Destiny: The Taken King. Recenzja (wideo)

Destiny: The Taken King

Destiny: The Taken King

Fot. Activision

Destiny jest produkcją, która podobnie jak World of Warcraft posiada swoich wiernych fanów jak i zagorzałych przeciwników. Rok po jej premierze, dzięki dużej aktualizacji możemy poznać ją na nowo. Recenzja Destiny: The Taken King.
Taki dodatek jak The taken King musiał po prostu nadejść. Było to już dawno do przewidzenia, ponieważ Destiny posiada niesamowity potencjał i już rok temu można się było spodziewać, że gra swoje prawdziwe oblicze dopiero za jakiś czas.

Niestety: poprzednie dodatki - The Dark Below i House of Wolves - trochę rozczarowywały. Miały stanowić duże wyzwania dla kolejnych Strażników, a już po kilku godzinach w sieci publikowano filmiki jak gracze je z łatwością przechodzą.
Dlatego też do The Taken King podchodziłem z raczej chłodnym entuzjazmem.


Destiny The Taken King

Warstwa fabularna tym razem skupia się na wydarzeniach, które miały miejsce tuż po The Dark Below.
Po śmierci Croty, cały układ słoneczny jest w niebezpieczeństwie. Jego ojciec, król Oryks, wraz z ogromną flotą postanawia pomścić syna. Niszczy armię Awoken, potem atakuje kolejne kolonie.

Pozostając jeszcze przy kwestiach fabularnych: śmiało można stwierdzić, że dzięki The Taken King, Destiny zaczyna wreszcie żyć własnym życiem. Nie brakuje tu dialogów pomiędzy postaciami niezależnymi, które dzięki temu zyskały jakąkolwiek charyzmę.

Lepiej jest z naszym towarzyszem Ghostem, który oprócz informowania o bieżących zagrożeniach czy historycznych ciekawostkach potrafi nawet żartem rzucić.
Innym przykładem zawiązywania więzi między naszym bohaterem a tą latającą maszynką jest to, że teraz możemy zmieniać jego poszczególne obudowy wpływając jeszcze bardziej na statystki.


Destiny The Taken King

Poważniejsze zmiany związane z samym mechanizmem gry widoczne są już po jej włączeniu.
Mapa Układu Słonecznego została nieco zmodyfikowana po to, aby zmieściły się na niej nowe lokacje. Rozwiązanie to wydaje się być jednak dość prowizoryczne, bo w przypadku premier następnych dodatków zbyt duża ilość planet na jednej planszy będzie prezentowała się dość słabo.
Misje: problem narzekających na Destiny. Teraz jest ich nieco więcej z racji wielu dostępnych questów od bohaterów niezależnych. Nie ma tutaj jednak wielkiej rewolucji, ponieważ kilka przeplata się z warstwą fabularną dodatku, ale większość oparta została na dobrze znanych mechanizmach podstawowej wersji gry.
Niemniej dostajemy 8 całkowicie nowych map w Crucible oraz trzy nowe tryby.

Do tego doszły również Bounties, czyli specjalne wyzwania czy Trials, gdzie wykonanie 5 z rzędu pozwoli na odblokowanie szóstego, gdzie możemy zdobyć na przykład unikalną broń.

Zmiany wprowadzone przez The Taken King widać też w stylu gry. Postać, którą sterujemy może już osiągnąć 40 poziom, ale poszczególne awanse zależą tylko i wyłącznie od naszych wyczynów. Nie ma premii w tym temacie wynikających na przykład z posiadanego ekwipunku.Na dodatek sama Wieża i postacie niezależne również ewoluują wraz z każdym następnym poziomem naszego bohatera, co automatycznie wiąże się z dostępem do lepszego wyposażenia czy questów.


Destiny The Taken King

Z gry całkowicie zniknęły dodatkowe waluty, jakimi były Crucible Marks i Vanguard Marks. Warto przypomnieć, że niektóre z nich miały surowe ograniczenia dotyczące tego ile można było ich zdobyć na przykład w przeciągu tygodnia posiadając przy tym wymagany poziom bohatera.

W ten sposób kolekcjonowanie wyposażenia z górnej półki automatycznie wymagało od nas spędzenia setek godzin przy tytule. Teraz natomiast pozostawiono jedynie Legendary Marks.

Kolejną nowością są nowe podklasy posiadające swoje specjalne umiejętności. W ten sposób Warlock dostał do dyspozycji energię elektryczną burzy, Hunter łuk z energii grawitacyjnej a Titan gigantyczny młot potrafiący zmiażdżyć przeciwników nawet jednym uderzeniem.

I to by było na tyle. Oczywiście: jeszcze bardziej podrasowano całą oprawę graficzną jednak nie stanowi ona żadnej rewolucji; to wyłącznie miła dla oka kosmetyka.
The Taken King bardzo solidnie usprawnia i rozbudowuje samo Destiny. Teraz to niemal nowa gra. Jednak biorąc pod uwagę skalę całej produkcji jak i kwotę, jaką mają zapłacić fani, to efekt końcowy mógłby być nieco lepszy.

Ci, którym gra już wcześniej się podobała, będą z dodatku zadowoleni.
Ci, którym się nie podobała, raczej nie zostaną przekonani.
A ci, którzy jeszcze nie grali, a kupią kompletną edycję ze wszystkimi dodatkami, zrobią bardzo dobry zakup.

Dowiedz się więcej o grze Destiny

Zdjęcia

  • Destiny: The Taken King
Komentarze
faglofitot
faglofitot pt., 2015-10-02 14:20

Niezła gra!

Niezła gra!