasu  i w szpitalu gdzie schronienie znaleźli sobie policjanci . Trzecim i ostatnim argumentem jest wciągająca fabuła , człowiek który to ogląda  tak jak w moim przypadku chce więcej i więcej , wiele nie wyjaśnionych i pokręconych sytuacji  oraz nagłe zmiany akcji powodują że człowiek czeka tygodniami/miesiącami na nowe sezony.

kuba0203
kuba0203 sob., 2015-01-31 15:42

zgłoszenie do konkursu

witam moim ulubionym serialem jest nadzwyczaj popularny the walking dead, lecz też na mam przegranych ok 1000 godzin w warZ, infestation oraz niedawno wydany H1Z1 możliwość walki lub ucieczki przed zombi jest moją ulubioną zabawom. Dying Light łączy moje ulubione gry czyli np warZ i mirrors edge-tryb parkour i zombie. szczerze po waszej recenzji myślę,że owa gra wciągnęła by mnie na długie godziny. w grach które przegrałem brakowało mi soczystej fabuły którą mógł bym się zachwycić. dlatego ja bardzo bym chciał dostać ową gierkę. pozdrowienia dla redaji gra.pl

KędoZ
KędoZ sob., 2015-01-31 20:29

Ulubiona gra o zombie by LoLKędoZek

Witam!!! Moją ulubioną grą o zombie jest Dead Island. Grę dostałem rok temu, w pewnym, znanym magazynie o grach video. Gdyby nie to, że gry nie dołączono do gazetki to pewnie nigdy nie zagrałbym w grę o zombie. Mam kumpla który, również kupuje ten sam magazyn, więc o znalezienie partnera do kooperacji nie było trudne. Graliśmy ze sobą od samego początku. Wraz z towarzyszem zwiedzaliśmy kolejne lokacje i szukaliśmy "znajdziek".
Wbrew temu co robi większość, my robiliśmy mnóstwo zadań pobocznych, misje główne zostawialiśmy na koniec. Planowaliśmy zrobić grę na 100%, bo po co na 40, he he ;)
Razem się pilnowaliśmy, by każdy znalazł identyfikator danej osoby, lub dowód (czy jak tam się to nazywało). Wraz z przechodzeniem gry napotykaliśmy liczne nowe wyzwania, takie jak tanki, zombie samobójcy, czy też uzbrojeni bandyci. Grę uprzyjemniał ala'erpegowy rozwój postaci. Wraz z kumplem ścigaliśmy się kto szybciej osiągnie dany level. Często któryś mał przewagę 3lvl, ale zwykle udawało się wyrównać. Gra niesamowicie mnie wciągnęła dzięki znajdowanym w skrzyniach itemkom. Niestety, o dziwo razem przeszukaliśmy niemal tyle samo skrzyń, ale wszystkie legendarki zgarnął mój kooperacyjny kolega, lecz nie dawało mu to wyraźnej przewagi nade mną. Podsumowując moją ulubioną i jedyną grą o zombie, jest niezaprzeczalnie Dead Island. Gra, która zmieniła moje poglądy na temat gier zombie, oraz nadała nowy sens grom kooperacyjnym
m.in. Rywalizację i obecność drugiego gracza, bez którego przechodzenie poboczniaków byłoby nudne i trudne. Mam nadzieję, że uda mi się wygrać Dying Lighta, tylko dlatego, że znów chcę powrócić do świata zombie z powiewiem next genu i umiejętności polskich developerów z Wrocławia.
 
 
  

styx
styx ndz., 2015-02-01 15:54

Na ratunek światu

Filmy o tematyce zombie nie są dla każdego. Albo się je kocha, albo nienawidzi. Jeśli chodzi o mnie, to przed obejrzeniem filmu, który zaraz Państwu przedstawię, byłem dość sceptycznie nastawiony do tego typu produkcji. W końcu dlaczego miałbym się ekscytować "żywymi umarlakami", wrzeszczącymi i atakującymi wszystko wokół. Moi znajomi dobrze o tym wiedzieli, dlatego też nie powiedzieli mi na jaki film zabierają mnie do kina.
Po obejrzeniu wszystko uległo zmianie. Film zrobił na mnie piorunujące wrażenie, i to nie tylko za sprawą samych efektów specjalnych, ale właśnie za sprawą fabuły. Nigdy przedtem nie pomyślałbym, że film o zombie tak bardzo mnie wciągnie, a jednak wszystko możliwe. Zacznijmy od początku.
Na świecie rozprzestrzenił się tajemniczy wirus, który powoduje u ludzi wściekliznę. Świat ogarnęła panika.

Wojska, medycyna, wszyscy są bezsilni. "Ludzie" nawzajem siebie zarażają. Już po kilku sekundach od ugryzienia, ich organizm zostaje zakażony, co skutkuje przemianą w krwiożerczą bestię. Głównym bohaterem w filmie jest jeden z moich ulubionych aktorów, Brad Pitt. Pokazał on w tym filmie, że jest absolutnie kompletnym aktorem. Potrafi zagrać zarówno uwodziciela, podstępnego cygana, starożytnego wojownika, jak i wybawiciela ludzkości. Wróćmy do fabuły filmu. Naszego bohatera bardzo intryguje zachowanie zombie, którzy zwyczajnie omijają pewną grupę ludzi, zupełnie jakby w ogóle ich nie widzieli. Są to na ogół ludzie starsi, słabi i schorowani. Tylko oni są bezpieczni. To zachowanie nie daje spokoju naszemu bohaterowi i próbuje on podążać tym tropem aby zatrzymać całą epidemię. W międzyczasie na całym świecie trwa zaciekła wojna pomiędzy ludźmi a potworami.

W końcu Gerry (Brad Pitt) doznaje olśnienia. Zrozumiał, że to właśnie ci chorzy, słabi ludzie nie są atakowani. Zombie próbują dopaść tylko tych zdrowych i silnych. Zaczęła się prawdziwa walka o przetrwanie. Mutanty nie znają żadnej litości, zaatakują wszystko co wyda im się podejrzane.

Gdy Gerry zauważa, że wojska kompletnie nie radzą sobie z epidemią, zdobywa się na odwagę i dokonuje czegoś, co zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Świadomie wprowadza do swojego organizmu jeden z paskudnych wirusów, aby przekonać się na własnej skórze, czy jego przypuszczenia są słuszne. To poświęcenie bardzo zapadło mi w pamięć. W końcu kogo z nas byłoby stać na taki ruch? Większość ludzi czekałaby bezczynnie w swoich domach wypatrując, aż mutanty złożą im propozycję nie do odrzucenia.
Gerry wpadł na niebanalny pomysł, ale czy to się uda? Czy dzięki temu będzie mógł przeżyć w tym chaotycznym świecie? Wirus został wszczepiony do organizmu. Pozostało teraz chwilę odczekać. Po kilku chwilach nadszedł wyczekiwany przez wszystkich moment. Gerry zamierza stanąć twarzą w twarz z potworem.

Zachowując zimną krew, wpuszcza do laboratorium jednego z nich. Pamiętam tę martwą ciszę w kinie. Wszyscy z zapartym tchem obserwowaliśmy tę scenę. Jego pomysł okazał się być strzałem w dziesiątkę! Od teraz mógł swobodnie przechadzać się pośród tłumów zombiaków. Ta wspaniała wiadomość błyskawicznie obiegła cały świat. Zaczęto wysyłać probówki z wyleczalnymi wirusami, dzięki którym ludzie będą bezpieczni. W końcu pojawiła się nadzieja dla ludzkości. Film nie skończył się na tym, że wszystkie zombie zostały wybite co do jednego. Zakończył się na wspaniałym pomyśle pewnego człowieka, który gotów był zrobić wszystko co w jego mocy, aby jeszcze kiedykolwiek wrócić do swojej rodziny. Podsumowując, film World War Z jest rewelacyjny. Prawdziwe poświęcenie, prawdziwe męstwo zawsze triumfują nad złem. Na koniec jeszcze przypomniał mi się fragment z filmu "Troja", kiedy to pewien chłopiec wyznał Achillesowi, że nigdy nie stanąłby do walki narażając własne życie. Achilles odparł, że w takim razie jego imię nigdy nie zostanie zapamiętane na kartach historii. Właśnie taka postawa i zachowanie, to cechy, które najbardziej cenię, ponieważ strach odczuwa każdy człowiek, ważniejsze jest jednak to, co zamierzamy zrobić pomimo tego uczucia. Czy strach nas sparaliżuje? Czy tez pójdziemy z nim na wojnę aby wywalczyć to co się nam należy.

Lindenbrock
Lindenbrock pon., 2015-02-02 17:00

Zamiłowanie do zombie (zgłoszenie do konkursu)

Witam ! Nie będę ukrywał, że tematyka zombie jest jedną z moich ulubionych jeśli chodzi o produkcje filmowe, gry czy książki. Cieszę się, że jest ona coraz częściej wykorzystywana w produkcjach.
Moja "fascynacja" umarlakami zaczęła się, po raz pierwszy zobaczyłem film z serii Resident Evil. Bardzo mnie zainteresował ten film, gdyż był on inny niż wszystkie, ukazano w nim coś czego wcześniej nie widziałem. Przedstawiono w nim stworzenia bezmózgie, które dewastują i prowadzą do apokalipsy ludzi, życia na świecie. Następnie natknąłem się na anime Resident Evil Degenracja, który jeszcze bardziej mnie ucieszył i na prawdę mi się podobał, bo mutacje które tam ukazano były rewelacyjne. Charakterystyka tych potworów również. 
Jednak kwintesencją i grą, z która spędziłem wiele, ale to bardzo dużo czasu było Dead Island. Niesamowita przygoda, która zapada w pamięć, podejmowanie decyzji, dreszczyk emocji, przepiękne lokacje. Crafting broni, survival jednym słowem, który każdy gracz i fanatyk zombie powinien przeżyć. Różnorodność zombie, których można określić jako ludzi nieżyjących których dopadł do tego wirus wścieklizny. Super charakteryzacja, coraz to bardziej wymyślne potwory i ich mutacje, czasem dający dreszczyk strachu, nie wspominając o emocjach które towarysza praktycznie przez cała grę. Jest to gra do której chce się wrócić, by jeszcze raz inną postacią, w innym stylu przeżyć na nowo przygodę. Zwiedzić Banoi i nie tylko. Ciekawe postacie spotykane na swojej drodze, ciekawe zadania poboczne i do tego fabuła, o którą się bałem, gdyż ciężko sprostać takiemu zadaniu, a jednak twórcy gry poradzili sobie z tym. Tryb multi: super, że sie pojawił bo spedziłem z kolegami kilkanaście zabawnych godzin przy tym. Odpędzanie zombie, ściąganie ich uwagii różnorakie sposoby na dotarcie do celu w gronie z najlepszymi.  
Będąc przy tej grze muszę wspomnieć o trailerze do niej, ponieważ to on jeszcze bardziej spowodował, że musiałem zasięgnąć po tą grę. Niesamowity, prowadzący do wzruszenia, przedstawiający tragedię rodziny, która chciała spędzić niezapomniane wakacje. I muzyka, która leci tam w tle dodaje jeszcze mu nieprawdopodobnego klimatu. Nie bez powodu dostał nagrodę Złotego Lwa. Poprzedzenie tej gry, tym zwiastunem było idealnym pomysłem Techlandu. Cieszę się, że uczyniło to do tego polskie studio !
Fajnie, że mogłem podzielić się swoją opinią i przeżyciami.Pozdrawiam gorąco :D 
Dead Island  

Vinc V
Vinc V wt., 2015-02-03 11:29

„Gdy Jezus mówił o zmartwychwstaniu...

...nie sądziłem, że chodzi mu o to."
 
Cytat jednego z bohaterów The Walking Dead. Jednak nie o tym ten komentarz. Świat Zombie jest aktualnie tak głęboki, że można się w nim topić. Wiele świetnych filmów (szczególnie klasyki), serial (duh!), komiksy, książki, że o grach nie wspomne. Nikt wcześniej nie pytał mnie o "ulubiony" art i się nad tym nigdy nie zastanawiałem.
Wiadomą kwestią jest to, że gusta się zmieniają, w czasach dobrego, starego szaraka (PSX) kultem był Resident Evil, ostatnio prekursor mmozombie DayZ. Teraz? Szczerze powiedziawszy byłem zdumiony przechodząc grę o nazwie Deadlight.

Nie jest to typowa gra AAA, jest to klimatyczna platformówka 2,5D, w której wcielamy się w prawdziwego "BADASSS'a" o imieniu Randal. Jego głównym celem, jest odnalezienie rodziny, w mieście na zachodnim wybrzeżu US, którym rządzą właśnie ZOMBIE.
Gra ma swój nietypowy klimat, grafika z jednej strony naprawdę perfekcyjnie dopracowana, z drugiej przypomina trochę tą z gry Limbo.

 Gameplay? Tutaj ciekawostką jest to, że ma odniesienie właśnie do Dying Light, są tu elementy parkour, zagadki/rozwiązania logiczne. Zombie są? Są ;)
Jeżeli chodzi o samą fabułę, to do połowy gry, naprawdę wciąga, na swojej drodze spotykamy kilka postaci, które utkwią nam w pamięci (mr. Rat is da best). Niestety jest masa wątków zapomnianych, nie rozwikłanych, a nasz główny... no cóż nie będę spoilerował bo mi się akurat spodobało zakończenie. 

Możliwe, że jeżeli ktoś zadałby mi to pytanie rok temu powiedziałbym DayZ, za rok? Powiedziałbym Dying Light, jednak na tą chwilę, to właśnie Deadlight zrobiło na mnie dość duże wrażenie i z chęcią wróce do tego tytułu - może tym razem w poziomie trudności Nightmare ;).

Pozdrawiam
Vinc V 

Charles Monroe
Charles Monroe wt., 2015-02-03 21:09

Zombie lubi zabawę w chowanego pod wodą

Zanim świat zachłysnął się komercyjnymi zombi, żywe trupy wcale nie kojarzyły się z hollywoodzkim blichtrem i tabunem mniejszych i większych gwiazd u swego boku, a na cosplay'ach nikt nie chciał się za nie przebierać. Ówczesne filmowe zombie były błeee, bo naprawdę przypominały swoje (nie)żywe odpowiedniki: były oślizgłe, zarobaczone i z pewnością cuchnące (ale tego mogłem się na szczęście tylko domyślać). No i na pewno nie bawiły się w sprinterów. Była pierwsza połowa lat 90-tych, a ja właśnie popełniałem dziecięcy błąd, który miał mnie kosztować awersję do horrorów na dłuższy czas, wiele nieprzespanych nocy oraz lekkie rozstrojenie nerwów. Tym błędem było włożenie do magnetowidu kasety z filmem "Zombie: Pożeracze mięsa" w reżyserii Lucio Fulciego.

