Binary Domain: Recenzja z robotami

Binary Domain?

Binary Domain to zaskakująco dobry tytuł, po którym mało kto się tego spodziewał

Fot. SEGA

Najnowsze dzieło Toshihiro Nagoshiego, znanego przede wszystkim w Kraju Kwitnącej Wiśni za sprawą serii Yakuza, to odpowiedź na rosnącą ostatnimi czasy modę na cyberpunk, głównie dzięki takim produkcjom jak Deus Ex czy Syndicate. Recenzja gry Binary Domain na PC.

Akcja gry ma miejsce w 2080 roku w Japonii. Na skutek wzrostu poziomu wód duża część miast zostaje zalanych, a równie duża część ludności traci życie. Niemniej cywilizacja, jak to ma w zwyczaju, podnosi się po tej porażce jeszcze silniejsza. Niestety, tylko z pozoru: bogaci zamieszkują wyżej położone obszary miejskie, a biedota narażona jest na ciągłe niebezpieczeństwo w wyniku podtopień.

Z powodu braku ludzi do pracy na rynek wypuszczane są kolejne roboty, które mają stanowić podstawową siłę roboczą, czyli budować, sprzątać czy podawać drinki. Na tym polu rywalizują ze sobą dwie korporacje – japońska Amada i amerykańska Bergen. Według Klauzuli 21 nowej konwencji genewskiej roboty mogą być projektowane jedynie tak aby były do odróżnienia od istot ludzkich.
Problem polega na tym, że jak zwykle jedna ze stron  - w tym wypadku Amada - łamie ustalone reguły gry, co Amerykanie po jakimś czasie odkrywają. Okazuje się, że w korporacji pracuje wiele automatów, które nie dość, że wyglądają jak ludzie, to ich sztuczna inteligencja nakazuje im myślenie, że faktycznie nimi są. I w tym miejscu do akcji wkracza międzynarodowa jednostka Rust Crew, na której czele stajemy.

Osoby które nawet pobieżnie interesują się tematyką cyberpunku od razu rozpoznają nawiązania do klasycznych tytułów jak Łowca Androidów. Wątek fabularny Binary Domain został przedstawiony w bardzo fajny sposób. Dzięki klasycznym dla gatunku lokacjom, jak ruiny, czy gigantyczne metropolie z daleka wyczuwamy niesamowity klimat. Wszechogarniający natłok informacji, upadek moralny rasy ludzkiej czy wyraźnie bijąca po oczach niesprawiedliwość społeczna to tylko niektóre poruszane wątki.

Najlepsze jest jednak swego rodzaju poczucie zagrożenia, które towarzyszy nam podczas zabawy. Nie jesteśmy do końca pewni czy osoba, którą widzimy jest człowiekiem czy robotem.
Jak się wobec nas zachowa?
Jakie ma zamiary?

Dlatego wyraźny podział napotykanych postaci na dobrych i złych jest niemożliwy. Każdym kierują jakieś inne pobudki, motywy. Binary Domain pod tym względem jest produkcją typowo japońską, tzn. zmusza ona gracza do refleksji, zadaje wiele pytań związanych z moralnością, etyką czy samą drogą jaką obierze ludzkość. Dlatego nie waham się użyć stwierdzenia, że wątek fabularny jest zdecydowanie najmocniejszą stroną produkcji.

Nie zapominajmy jednak, że Binary Domain jest przede wszystkim grą akcji i na niej teraz się skupmy. Widać, że rozgrywka była wzorowana na takich tytułach jak Gears of War czy Uncharted. Walka z robotami jest dość prosta, ale bardzo satysfakcjonująca. Często opiera się na utartym schemacie, tzn. napiera na nas fala wrogów, my chowamy się za osłoną, aby co jakiś czas uciec żeby nie zostać oflankowanym.

Niesamowite wrażenie - szczególnie na początku starć - robi system kolizji u samych robotów. Posiadają one różnego rodzaju pancerze, których możemy ich pozbawić dosłownie strzał po strzale. Przypomina to trochę sceny akcji z filmowego Terminatora. Jeszcze większe emocje czekają na nas podczas starć z bossami. Wyobraźmy sobie połączenie amerykańskiego Gears of War i jakiejkolwiek japońskiej produkcji RPG. Wyjdzie nam właśnie Binary Domain ze świetnym systemem osłon i gigantycznymi przeciwnikami.

Cała mechanika zyskuje również dzięki interakcji z własną drużyną. Znajdziemy w niej typowych, stereotypowych bohaterów jak Dan, będący klasycznym mięśniakiem czy Charlesa, typowego angola z ciętym humorem.

Nie porażają oni głębią charakteru, ale relacje, jakie nawiązują się między towarzyszami broni sprawiają, że szybko możemy się zżyć z całym oddziałem. Tutaj niestety widoczny jest jeden z minusów tytułu, a dokładniej dialogi. Binary Domain trochę za bardzo stara się udawać produkcje jak Mass Effect przez co cały system zaufania towarzyszy wypada blado. Prawda jest taka, że jeżeli chcemy aby nasz oddział poszedł za nami w ogień, to należy się zgadzać niemal w każdej kwestii z jego członkami.

Całkowicie inaczej wygląda to na polu bitwy, gdzie nasza ekipa wykazuje się niezłą inteligencją. Każdy ma swoje zadania i wie, co ma robić. Rozkazy które im wydajemy są niemal bezbłędnie wykonywane.

Oprawa graficzna została przygotowana standardowo: pasuje do tematyki gry, ale niczym się nie wyróżnia. Nie jest źle, ale wiele elementów otoczenia czy efektów można było przygotować po prostu lepiej. Irytujące są również skoki animacji czy wyraźne spowalnianie gry podczas dużych starć. Soundtrack jak i głosy podkładane pod postaci nie wyróżniają się niczym szczególnym. Chwilami chciałoby się usłyszeć nieco więcej emocji podczas dialogów, ale podobnie jak z grafiką – po prostu nie jest źle.

WYROK
Kiedy pod koniec lutego gra ukazywała się na konsole, niewiele osób spodziewało się czegoś dobrego. Teraz Binary Domain ukazało się na PC, stąd było już wiadomo, że to całkiem ciekawa produkcja. Z przyjemnością wyprowadzę ich z tego błędu. Jeżeli lubicie klimaty typowo cyberpunkowe, ukończyliście ostatniego Deus Exa czy Syndicate, to możecie sięgać po nią w ciemno. Nie jest to produkcja idealna, ale ten japońsko-amerykański miks naprawdę może się podobać. Szkoda tylko, że jest to przygoda na jeden raz.

Nasza ocena: 4+/6 

Zdjęcia

  • Binary Domain?
Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać