Assassin’s Creed III: Recenzja z polowaniem w tle

Assassin’s Creed III

Assassin’s Creed III: Nowości i zmian jest bardzo dużo, ale charakter poprzednich odsłon został zachowany

Po trzech częściach z Ezio w roli głównej większość graczy była już znużona dotychczasową formułą Assassin’s Creed. Dlatego też od trzeciej części bijącej rekordy popularności serii oczekiwano zmian i nowych pomysłów. Recenzja gry Assassin’s Creed III.
Akcja najnowszej odsłony serii rozgrywa się w drugiej połowie osiemnastego wieku w brytyjskich koloniach w Nowym Świecie. Główny bohater to asasyn, z indiańskiego plemienia Irokezów o nienadającym się do wymówienia imieniu, który przez większość gry - na szczęście - występuje pod pseudonimem Connor.

Nim jednak wcielimy się w postać Connora, czeka nas długi bo ok. 4-6 godzinny wstęp, w którym przyjdzie nam pokierować Haythamem Kenweyem, assasynem wyruszającym z Anglii do Ameryki w poszukiwaniu artefaktów, znanej nam już z poprzednich części Pierwszej cywilizacji.



Ów prolog kończy się w Bostonie dość imponującym fabularnym twistem, który z pewnością zaskoczy każdego gracza. Zaraz potem „przenosimy" się już do właściwego bohatera, kilkuletniego Connora i w telegraficznym skrócie poznajemy powody, dla których wstąpił do bractwa asasynów.

W późniejszych etapach przyjdzie nam wziąć udział w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych, w tym kilku znanych wydarzeniach jak bostońskie picie herbaty czy bitwa pod Bunker Hill, w których rzecz jasna Connor odegra kluczową rolę. Tradycyjnie już poznajemy różne charakterystyczne i ważne dla danego okresu postaci, w tym przypadku z Georgem Washingtonem na czele.

Fabuła nie jest zbyt odkrywcza i kręci się wokół odwiecznego konfliktu asasynów z templariuszami, jednak jest o wiele lepiej opowiedziana niż, te które mieliśmy okazję poznać w poprzednich odsłonach serii. Jest też kilka charakterystycznych i dość intrygujących postaci, jak wspomniany już Haytham czy nauczyciel Connora, Davenport. Nie obyło się też bez kilku występów Desmonda, który służy za ogniwo spajające całą serię. Tym razem są one bardziej nastawione na akcję, ale i tak prezentują się one gorzej od rozgrywki z Connorem w roli głównej.

Zmian w stosunku do poprzednich części, czyli głównie Brotherhood i Revelation jest całkiem sporo.

Pierwsza i chyba najważniejsza nowością jest inne położenie akcentów na poszczególne elementy rozgrywki. W Rzymie i Stambule przede wszystkim biegaliśmy po dachach, w trójce ten element został mocno ograniczony.



Powody są dwa.
Po pierwsze: osiemnastowieczny Boston i Nowy York nie były skupiskiem monumentalnych budowli i strzelistych iglic. Mimo to trochę można tam poskakać.
Po drugie: znaczna część rozgrywki, w ramach wątku głównego jak i zadań pobocznych, ma miejsce na terenach wiejskich i w lasach. Przypomina to trochę klimat rodem z filmu Patriota z Melem Gibsonem. Będąc w lasach możemy wspinać się na drzewa i poruszać przeskakując z jednego na drugie. Dodano też opcję polowania na zwierzynę. Od zajęcy, bobrów czy lisów aż po niedźwiedzie.

Można zwabić je przynętą, zastawić sidła, ustrzelić z łuku czy upolować z jakiejkolwiek broni. Rodzaj zastosowanej techniki łowieckiej wpływa na jakość otrzymywanych ze zwierząt futer.

Tak jak poprzednio, także i w trójce jest wątek ekonomiczny, który jednak został kompletnie przemodelowany. Na swojej posiadłości Connor może pozyskiwać poszczególnych rzemieślników poprzez wykonywanie dla nich misji, podobnie jest z ich rozwojem. Gdy już ich zdobędzie, będzie mógł wytwarzać pewne produkty i wysyłać je konwojem do sklepów, albo wykorzystać je do produkcji innych; bardziej zaawansowanych wyrobów.

W sferze właściwej rozgrywki przemodelowano system poruszania się postaci. Teraz do wspinaczek i skakania po dachach (i drzewach) wystarczy trzymać wciśnięty prawy trigger. Niewątpliwie jest to wygodne rozwiązanie.

Zmianie uległy też zadania pobocznych. Koniec z wykonywaniem dziesiątków identycznych misji. Misje poboczne są urozmaicone i nie ma aż takiej powtarzalności jak poprzednio.

Również system zarządzania bractwem assasynów uległ lekkiemu liftingowi. Nie ma już potrzeby udawać się do określonej lokacji aby wysłać naszych podkomendnych na misję. Teraz wszystko jest dostępne pod jednym przyciskiem na padzie. Lepiej prezentuje się też system szybkiej podróży. We wcześniejszych odsłonach wystarczyło znaleźć wejście do kanałów i już można było z niego korzystać. Teraz należy przejść labiryntem podziemnych korytarzy, by odnaleźć interesujące nas wyjścia.

Connor zyskał też zdolność otwierania zamków (w postaci mini-gierki, która nieco przypomina system stosowany przez Bethesde w swoich tytułach).