Fabuła jest prosta i do bólu klasyczna: mamy wyspę, grupkę ludzi, nielegalne eksperymenty i hordę zombi, która na ich skutek powraca do "życia". Niby nic nowego, ale jak to się ogląda. Żywe trupy to prawdziwe ohydztwa wyglądające jakby ktoś je zbudził
ze zbyt długiego snu pod ziemią, a co lepsze, mają dziesiątki przedziwnych pomysłów na dekapitację swych ofiar. Jedną z flagowych potworności w tej kwestii (docenioną kilka lat temu w rankingu "Newsweeka" na najbardziej ohydną scenę) zapewnia moment wyłupienia oka dla pewnej pannicy za pomocą kawałka drewna. Tak, tu zombiaki potrafią bawić się w grę wstępną zamiast przystępować do natychmiastowej konsumpcji! A jak już pałaszują to tak, że niemal możemy poczuć się jak na zajęciach z anatomii. Innymi słowy: w lewej łapie wątroba, w prawej żołądek, a w ustach śledziona. Dzisiejsze zombiaki nie mają już tej klasy. Nie potrafią również pływać i walczyć z rekinami jak to drzewiej bywało u Fulciego. Czyli ogólnie nie potrafią nic poza samym byciem. Gdyby Fasolki miały wtedy wenę to zaśpiewałyby włoskim trupkom: "Zombie lubi zabawę w chowanego pod wodą, zombie wszystko wyje - nawet uszy i szyję".
 
Film wrył mi się w pamięć na tyle, że mimo, iż oglądałem go jakieś 15 lat temu to na hasło "ulubiony zombie movie" od razu mam tylko jedno skojarzenie. Bo Lucio Fulci to bóg horroru, a jego aniołami są zgniłe, obleśne trupy wygrzebujące się z ziemi, by pokazać żywym jak wygląda piekło.

ZombieKolo
ZombieKolo wt., 2015-02-03 21:47

The Walking Dead - moja ulubiona gra

Sam nie miałem przyjemności zagrać w tą grę, ale oglądałem ją u jednego z youtube'rów. Jest to historia człowieka, który jechał właśnie do sądu aby zostać ukarany. Sam bohater był nauczycielem historii. Jadąc autostradą słyszeli raporty o pogryzieniach ludzi najprawdopodobniej przez zwierzęta, a po chwili pod samochód wpada im człowiek. Historia toczy się dalej do spotkania dziewczynki, która co cie okazuje zostaje głównym powodem dla którego żyje Lee (główny bohater). Jest to opowieść o osobie, której zależało tylko i wyłącznie na życiu Clem  (dziewczynki). Nie ważne co, chronił ją nawet poświęcając swoje życie. Gra ta została stworzona bardziej do walki człowieka z swoim umysłem niż z zombie, które według mnie były tylko dodatkiem. Gracz musi dokonywać bardzo trudnych wyborów, które wpłyną na to czy będzie ktoś go szanował, czy go znienawidzi. Nie ma typowej strzelanki, tylko chodzenie i interakcje. Fabuła jest opowiedziana bardzo ciekawie, jest pokazane nawet to, że ludzie nie cofnęli by się przed ludobójstwem aby zjeść jakiekolwiek mięso. Lee poświęca swe życie i wcielamy się w Clem, która z małej, nie wiedzącej co zrobić dziewczynki, wyrosła w zdecydowaną, silną fizycznie i psychicznie jedenastoletnią "kobietę." Jest to osoba, która swą zawziętością i siłą woli potrafi przebić dorosłego. Zaimponował mi także klimat, który daje grafika, niby nic, a jednak poczucie wiecznego niebezpieczeństwa  można odczuć wszędzie, nawet pośród innych, znanych nam dobrze ludzi...

MRDi
MRDi śr., 2015-02-04 08:52

Trup w ogrodzie.

Typowa amerykańska dzielnica. Szereg domków z równiutko przystrzyżonymi trawnikami. Sielankowy i senny klimat zaburzają one... z daleka słychać ich jęk, ich zawodzenie. Nie podoba się im Twój dom. Nadchodzą, są blisko, słychać to. Pojawia się, jeden, potem drugi – zielony, gnijący worek mięsa ubrany w stare i starte łachy. Wiesz, że będzie ich więcej, więc pada decyzja: odpieramy atak. Pierwszy pocisk trafia zombie, tego z przodu. Zaraz nadlatuje kolejny. Zielona kulka rozbija się o zgniłe ciało w pełnej symboliki walce życie przeciw śmierci. Stoi już drugie działo, wypluwa groszek niemal od razu, trafiając jęczące monstrum w klatę. Słoneczniki, tak bardzo teraz potrzebne produkują energię, dzięki której postawisz kolejną obronę. Napływają kolejne zombie, te z pachołkami na głowach, dwa z wiaderkiem – niedobrze. Zanim udaje Ci się postawić kolejne działa groszkowe i wzmocnić stare, zombie napierają na orzechowe ściany powoli je niszcząc. Na szczęście barykada ledwie wytrzymuje, a ciągły ostrzał z grochu robi swoje, nomen omen trup ściele się gęsto. Zaraz, zaraz... słychać charakterystyczny jęk: nadbiegają zombie, pozostałości dawnych skoczków o tyczce. Koślawym, acz szybkim krokiem docierają do barykad, po czym je przeskakują, jest ich zbyt wielu! Jest tylko jedno wyjście. Pora wypuścić kosiarki! Udało się... Ziemia zasłana ciałami nieruchomych już potworów, działa groszkowe stygną, jedno tylko dobija ostatniego nadchodzącego przeciwnika. Można chwilę odpocząć, ale to dopiero początek. Zbliża się noc, a nocą przychodzą futboliści.

Plants vs Zombies, bo o tej grze mowa jest banalnym i jednocześnie genialnym w tej prostocie podejściem do modnej dziś tematyki zombie. Oto typowa horda nieumarlaków, którym w głowach tylko szlam i zniszczenie, napotyka bardzo nietypowy opór w postaci roślin, którymi zarządza Gracz. Zasada jest prosta – przeżyj atak zombie nie pozwalając im przedrzeć się do domu. Do dyspozycji Gracza zostaje oddany szereg udogodnień, od wspomnianych dział, słoneczników, orzechów i kosiarek, po hipnotyzujące grzyby (he he), bomby wiśniowe, wściekłe papryczki Jalapeno i wiele innych. Zombie też mają się czym pochwalić. Martwy Jackson wyjęty wprost z klipu Thriller,nurek, górnik, a nawet operator katapulty! Całość przedstawiona w kreskówkowym, kolorowym stylu przełamując utarte schematy jakoby zombie kojarzyły się tylko z powagą, horrorem i flakami. Jestem zachwycony wciągającą rozgrywką, która jest odskocznią od dużych, skomplikowanych tytułów. Banalne zasady, które idą w parze z miejscami wymagającą rozgrywką to idealna mieszanka na wiele godzin zabawy. Produkcja puszcza do Gracza popkulturowe oczko i bawi przewrotnym, niekiedy abstrakcyjnym, ale zawsze będącym satyrą na tematykę Zombie humorem. Gier o łażących trupach jest naprawdę wiele, jednak wśród tych, które zyskały popularność Plant vs Zombies jest powiewem (nie)świeżości, objawieniem. Moją ulubioną grą o Zombie.

