Dead Island Riptide: Recenzja z mnóstwem zombie

Dead Island Riptide

Dead Island Riptide to - w zależności od tego, ilu zadań pobocznych się podejmiemy - kilkanaście godzin zabawy

Za pierwszym razem – czyli w Dead Island – pomysł z zombie na tropikalnej wyspie sprawdził się doskonale. Czy udało się za drugim razem? Recenzja gry Dead Island Riptide.
Recenzja dla tych, którzy nie lubią czytać:
Trochę nowości, trochę poprawek i wciąż ta sama frajda z uszczuplania populacji zombie na tropikalnej wyspie. Jeżeli grałeś w Dead Island i ten czas uznajesz za dobrze spędzony – kupuj. Jeżeli Ci się nie podobało: nie kupuj, bo to niemal identyczna gra.

Recenzja dla tych, którzy lubią czytać:
Dwa lata temu pojawił się fantastyczny zwiastun gry Dead Island. Z grą miał – jak się potem okazało – nie wiele wspólnego, ale rozsławił produkcję polskiego studia Techland. Na tyle, że do dziś sprzedało się ponad 5 000 000 egzemplarzy.
A jak będzie teraz?
Konkretnych danych jeszcze nie ma, ale w Anglii dzień po premierze Dead Island Riptide wskoczyło na pierwsze miejsce listy sprzedaży (szczegóły znajdziecie tu – Dead Island Riptide: Polskie zombie podbiły Wielką Brytanię). To może nieco dziwić, bo Riptide zbiera dość słabe oceny.
Może też dziwić z tego powodu, że Dead Island Riptide to gra momentami frustrująca.

Choć zaczyna się całkiem nieźle.
Mamy czwórkę bohaterów odpornych na infekcję, których poznaliśmy w Dead Island plus jednego nowego. Ich wcześniejsze losy poznamy we wprowadzającym filmie. Będzie zatem wiadomo kim jesteśmy, co robimy i dokąd zmierzamy. To ostatnie jednak szybko się zmieni, bo zombie znów zaatakują i za ich sprawą trafimy na Palanai, tropikalną wyspę położoną nieopodal Banoi i z poprzedniej części. Trafimy tam za sprawą wojska i niecnej korporacji.
I tyle o fabule, bo ta jest pozbawiona lekkości, dialogi są toporne, głosy postaci i filmiki przerywnikowe też. Po drugim czy trzecim wszystko można przeklikiwać.



To samo można zrobić z dialogami z poszczególnymi postaciami. Klik, klik i tylko chwilę się zastanawiamy, czy przyjąć zlecenie.
Te można podzielić na dwa rodzaje: fabularne i dodatkowe, ale jedne i drugie sprowadzają się do tego samego: idź na drugi koniec wyspy i przynieś coś. Silnik, mapę, lekarstwa, 5 baterii… Na drugim końcu wyspy okaże się, że i tak trzeba jeszcze pójść w inne miejsce.
I tak w kółko.
Jeżeli ktoś marzy o pracy kuriera, to jest to chyba najlepsza gra do tego, by marzenia zweryfikować.

W trakcie wędrówek (pieszych, samochodowych lub na pokładzie łódki) trafimy też na ocalałych, którzy czekają na pomoc. Podchodzimy, tłuczemy zombie, słuchamy podziękowań, odbieramy nagrodę, idziemy dalej.

Mamy też trzy typy zadań, w trakcie których nie trzeba niczego przynosić. Tu najlepiej wypadają Deadzone. To małe, mroczne lokacje z podwyższoną liczbą zombie i lokalnym bossem. Nagrodą za pokonanie wszystkich jest schowek z lepszą bronią albo schematem do samodzielnego montażu.
Podobnie wyglądają też jaskinie.
Trzecia fucha to obrona obozu. Rozstawiamy siatki, miny, karabiny, etc i wspólnie z pozostałymi odpieramy kilka fal zombiaków.
Fajny pomysł, niezła realizacja.

To całe szwendanie się po wyspie jest mocno nużące, bo przy trzecim, czwartym zadaniu okazuje się, że ciągle trafiamy do tych samych miejsc. Albo tak samo wyglądających. Jasne, za każdym razem są w nich świeże zombie, ale to nie załatwia sprawy

Na szczęście część jest trochę ciekawych lokacji. W sumie w Dead Island Riptide znajdziemy dwa duże tereny:
- tropikalną dżunglę (z mnóstwem rzek, biwaków, przystani, campingów)
- miasto Henderson (najciekawsza lokacja ze sporą liczbą zakamarków)

I dwa mniejsze:
- podziemia
- przystań promów

Dżungla dość szybko zaczyna nudzić. Dwie lokacje pomniejsze bronią się szybkim tempem akcji. Po za tym są jednorazowe.

Najlepiej jest w Henderson. Ciut mniej łażenia/jeżdżenia, więcej zadań nie polegających na przynoszeniu czegoś komuś, więcej walki. A i nasza postać ma więcej możliwości, bo zdążyła zdobyć więcej umiejętności i lepszych broni.