Usunięto z gry – wprowadzoną w Revelations – obronę twierdzy oraz znaną już z dwójki eksplorację grobowców asasynów czy temu podobne, czysto zręcznościowe etapy. Przemodelowano wreszcie system wyzwalania dzielnic spod wpływu templariuszy: nie ma już podpalania wież, a raczej różne rodzaje pomocy mieszkańcom (jak na przykład likwidacja wściekłych psów). Nie ma też już opcji wynajęcia złodziei czy kurtyzan. Wprowadzano za to możliwość zgubienia pościgu przez wejście przez otwarte okno lub drzwi i przebiegnięcie przez budynek.

Oprócz tego tradycyjnie jest masa różnego rodzaju zbieractwa i misji dla różnych klubów np. łowieckiego. W ramach uzbrojenia wspomnieć należy o wprowadzeniu tomhawku i strzałki z linką, dzięki której możemy dosłownie wieszać przeciwników.

Skoro mowa o przeciwnikach, nie można nie wspomnieć o samej walce.
W całej serii potyczki nigdy nie wyglądały lepiej niż w trójce. Connor to istny demon mordu, a kombinacje, jakich możemy użyć są naprawdę bardzo efektowne. Nie znaczy to wcale, że walki są proste. Wręcz przeciwnie: są chyba najbardziej wymagające w całej serii. Przeciwnicy zachodzącą nas z różnych stron, atakują po kilku na raz czy też ustawiają się do jednoczesnej salwy z kilku muszkietów

Technicznie walka opiera się to na trzech rodzajach ruchu: ataku, kontrze i przełamaniu obrony. Niby prosto, ale w praktyce pozwala to na sporo różnych możliwości w trakcie potyczek.

Wisienką na torcie i najbardziej efektowną nowością w tej odsłonie serii są bitwy morskie. Możność wcielenia się w kapitana statku jest niezwykle satysfakcjonująca. Nasz okręt może płynąć na pełnych lub półżaglach, co bezpośrednio wpływa na jego manewrowość, albo w ogóle zwinąć żagle. Ma też dwa rodzaje dział, służące do atakowania punktowego lub z pełną mocą. Każde pole ostrzału, zarówno nasze jak i przeciwnika, jest podświetlone co pozwala na orientację, co się dzieje w trakcie bitwy.

Statek oczywiście można ulepszać np. dokupując dodatkowe armaty lub wzmacniając konstrukcję. Wizualnie ta część gry prezentuje się najlepiej, czy może raczej najbardziej widowiskowo, a zarazem system sterowania okrętem jest na tyle przystępny, że od razu wskakuje się w kapitańskie buty.

W trójce mamy też multiplayer. Zasadniczo mechanika i trzon rozgrywki jest bardzo podobna do tego, co było w Brotherhood i Revelation: trzeba wtopić się w otoczenie i polować na innych graczy. Dostępnych jest kilka trybów rozgrywki z nowowprowadzonymi Wolfpack i Domination.



Ten pierwszy wydaje się być dość interesujący, a polega na kooperacji do 4 graczy przeciwko konsoli w celu wyeliminowania wszystkich przeciwników w wyznaczonym czasie. Drugi to tradycyjne utrzymywanie kontroli nad poszczególnymi punktami na mapie. W multi zaimplementowano kilkanaście odmiennych postaci różniących się między sobą umiejętnościami i historią. Każdą można ulepszać wraz z postępami.

Nowością jest możliwość zakupu umiejętności wcześniej niż byłyby one normalnie dostępne za wewnątrzgrową walutę (którą możemy kupić za prawdziwe pieniądze). Cóż, mikrotransakcje powoli pojawiają się wszędzie i trzeba chyba po prostu się z tym pogodzić.

W Assassin's Creed III zastosowano nową wersję silnika graficznego i to widać. Gra, jak na sandboxa, prezentuje się bardzo dobrze. Świat wokół gracza jest pełen życia. Poprawiono mimikę twarzy i model poruszania się postaci.
Dodatkowo dzikie ostępy po jakich przyjdzie nam się włóczyć wypadają wspaniale, może nawet lepiej niż Red Dead Redemption. Wrażenie robią zmienne pory roku. Udźwiękowienie również stoi na najwyższym poziomie. Poczynając od dubbingu po dźwięki otoczenia, wszystko spełnia oczekiwania.

Niestety najnowszą odsłonę Assassyna trapi wręcz rzeka błędów. W ciągu pierwszych dziesięciu godzin gry napotkałem się na większą ilość błędów niż we wszystkich odsłonach razem wziętych. A to jakaś postać zawiesiła się i wtopiła w jakąś lekturę. Albo broń lewitowała nad ziemią. W pewnym momencie bohater nawet przestał odpowiadać na polecenia. Na szczęście wczytanie poprzedniego punktu zapisu na ogół rozwiązuje problem.

WYROK
Assasin's Creed III to właściwa i pełnoprawna kontynuacja serii. Pełna nowości i zmian, a jednocześnie zachowująca charakter poprzednich odsłon. To bardzo dobre zwieńczenie historii Desmonda, której zaliczenie „na maksa" zajmie nawet około 50 godzin. Nie jest to gra idealna, ale na pewno jedna z najlepszych w tym roku.
Nasza ocena: 5/6 

Zdjęcia

  • Assassin’s Creed III
Komentarze
ytong77
ytong77 wt., 2012-11-06 14:56

Grałem we wszystkie

częsci i jak dotąd najbardziej podobal mi sie Brotherhood z wielkimi pikenym Rzymem. W Revelation jakos mi juz istambul nie pasowal. Teraz tez mam mieszane uczucia co do ameryki. Ale wszedzie czytam, ze to swietna gra. pewnie kupię, bo to jednak swietna seria.

Polecamy