polakZjajcami
polakZjajcami czw., 2015-02-05 08:56

Dying Light

Witam moją ulubioną grą i filmem jest Resident Evil i The Walking Dead.Chciałbym wygrać grę bo lubię takie klimaty.Gram i oglądam nie tylko^ i ^ ale inne filmy np.World War Z albo inne.                                                               |    |                                                                                                                         |   |

kcr
kcr czw., 2015-02-05 23:44

The Walking Dead - Sezon pierwszy

Nazywasz się Lee Everett. Zostajesz aresztowany za zamordowanie kochanka swojej żony. Czy jesteś winny? Za chwilę przestanie mieć to znaczenie. Policyjny samochód którym byłeś przewożony ląduje na poboczu. Po wygrzebaniu się z wraku widzisz, że wiozący cię policjant nie przeżył. Ponieważ jesteś skuty kajdankami przeszukujesz jego ciało w poszukiwaniu kluczyków. Gdy już udaje ci się uwolnić twój niedawny towarzysz podróży ożywa i atakuje. Oszołomiony cofasz się i na całe szczęście znajdujesz w zasięgu rąk strzelbę i nabój. Jeden strzał w głowę załatwia sprawę. Okazuje się, że chodzących trupów jest więcej. Uciekasz z lasu, a nie jest to proste ponieważ w trakcie wypadku zostałeś ranny w nogę. Chowasz się w pierwszym znalezionym domu. Po kilku chwilach okazuje się, że nie jesteś jedynym, jeszcze żywym człowiekiem na tej posesji. W domku na drzewie ukrywa się mała dziewczynka, Clementine. Jej rodzice wyjechali i została sama, gdy wybuchła epidemia zombie. Postanawiasz się nią zaopiekować i tak zaczynają się wasze wspólne przygody. 

The Walking Dead nie jest zwykłą grą. Można ją nazwać interaktywnym filmem. Już od pierwszych minut widać, w jaki sposób będzie się odbywała rozgrywka. Charakterystyczna, rysowana oprawa graficzna uzupełniona o świetnie napisany scenariusz i nagrane dialogi, pozostawiająca jednocześnie graczowi możliwości wyborów wpływających na losy bohatera i innych postaci. W spokojniejszych momentach typowy point and click. Do tego trochę walki opartej głównie na QTE. To wystarcza by zbudować świetny, ale i przygnębiający klimat, który czuć już od pierwszych minut gry. Również już wtedy gracz zaczyna się identyfikować z głównym bohaterem.

Dzięki takiej rozgrywce jest to moja ulubiona gra o walce z zombie. Z kolei Dying Light wydaje się być grą zupełnie inną. Fabuła jest mniej istotna, natomiast walka i rozwój umiejętności są wysunięte na pierwszy plan. Jednak jest coś, co łączy nawet tak z pozoru różne gry o zombie. Rzecz, na której wszystkie z nich bazują - uczucie strachu i jednoczesna chęć przetrwania. Tak jak w tytule, w grze staramy się, aby nasze światełko nie zgasło. Cały czas uciekamy przed różnymi zagrożeniami. Z częścią z nich możemy walczyć, jednak inne są zbyt silne i nie pozostaje nic innego niż ukrycie się przed nimi. W obu grach również działamy nie tylko dla siebie, ale i dla innych ludzi.

Dlatego bardzo chętnie zagrałbym w Dying Light. Byłaby to pewna odmiana od The Walking Dead, która na pewno mi się spodoba. 

the_matrix
the_matrix pt., 2015-02-06 00:55

Moją ulubioną grą z zombie

Moją ulubioną grą z zombie jest … Resident Evil 1. Ktoś powie nic odkrywczego, przecież serię Resident Evil zna każdy szanujący się gracz. Pamiętam dobrze, moje pierwsze spotkanie z grą, mając pierwszego PSXa, kolega dzwoni do mnie po przyjściu ze szkoły, że ma nową grę, „Mogę Ci ją pożyczyć na kilka dni”. Oglądając pudełko oryginalnej gry, niczego nie zapowiadało horroru jaki przeżywałem grając przez kolejne dni w Residenta. Rok 1996, czasy mojej szkoły podstawowej, pierwszego PSXa i Amigi. Czasy wspaniałe, beztroskie, które minęły bez powrotnie. Ale dzięki emulatorom można wrócić do tamtych jakże wspaniałych chwil. I Residenta Evila.


Po odrobieniu lekcji zasiadłem przed szarym cudeńkiem, włożyłem pożyczoną grę i zaczęło się!!! Filmik jak na tamte czasy już zrobił na Mnie ogromne wrażenie, a grając w pod wieczór emocje i strach robił swoje. Pamiętam dokładnie słowa ekipy S.T.A.R.S. która to przerzedzona przez coś w trawie dociera do posiadłości: „Wow, what a mansion!” wypowiadane przez Weskera lub „What is this?”, „A dining room...” w jadalni z tykającym zegarem, wielkim stołem i emblematem nad kominkiem. W chwilę potem pierwszy zombie i Barry wyciąga Magnum, a jego pociski rozwalają łeb zombiaka w fontannie krwi. Grając Jill Valentine, a później Chrisem Redfieldem miałem bardzo długo, przyjemną, a zarazem straszną przygodę z zombiakami. Rozgrywka w pierwszym Residencie była wciągająca oraz dawkowała odpowiednio spotkania z zombie. Pamiętam również jak dziś, pokój o kolorach żółto białych z półkami / kredensami oraz oknami. Kto spodziewał by się, że z okien tych wyskoczą na wpół obdarte dobermany? No kto? Grając w nocy można podskoczyć, a już nie mówiąc o tym, że można narobić pod siebie mając jeszcze słuchawki na uszach. Nagle trzask wybijanych szyb i zombie dobermany. Przyznam się, że za pierwszym razem zagryzły mnie one, zdążyłem tylko wyciągnąć broń i było po „ptakach”.

W pierwszym Residencie Evilu podobnie jak w pierwszym Obcym (filmie), zombiaki były perfekcyjnie dawkowane i ich moment zaskoczenia odpowiednio zbalansowany. Tak, aby gracza przestraszyć, żeby nie spodziewał się, że tam za rogiem czeka na Mnie horda zombie. W kolejnych częściach Residenta zombie były już w dużych ilościach i można powiedzieć że było to tzw. „mięso armatnie”. Postawiono na ilość, a nie na jakość. Dlatego też pierwszy Resident Evil wywarł na Mnie tak duże i trwale zapamiętane wrażenia. Prawdopodobnie nie zapomnę ich do końca życia. Również potyczki z gigantycznym wężem, pająkami, wronami i Tyrantem. Takich momentów się nie zapomina, a przekazuje dalszym pokoleniom, że takie gry były, które prawdziwych graczy straszyły :) Zapisywanie stanu gry również zasługuje na uznanie i wspomnienie. W Resident Evil zbiera się taśmy do maszyny do pisania (zazwyczaj 3 w jednej paczce), następnie odszukuje się takową w rezydencji i zapisuje stan gry. Nie tak jak w większości nowych gier gdzie używamy klawiszy F1 lub F5 do zapisywania stanów w dowolnym momencie i czasie gry. Tutaj, aby zapisać należy wpierw znaleźć wspomnianą taśmę, bez tego nie zapiszemy stanu gry i nasza gra idzie w diabli.