I tak pomału dochodzimy do tego, co w Dead Island Riptide najlepsze, czyli walki z zombie.
Do wyboru mamy pięć postaci (nowa to gość a la Wolverine). Każdą postać rozwijamy w trzech drzewkach (nieco przemodelowanych względem poprzednika). Jedno odpowiada za furię, czyli specjalny atak, który możemy odpalić po napełnieniu odpowiedniego paska. Drugie to walka: zwiększanie obrażeń od poszczególnych broni, umiejętności specjalne, etc. Trzecie drzewko to przetrwanie: dłuższa żywotność broni, tańsze modyfikacje, więcej miejsca na ekwipunek, itd.

Rozwój przebiega dość sprawnie, opcji jest sporo (niektóre umiejętności można jeszcze dwa razy wzmocnić) i całość ma wpływ na rozgrywkę.
W Riptide mamy też więcej narzędzi zagłady, choć cała mechanika została w sumie niezmieniona.

Znajdziemy tu od groma młotów, szpadli, kijów, tasaków, noży, siekier, łopat, maczet… każda broń jest opisana trzema czynnikami i dość szybko można sprawdzić, co lepsze. Ale nie ma sensu. Lepiej patrzeć na kolory. Biały kolor – najgorsze bronie. Zielony: nieco lepsze. Niebieski: znacznie lepsze. A są jeszcze fioletowe i żółte.

Każdą broń możemy ulepszyć cztery razy. Możemy też – korzystając ze schematów, które znajdziemy na wyspie albo od kogoś dostaniemy – i mnóstwa rupieci znajdywanych w skrzyniach, walizkach i gdzie się tylko da – tworzyć specjalne modyfikacje. Na przykład płonący szpadel. Albo siekiera rażąca prądem. Albo zatruty sztylet. Albo specjalna amunicja. Opcji jest więcej i można sobie zrobić całkiem ciekawe narzędzia zagłady.

Te będą bardzo przydatne, bo Riptide wydaje się nieco trudniejsze od poprzedniczki, choć walka jest identyczna: walimy/tniemy/sieczemy, ewentualnie rzucamy, a z czasem także strzelamy. Zombie dopasowują się do naszego poziomu, więc nigdy nie jest zbyt łatwo. Są też nowe typy (pływak udający martwe ciało w wodzie, grenadier, etc).

Są też błędy.
Zombie czasem pojawiają się znikąd.
Niektóre zwykłe zombiaki używają broni miotanej, a trafienie oznacza śmierć.
Można też stracić swoją dopieszczoną broń. Ja raz straciłem rzadki męczący tasak zagłady (czy coś w tym stylu) rażący prądem, bo trafione nim zombie znikło nie wiadomo gdzie.

Niemniej walka z zombie jest satysfakcjonująca, trudna (bo nam szybko kończy się energia, a bez niej jesteśmy niemal bezbronni), nieco chaotyczna i na tyle dobra, że jesteśmy w stanie podjąć się kolejnego „kurierskiego” zadania, żeby znów zlikwidować małą hordę.



WYROK
Niby jest trochę nowości, ale bez przesady.
Niby jest lepsza oprawa graficzna, ale też bez przesady. Trudno odróżnić pod tym względem obie części gry. Tu warto tylko zaznaczyć, że czasami (za to znienacka) zmienia się pogoda i zamiast słońca mamy mocno zacinający się deszcz. Niemniej pod względem graficznym i artystycznym Dead Island Riptide to średniak.
Muzyka nie przeszkadza.
Głosy są postaci są kiepskie, ale jak wszystko będziemy przeklikiwać, to też to nie przeszkadza.
To samo dotyczy słabych filmów przerywnikowych.

Dead Island Riptide to w sumie poprawiona i ulepszona wersja Dead Island, w której mamy też nowy zestaw niedoróbek. Innych nowości jest natomiast za mało. Ale i tak fajnie się gra. Tylko trzeba przymknąć oko na sporo głupot i błędów.

Nasza ocena:
3+/6(jeżeli grałeś w Dead Island)
4/6 (jeżeli nie grałeś w Dead Island, bo wtedy nie będziesz narzekać na to, że nowości jest mało)

Zdjęcia

  • Dead Island Riptide
  • Dead Island Riptide
  • Dead Island Riptide
  • Dead Island Riptide
  • Dead Island Riptide
  • Dead Island Riptide
  • Dead Island Riptide
  • Dead Island Riptide
  • Dead Island Riptide
  • Dead Island Riptide
Komentarze
MicMus
MicMus pon., 2013-05-06 20:13

. . .

Dużo jest narzekań na Riptide :P Mnie pierwsze DI podobało się bardzo więc i z Riptide będzie podobnie :) Szkoda tylko, że nie popracowali bardziej nad fabułą.

Polecamy