 

 

Twórcy również przygotowali sekrety, które odblokowujemy jeśli przejdziemy grę w określonym czasie. Czy to bazooka z nieograniczoną ilością amunicji (przejście w krócej niż 3 godziny), sekretny klucz do pokoju z innymi wdziankami dla Naszych bohaterów itd. Już w tedy twórcy mieli ciekawe pomysły, a był to rok 1996. Widać, że również twórcom spodobał się pierwszy Resident Evil skoro wydali wersję odświeżoną. Nie miałem jeszcze czasu zakupić i zagrać, ale jeśli nadarzy się okazja powrócę w tamte czasy i sprawdzę czy odświeżona wersja jest tak samo dobra i straszy jak wersja odświeżona. Odsyłam do Resident Evil 1 i posiadłości opanowanej przez zombie, dobermany i inne paskudztwa. Szczególnie w nocy ze słuchawkami na uszach!!! Wrażenia gwarantowane!!!

 

 

the_matrix
the_matrix pt., 2015-02-06 01:02

Resident Evil - Klasyk!!!

Moją ulubioną grą z zombie jest … Resident Evil 1. Ktoś powie nic odkrywczego, przecież serię Resident Evil zna każdy szanujący się gracz. Pamiętam dobrze, moje pierwsze spotkanie z grą, mając pierwszego PSXa, kolega dzwoni do mnie po przyjściu ze szkoły, że ma nową grę, „Mogę Ci ją pożyczyć na kilka dni”. Oglądając pudełko oryginalnej gry, niczego nie zapowiadało horroru jaki przeżywałem grając przez kolejne dni w Residenta. Rok 1996, czasy mojej szkoły podstawowej, pierwszego PSXa i Amigi. Czasy wspaniałe, beztroskie, które minęły bez powrotnie. Ale dzięki emulatorom można wrócić do tamtych jakże wspaniałych chwil. I Residenta Evila.

Po odrobieniu lekcji zasiadłem przed szarym cudeńkiem, włożyłem pożyczoną grę i zaczęło się!!! Filmik jak na tamte czasy już zrobił na Mnie ogromne wrażenie, a grając w pod wieczór emocje i strach robił swoje. Pamiętam dokładnie słowa ekipy S.T.A.R.S. która to przerzedzona przez coś w trawie dociera do posiadłości: „Wow, what a mansion!” wypowiadane przez Weskera lub „What is this?”, „A dining room...” w jadalni z tykającym zegarem, wielkim stołem i emblematem nad kominkiem. W chwilę potem pierwszy zombie i Barry wyciąga Magnum, a jego pociski rozwalają łeb zombiaka w fontannie krwi. Grając Jill Valentine, a później Chrisem Redfieldem miałem bardzo długo, przyjemną, a zarazem straszną przygodę z zombiakami. Rozgrywka w pierwszym Residencie była wciągająca oraz dawkowała odpowiednio spotkania z zombie. Pamiętam również jak dziś, pokój o kolorach żółto białych z półkami / kredensami oraz oknami. Kto spodziewał by się, że z okien tych wyskoczą na wpół obdarte dobermany? No kto? Grając w nocy można podskoczyć, a już nie mówiąc o tym, że można narobić pod siebie mając jeszcze słuchawki na uszach. Nagle trzask wybijanych szyb i zombie dobermany. Przyznam się, że za pierwszym razem zagryzły mnie one, zdążyłem tylko wyciągnąć broń i było po „ptakach”.

 

 

W pierwszym Residencie Evilu podobnie jak w pierwszym Obcym (filmie), zombiaki były perfekcyjnie dawkowane i ich moment zaskoczenia odpowiednio zbalansowany. Tak, aby gracza przestraszyć, żeby nie spodziewał się, że tam za rogiem czeka na Mnie horda zombie. W kolejnych częściach Residenta zombie były już w dużych ilościach i można powiedzieć że było to tzw. „mięso armatnie”. Postawiono na ilość, a nie na jakość. Dlatego też pierwszy Resident Evil wywarł na Mnie tak duże i trwale zapamiętane wrażenia. Prawdopodobnie nie zapomnę ich do końca życia. Również potyczki z gigantycznym wężem, pająkami, wronami i Tyrantem. Takich momentów się nie zapomina, a przekazuje dalszym pokoleniom, że takie gry były, które prawdziwych graczy straszyły :) Zapisywanie stanu gry również zasługuje na uznanie i wspomnienie. W Resident Evil zbiera się taśmy do maszyny do pisania (zazwyczaj 3 w jednej paczce), następnie odszukuje się takową w rezydencji i zapisuje stan gry. Nie tak jak w większości nowych gier gdzie używamy klawiszy F1 lub F5 do zapisywania stanów w dowolnym momencie i czasie gry. Tutaj, aby zapisać należy wpierw znaleźć wspomnianą taśmę, bez tego nie zapiszemy stanu gry i nasza gra idzie w diabli.

Twórcy również przygotowali sekrety, które odblokowujemy jeśli przejdziemy grę w określonym czasie. Czy to bazooka z nieograniczoną ilością amunicji (przejście w krócej niż 3 godziny), sekretny klucz do pokoju z innymi wdziankami dla Naszych bohaterów itd. Już w tedy twórcy mieli ciekawe pomysły, a był to rok 1996. Widać, że również twórcom spodobał się pierwszy Resident Evil skoro wydali wersję odświeżoną. Nie miałem jeszcze czasu zakupić i zagrać, ale jeśli nadarzy się okazja powrócę w tamte czasy i sprawdzę czy odświeżona wersja jest tak samo dobra i straszy jak wersja odświeżona. Odsyłam do Resident Evil 1 i posiadłości opanowanej przez zombie, dobermany i inne paskudztwa. Szczególnie w nocy ze słuchawkami na uszach!!! Wrażenia gwarantowane!!!

 

Gromick
Gromick pt., 2015-02-06 10:33

Walka bestii z Zombie (wpis konkursowy)

Szerzy się Zombie zewsząd kultura,
Krawej się jatki wizja ponura,
Z mediów wszelakich na świat wylewa
Łypie na Ciebie z prawa i z lewa.
W książce, w komiksie, w codziennej prasie,
Wielkoświatowy Zombie ma zasięg,
W grach i serialach, filmach kinowych,
Za każdym rogiem Zombie stos nowych.
I chociaż czasem miewam przeczucie,
Że ludzi żywych dzisiejsze snucie,
Praca-uczelnia-śniadanie-mycie,
Jest monotonne jak Zombie życie,
To wciąż nie-Zombie jesteśmy jeszcze,
A Zombie świata czujemy dreszcze,
Jedynie wchodząc w fikcji świat spory,
Gdzie atakują ludzkie potwory.
Tak i ja wszedłem, więc Wam opowiem,
Jak klimat Zombie zaległ w mej głowie:
Lat temu -naście jakoś to było,
Nuda w wakacje, tak się złożyło,
Może urządzić seans kinowy?
Może by sprawdzić gatunek nowy?
Jak pomyślałem, tak uczyniłem,
Wyjątek jeden wtedy zrobiłem:
"A niech i będzie tania sensacja,
Nie musi kończyć się na owacjach".
"Resident Evil" wszedł na ekrany,
Myślę - kojarzę: "To tytuł znany,
Kumpel miał kiedyś grę z tym tytułem",
Popcorn zrobiłem, w klimat się wczułem,
Bez cienia nudy całość widziałem
(To przez Jovovich - szalała ciałem)
I jakoś potem tak się zaczęło,
Dziesiątki godzin się przewinęło,
Filmy Romero, gry o zombiakach,
Krew na ekranie, monitor w flakach,
Nagle w tym wszystkim poczułem głębię,
Gdy się przyjrzałem przyjaznej gębie,
Która patrzyła z kart komiksowych
Rick Grimes mnie witał z przygód swych nowych,
Gdy w "Żywych Trupów" świat z nim wkraczałem,
Mało co wtedy jeszcze wiedziałem
Jak myśli człowiek, gdy lecą kule,
Jak wiele większe psychiczne bóle
Są od ugryzień, złamań i strachu,
Rick mówił do mnie: "Posłuchaj, brachu,
To jest historia, której nie chciałeś,
Kiedy się spełni, nic co sam znałeś,
Nie będzie takie, jak do tej pory,
Wiedz że największe, najgorsze stwory,
To są ci ludzie, co ciągle żyją,
Ich oddech czujesz, oni się kryją,
Wciąż za plecami, czekają skrycie,
Jak dla korzyści Twe zabrać życie.
Myśl sobie śmiało, że to przygoda,
Bez ograniczeń życia swoboda,
Jednak to walka bestii z bestiami.
W monstra się wolno zmieniamy sami,
W tej egzystencji naszej bez celu,
Myślisz, że żyje ciągle nas wielu,
Jednak jest prawda wśród żywych grupy:
Sami jesteśmy jak Żywe Trupy".
Ta jedna lekcja o Zombie świecie,
Dała mi wiedzę - teraz Wy wiecie
Też że to klęska, a nie zabawa,
Inwazja Zombie to kiepska sprawa,
Walka o życie w każdej minucie,
Niebezpieczeństwa wieczne poczucie.
Kocham ten klimat: pot, krew, zagłada,
Jednak bezpiecznie wolę go badać,
W komiksach, w filmach, w growej kulturze,
Niż poczuć Zombie na własnej skórze.
Dlatego właśnie komiks Kirkmana
Czytać do nocy mogę od rana
I "Żywe Trupy" na podium szczycie
Są opisując wśród Zombie życie.

--
Pozdrawiam,
Michał "Gromick" Grązka
glonorost@gmail.com

llubellak
llubellak pt., 2015-02-06 15:26

and the winner is....

...... spokojnie trochę Was potrzymam w niepewności. wpierw tytułem wstępu zrobię podobnie jak większość tutaj wypowiadających się osób! a więc tematyka zombie, zarazy, chaosu, totalnego załamania, sytuacji bez wyjścia nie jest mi obca. odkąd pamiętam, zawsze kochałem filmy o zombiakach. aby nie być gołosłownym wymienię choćby filmy takie jak Noc Żywych trupów,Powrót Żywych trupów, Świt żywych trupów, ba oglądałem nawet dzieci żywych trupów, generalnie o tych trupach filmów było mnóstwo. obok wspomnianych filmów dodam Martwice Mózgów, film przebojowy który dosłownie przerył mi beret, a scena z kosiarką- piękna sprawa! teraz jestem starszy i poważniejszy, mam rodzinę,dwóch małoletnich synów, i co się z tym wiąże mniej czasu na swoje hobby co mimo to nie przeszkadza mi od czasu do czasu obejrzeć jakiś "dziwny" film czy pograć na wysłużonym xboxie. co do filmów, serial TWD oczywiście aczkolwiek zaczyna mnie powoli nużyć, Wojna Z- pięknie ukazana walka wojska z zombie ale zakończenie lipne jak dla mnie. generalnie mało jest teraz takich filmów, które mogą zaskoczyć. Seria RE z Milą była dobra i chętnie do niej wracam, podobał mi się również taki film jak Duchy Marsa gdzie generalnie chodziło o głośną muzykę i jeszcze głośniejsze strzelanie, tyle z resztą zapamiętałem! jednym z moich ulubionych filmów jest natomiast Wysyp Żywych Trupów, który dość często oglądam bo po prostu lubię te niektóre momenty oglądać i po tysiąc razy- dziewczyna w ogrodzie i scena z aparatem :) Youtube to skarbnica wiedzy, np ostatnio znalazłem wspaniały film akcji Jesus` fist- o wskrzeszaniu zmarłych, cudach i walce z zombie na ryby!!! jak już popadam w tak głęboką paranoje i rozpisuje się na te tematy, grzechem byłoby nie wspomnieć o Dead Snow czy Black Sheep- bardzo dobre niezależne kino nowozelandzkie :) poruszające ważkie kwestie życia i śmierci i jedzenia prosto z chodnika! mógłbym tak wymieniać w nieskończoność bo mam milion pomysłów które walą do mej głowy niczym fala zombiaków na mury Jerozolimy w wojnie Z ale miałem wskazać co albo kto jest moim numerem jeden tak więc......... Return to Castle Wolfenstein!!! zaraz, dlaczego, przecież to walka z Niemcami niektórzy powiedzą i głośno krzykną co ja tu robię! wtajemniczeni pamiętają katakumby, pamiętają wskrzeszanie nieumarłych, eksperymenty na żołnierzach itd. dla mnie ta gra miała klimat, muzyka, scenerie, fabuła, akcja i zabawa z "zombie"! jest to jedna z nielicznych gier które przeszedłem x razy i wciąż mi mało, walka w katakumbach gdzie można przejść albo stojąc z boku i patrząc jak Niemcy walczą z zombie, albo pomóc Niemcom w walce ze stworami, można też poczekać na szczęśliwy finał kiedy to zombie zjadały żołnierzy! dla mnie to numer jeden, ta gra właśnie po przez wymieszanie wątków IIWŚ, eksperymentów medycznych, okultyzmu, wskrzeszaniu pradawnych mocy rządzi do dnia dzisiejszego! 
jeśli natomiast ktoś powie, że zalewam rzucam drugą kartę na stół  w postaci Nazi Zombie z serii Call of Duty. czterech bohaterów zamkniętych przykładowo w szpitalu psychiatrycznym i nacierające fale zombie nazistów! masakra, masakra i jeszcze raz masakra, toż to przecież przez tą grę nie rozpadło się moje pożycie małżeńskie kiedy do późnych godzin nocnych, ze słuchawkami i wypiekami na twarzy siedziałem i walczyłem z hordami! mój ulubiony poziom to kino z COD BO a mój osobisty rekord to dotrwanie aż do 34 fali! wspaniała gra, po prostu wspaniała! ach się rozczuliłem, dziś coś czuje że przypomnę sobie kombinację przycisków WSAD lewy Shift i lewy przycisk myszy :) 

Samnitar
Samnitar pt., 2015-02-06 17:36

L4D musi być... Nekrofi... nienawiści ciąg dalszy!

The Walking Dead, które pokochałem za serial, a jeszcze bardziej za brutalniejszy komiks. Resident Evil, przy którym robiłem w gacie, prosząc mojego tatę o przejście kilku poziomów jako dzieciak z podstawówki na poczciwym szaraku od Sony. Noc żywych trupów z którego nie rozumiałem wiele, a oglądałem go za dzieciaka o późnej porze. Był to mój pierwszy film czarno-biały, którego zrozumiałem po latach. Wiele franczyzn o żywych trupach przetoczyło się przez moje życie. Nawet w kreskówkach i anime to nie jest olewany temat. Czy ktoś oglądał Highschool od the Dead dla samej fabuły? Zombie stały się tematem lubianym i popularnym, a także najczęściej powielanym w popkulturze, któremu dodaje się co raz to więcej smaczków. Dziwne, że stado rozkładających się zwłok zdążyło zdobyć taką popularność. Chyba lubimy wymyślać sobie co raz to większe niebezpieczeństwa dla ludzkości. W końcu rzeżączka i syfilis to za mało. Stało się to tak poważne, że nawet Pentagon przygotował specjalny plan, na wypadek, gdyby twój zmarły sąsiad chciał sobie wyjść z trumny.

Jako, że jestem graczem, weteranem CS’a, a to jest serwis o grach moja odpowiedź powinna być jednogłośna. Kocham te wszystkie marki, kocham ożywieńców – (choć przeraża mnie koleżanka, lubująca cmentarze). Kocham temat walki o przetrwanie, filozofii, z której wynika, że podczas niej samej największym wrogiem jest człowiek. Jednak człowiek także może być twoim najlepszym wsparciem. Nie inaczej jest z dzieckiem Turtle Rock Studios, które stworzyło najlepszego co-op shotera wszechczasów pod skrzydłami króla promocji – Gabena z Valve Pierwszego. Mowa naturalnie o Left4Dead. I to właśnie ją stawiam na piedestale najlepszych marek o zombie. Gra nastawiona ściśle na nienaganną współpracę ze swoją drużyną. Nie jest to tytuł, w który można grać z najgorszym wrogiem, ani dziewczyną. Tu potrzeba pełnego zrozumienia potrzeb i uczuć kompanów. Potrzeba duszy lidera. Musisz znać zachowania zombie i stać się bezwzględnym siepaczem, który robi większego hałasu swoim arsenałem od kobiety w czasie „tych dni”. Najważniejszym wymaganiem sprzętowym tej gry jest przede wszystkim mikrofon, bo bez niego nie przetrwasz „tych dni”.

 

 

Zombie w tej grze to przede wszystkim nie są powolne i ogłupiałe marionetki ludzi, a krwiożercze bestie z pobudzonymi, najdzikszymi instynktami. Nie zapomnijmy o cholernych tankach-arabach-kamikaze’ach, którzy potrafię wbiec w grupę twoich towarzyszy i pociągnąć zawleczkę, opluwając cię stertą kwasu i doprowadzając prawie że na tamten świat. Klas ożywieńców jest od groma, co tylko nakazuje nam, by do walki zastosowywać na zmianę różne strategie. To powoduje, że Left4Dead jest grą wyjątkową, pogłębiającą więźnie i przede wszystkim kultową. Za nią samą uwielbiam Turtle Rock i tym samym nie mogę się doczekać by pograć w co-opie w Dying Lighta od rodzimej firmy, a także w kolejny tytuł TR, jakim jest Evolve, oparty o podobne mechanizmy co właśnie L4D. Zombie rządzą! 

 

Madzia2.0
Madzia2.0 sob., 2015-02-07 11:09

Night of the Living Dead

Ogromne wrażenie zrobił na mnie film z 1968r. "Night of the living dead" polski tytuł brzmi "Noc żywych trupów" Film jest debiutem reżyserskim znanego reżysera z gatunku horroru George A. Romero. Film ten jest ciekawy z wielu względów artystycznych, komercyjnych i biznesowych. Szokiem dla mnie było, że w 68r. powstał film o zombie, zawsze miałam przeświadczenie, że zombie jest dość świeżym wytworem popkultury, a tu proszę, taka niespodzianka. Film zrobiony w stylistyce czarno białej co mnie bardzo zdziwiło nie sprawiał wrażenia, że jest nakręcony w 68r. Historia w nim pokazana spokojnie mogłaby wejść do fabuły serialu "the Walking Dead" i dziać się na jakiejś opuszczonej farmie. Nowym rozwiązaniem fabularnym jak na tamte czasy było obsadzenie w głównej roli afroamerykańskiego aktora Duane'a Jones'a w roli Bena, co było w tamtych czasach zabiegiem nowatorskim i bardzo trafnym. Film w tamtych czasach zważywszy na tematykę okazał się sporym sukcesem finansowym. Twórcy dysponowali budżetem o wielkości $114 000 tyś. dolarów, w Stanach Zjednoczonych film zarobił $12 000 000, a poza USA $18 000 000 co uczyniło z twórców filmu milionerów i otworzyło drzwi do dalszej kariery. Razem z moim bratem, domowym sumptem stworzyliśmy charakteryzację zombie i zrobiliśmy zdjęcie w czarno białej stylistyce filmu na którym mój brat prezentuje się jako zombie.

allais
allais sob., 2015-02-07 11:41

Mam nadzieję że tak to będzie wyglądać

Wpadł przez okno do obdartego zarówno z tapet jak i wspomnień pomieszczenia. Było ciasne, wilgoć w nim panującą można było w równej mierze dostrzec jak i poczuć. Stęchlizna rozkładającego się na stole  pożywienia, będącego kiedyś obiadem przygotowanym przez kochającą matkę dla męża i dwójki dzieci, zmusiła go do zarzucenia na twarz chusty, aby powstrzymać się od odruchu wymiotnego. Teraz ów rodzina spogląda na przybysza z uśmiechem z wnętrza nieznającej przyszłości fotografii. Lecz nie było czasu na rozmyślania. Wyjął zza paska policyjnego glocka, którego udało mu się znaleźć nieopodal radiowozu w wąskim zaułku. Właściciel na pewno nie będzie go już szukać. Wysunął magazynek i przeliczył naboje. „Może ta siódemka będzie szczęśliwa” – pomyślał. Nie wierzył jednak w łut szczęścia. Jedynie w wolę przetrwania. To ona pozwalała mu żyć. Wydostać się z najgorszych opresji, gdy wydawało się to niemożliwe. Najpierw wydostać się z rodzinnego domu, gdzie dla jego najbliższych było już za późno. Potem odszukać podobnych sobie i z nimi starać się przeżyć. To wola przetrwania wydostała go z noclegowni, gdy zarażeni zaatakowali. I znów był sam. Ostatnie promienie słońca wpadające przez jedyne odsłonięte, rozbite okno muskały delikatnie  jego twarz, jednocześnie poganiając go. Wiedział że już nie zmieni otoczenia. To małe, zimne, cuchnące, niepamiętające przeszłości i nie czekające na lepszą przyszłość pomieszczenie było jego ostatnim bastionem. Odpalił racę i rzucił ją pod drzwi, które jak mniemał prowadziły na korytarz. Sam zapalił latarkę i spoglądał raz po raz za okno i na drzwi, mieniące się czerwienią od światła racy. Znajome dźwięki oznaczały dla niego kolejną nieprzespaną noc. Głuchemu jękowi wielu gardeł towarzyszył huk wyrywanych z zawiasów drzwi… Ruszyli na niego…. Nie było ich tylko 7….

Tak mniej więcej sobie wyobrażam przeżycia związane z grą Dying Light. Coś na kształt mojej ulubionej serii czyli Resident Evil (1-3). To poczucie zaszczucia, wiecznie brakujących naboi lub kompletnie jego braku, konieczność ciągłej ucieczki i brnięcia w głąb szaleństwa. Przy tym niezliczone zastępy wrogów, z którymi nawet nie ma sensu walczyć. Można zabić kilku żeby utorować sobie drogę, ale nic więcej. Dodatkowo możliwości gry ze znajomymi i walka o wspólne przetrwanie. Tyle ode mnie. Pozdrawiam =)

 

PS. Tekst jest w całości wymyślony przeze mnie – jakby ktoś miał wątpliwości ;-)

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-priority:99;
mso-style-parent:"";
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin-top:0cm;
mso-para-margin-right:0cm;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0cm;
line-height:115%;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:11.0pt;
font-family:"Calibri","sans-serif";
mso-ascii-font-family:Calibri;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-hansi-font-family:Calibri;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-language:EN-US;}

piotrek16101
piotrek16101 sob., 2015-02-07 12:05

zgłoszenie do konkursu

Moją ulubioną grą o zombie była dotychczas dead rising 3 ale teraz pojawił się dying light i objął prowadzenie i dlatego chcę go zdobyć

michalson18
michalson18 sob., 2015-02-07 21:39

Spojrzenie z innej strony ;)

Tematyka zombie jest bardzo ciekawa i wiele produkcji przypadło mi do gustu, czy to takie filmy jak Martwica mózgu, Jestem legendą, 28 dni później, REC lub Pandorium i Serenity, te 2 ostatnie to nie do końca zombie ale są zachowane pewne analogie do nich, z gier to oczywiście Resident evil jedynka w która grałem jeszcze za młodych lat i która przyprawiała mnie o koszmarki nocne :) (najgorsze to otwieranie drzwi i wąż)

W wielu z nich pojawiały się istoty o dość różnych zrachowaniach, zdolnościach i słabościach, cechowała je przede wszystkim agresja. Wiele z zombie było powolnych i głupich, jednocześnie niezmiernie silnych i odpornych. W wyniku prób zwiększenia dramatyzmu i trwogi często je ulepszano poprzez wyjątkową szybkość, zwinność, błyskawiczną regeneracje czy ewolucję i właśnie to będzie tematem mojego wywodu.

Zarówno w Resident evil filmie i grze, w Jestem legendą czy Dying light pojawiają się upgradowane zombiaki, po pożywieniu się ewoluują na silniejsze szybsze inteligentniejsze i bardziej odporne. O ile pierwsze zombiaczki niebyły w stanie wejść po schodach to te bardziej rozwinięte znakomicie sobie dawały radę bardziej wymagającymi przeszkodami, robiąc z Ezio (z Assassin's Creed) zwykłą fajtłapę parkoura. Czy nie wspaniałym osiągnięciem nauki by było (z przymrużeniem oka)  wyhodowanie szczep dość "starego" wirusa który by omijał pierwsze stadia zombie i od razu upgradował człowieka do optymalnej formy?. Taki szczep który pozostawiał by mózg z wspomnieniami, inteligencją i osobowością, wirus który by ulepszał nasze ciała. Homo-zombie-erectus, który by jak człowiek pierwotny zapanował nad pierwotnymi instynktami i przyśpieszył proces przystosowania ewolucyjnego. Potracenie przez ciężarówkę i wleczenie 10km pod nią po autostradzie, nie kończyło by się śmiercią, nie było by chorób, amputacji, głodu, śmierci, starości i niedołęstwa. Oczywiście NFZ i ZUS by splajtowały ale kogo to obchodzi skoro już teraz są bankrutami. Trochę higieny i antybiotyków a i nasze ciała zachowały by się w idealnej formie.

Korporacja Umbrella próbowała tego dokonać, byli to wizjonerzy mogący ulepszyć rodzaj ludzki i przyspieszyć jego ewolucję.  Tysiące zombie poniosło śmierć, poświęcając się dla dalszego rozwoju i ulepszenia wirusa. Niech nie zostaną zapomniane wszystkie te rozkładające się istotki które pragnęły jedynie naszego dobra i wspólnego pójścia w stronę nowej lepszej świetlanej historii zombie-ludzkości.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-priority:99;
mso-style-parent:"";
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin-top:0cm;
mso-para-margin-right:0cm;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0cm;
line-height:115%;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:11.0pt;
font-family:"Calibri","sans-serif";
mso-ascii-font-family:Calibri;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-hansi-font-family:Calibri;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-language:EN-US;}

Fejmer
Fejmer ndz., 2015-02-08 11:42

DYING LIGHT

Siedząc przed swoim komputerem,
Chcąc cały oddać sie przygodzie
Szukam horroru, akcji, mroku...
DYING LIGHT na myśl mi przychodzi.

Szukam opisów, czytam fora,
Z otwartą gębą patrzę w trajler,
DYING LIGHT myślę, o moj Boże !
Ta gra jest napisana dla mnie!

Żadnych oporów, ściemy, barier,
Śledzę, pochłaniam każdy bajt.
Myślę... jak to by było fajnie
Gdybym tak wygrał DYING LIGHT

tymano12345
tymano12345 ndz., 2015-02-08 14:38

Gra o Zombie

Witam moją ulubioną grą o zombi jest The Forest wybrałem ją ponieważ jest ciekawa i zawsze gdy w nią gram jest jakiś dreszczyk emocji daje dużo możliwości od budowania domów i schronień na ziemi do budowania domów na drzewie i pływających tratw gra daje nam duże pole manewru do walki z zombi

Tellur
Tellur ndz., 2015-02-08 15:53

Komiks "The Walking Dead" - wciąż niedościgniony

Kiedyś będąc młodym chłopcem
Komiks do ręki dostałem
Patrząc na zombie z okładki
Prawie shaftowałem

Były tam brutalne sceny
Były ciekawe ucieczki
Autorzy mieli dość weny
Tworząc rysuneczki

Fabuła opowiedziana
Dostarczała mi wciąż nowych
Wielkich jak biceps Pudziana
Emocji bombowych

Każdy zombiak w opowieści
Przedstawiony był ciekawie
Jeden warczał w swej boleści
Inny zjadł go prawie

Jak się później okazało
Lektura była wspaniała
Bo na okładce widniało
"Walking Dead" Kirkmana

Jedni lubią słodkie baśnie
innych śmieszą wciąż komedie
Ja natomiast lubię właśnie
Zmarłych perypetie

AMOK
AMOK ndz., 2015-02-08 21:17

Dead Island

Moją ulubioną grą o zombie jest Dead Island, a dlaczego? Miałem możliwość uczestniczyć w warsztatach dla twórców gier z jednym z producentów właśnie tej gry i to co nam o niej powiedział, o wymyślaniu całej historii, przygotowaniach, marketingu skłoniło mnie do zagrania w nią. Nie zawiodłem się. Gra wciąga i sprawia wiele przyjemności z brutalnego rozwalania czaszek zombiakom, co od tamtej pory bardzo lubię :)

beatakoc00
beatakoc00 ndz., 2015-02-08 21:20

Zombie strippers

Zombie strippers - to mój ulubiony film o zombie. Choć sam film jest mega denny, bardzo podoba mi się sam pomysł, który musiał się urodzić w głowie scenarzysty po przepełnionej narkotykami i paniami do towarzystwa imprezie :D

 

waldi
waldi ndz., 2015-02-08 21:28

Resident Evil to moim zdaniem

Resident Evil to moim zdaniem najlepsza i kultowa gra o zombie. Dała ona niedościgniony jeszcze przez żadną z kolejnych gier przykład jak stworzyć survival horror ze świetną opowieścią i przemyślaną rozgrywką. Ile ja bym dał żeby wrócić do tych czasów kiedy grałem w Resident Evil po raz pierwszy... :) ale może dzięki Dying Light znów poczuję ten dreszczyk na plecach!