Kompleks 7215: Rozmowa z Bartkiem Biedrzyckim

Bartek Biedrzycki: Kompleks 7215

Powieść Kompleks 7215 Bartka Biedrzyckiego ukazała się nakładem Fabryki Słów

Fot. Fabryka Słów

O wojnie i cywilizacji, o inspiracjach i komiksach, o ilustracjach i Słoikach rozmawiamy z Bartkiem Biedrzyckim, autorem powieści Kompleks 7215.
Nie dość, że napisał pan ciekawą powieść to jeszcze jest ona pierwszą, której akcja ma miejsce w wytęsknionym przez fanów warszawskim metrze.
- Czy ciekawą, to muszą ocenić czytelnicy. Na razie nastawieni są przychylnie, chociaż nie bezkrytycznie. Każdy jakieś uwagi ma. Czy pierwsza, to rzeczy dyskusyjna, bo warszawskie metro już się w literaturze pojawiało, chociaż chyba nigdy nie grało aż tak dużej roli, jak w Kompleksie 7215.

Skoro mówimy o metrze: nie myślał pan o tym, by Kompleks 7215 po dokonaniu niektórych zmian ukazał się w ramach Uniwersum Metro 2033?
- Nie. Pisząc pierwszą wersję tego tekstu w ogóle nie myślałem o publikacji drukiem. Może, gdyby w listopadzie zadzwonił do mnie ktoś z Insignis zamiast z Fabryki Słów, to wyglądałoby to inaczej? Nie zastanawiam się nad tym, bo to nie ma znaczenia. W takiej formie, jak obecnie, Kompleks 7215 nie trzyma się kanonu Uniwesum Metro 2033, więc i tak nie ma o czym mówić.

Bartek Biedrzycki
Bartek Biedrzycki, autor powieści Kompleks 7215

A co pan myśli o samym Uniwersum Metro 2033? Czytał pan Dzielnicę Obiecaną Pawła Majki?
- Bardzo lubię serię, przeczytałem wszystko, co wyszło w Polsce, łącznie z fanowskim e-bookiem. To jest fajna, przygodowa fantastyka; każdy autor robi sobie wycieczki w inną stronę, co urozmaica serię. Powieść Pawła Majki właśnie czytam, ponieważ jednak czytam jednocześnie książkę Adama Przechrzty i zbiór opowiadań Janusza Zajdla, to idzie mi to dość powoli. O powieści nie chcę się wypowiadać, bo najpierw muszę przeczytać całość. Zaczyna się dobrze, klimat jest na razie niezły, ciekaw jestem, jak to będzie dalej.

A były jakieś konkretne tytuły, które stanowiły dla pana inspirację podczas pisania?
- Dużo, tak naprawdę cała masa, ale to nie tak, że samodzielnie konkretne książki stanowiły jakąś podstawę, raczej odwoływałem się do ich klimatów. Sama wojna atomowa oparta jest na tym, co mówią o niej bohaterowie Ostatniego brzegu. Od Wroczka i Diakowa wziąłem trochę klimatu kolei podziemnej, od Gołkowskiego i Noczkina relację człowiek-mutanty. Tak jak Witwicka – chciałem napisać coś o swoim rodzinnym mieście. W sumie mógłbym wyliczyć tutaj całą popkulturę.

Akcja Kompleksu ma miejsce w Warszawie, jednak tak zupełnie na poważnie: czy miasto to miałoby jakąkolwiek szansę w przypadku globalnego konfliktu? Może jakieś inne miejsca w naszym kraju mogłyby stanowić ewentualne schronienie?
- Atomowego – prawdopodobnie nie. Ale wtedy mało kto miałby szanse... Cywilizacja w obliczu takiej wojny po prostu upada, a człowiek bez cywilizacji nie jest w stanie przetrwać. Oczywiście, możemy tu wskazywać preppersów i survivalistów, ale ludzkość jako taka pewnie by zginęła z kretesem. Warszawa nie jest w ogóle na wojnę przygotowana, zresztą sądzę, że żadne miasto na świecie nie jest. Napowietrzny wybuch natomiast na pewno w dużym stopniu zniszczył by samo miasto, lecz podziemna infrastruktura mogłaby przetrwać i tam społeczność przez jakiś czas by sobie mogła dogorywać bez opieki medycznej, prądu, wody i całej reszty rzeczy. Na pewno w mniej uprzemysłowionych i stechnicyzowanych obszarach globu szanse ludzi mogłyby się kształtować inaczej.

kompleks 7215

Pańska książka wyróżnia się również z tego względu, iż można znaleźć w niej wiele szczegółowych opisów samego wyposażenia stalkerów. Czy w trakcie pisania odbywał pan jakieś konsultacje odnośnie takich detali?
- Nie ma ich aż tak dużo, głównie są to odniesienia do broni, wyposażenie typu latarki itd. Z bronią miałem dość bliski kontakt wiele lat temu w trakcie zasadniczej służby wojskowej, mam też kilku znajomych, którzy są pasjonatami uzbrojenia i oni podpowiadali mi w krytycznych momentach. Często wystarczyło poczytać, np. na temat tego, jakie uzbrojenie ma obecnie, przed Zagładą, stołeczna policja. Co do reszty, to akurat o butach, rękawicach, lampkach czołowych i paru innych drobiazgach wiem z praktyki, bo zdarza mi się uprawiać czasem urbex.

Bardzo klimatyczne ilustracje do książki wykonał Robert Adler. To był pański pomysł?
- Tak. Z Robertem znamy się od ładnych paru lat, jestem wielkim fanem jego twórczości, on zresztą przygotował ilustrację do e-booka, jakim pierwotnie miał być Kompleks, więc kiedy zapadła decyzja, że „tak, mogą być ilustracje" to było dla mnie oczywiste, że właśnie jego. Jest specem w rysowaniu mrocznych, miejskich klimatów, broni, akcji.

Muszę przyznać, że trochę słabo wypadła dla mnie mapa samego metra i poszczególnych frakcji. O ile "Słoiki" były strzałem w dziesiątkę, ponieważ nawiązywały do czegoś współczesnego, o tyle poszczególne opisy nazistów czy Świętego Krzyża wydają mi się mało oryginalne. Wiele osób nawet zarzuca panu, że mapka była trochę kopią tego, co zrobił Dmitry Głuchowski.
- Nie wiem, w jaki sposób mapa jest kopią akurat z niego, a nie dajmy na to z Tolkiena: on też miał mapę. Oraz ok. tysiąca innych autorów. Co do frakcji. Cóż, Słoiki się udały. Święty Krzyż to jest nazwa oczywista, jak się ma siedzibę na stacji Świętokrzyska, a szczególnie, jak teren ma plan krzyża. Neonaziści to po prostu banda. Być może powinienem był pójść bardziej w takie klimaty grup opartych na ślepej sile, jak Brin w „Listonoszu", ale trochę gonił mnie czas. Denerwuje mnie też nieco porównywanie Kompleksu tylko do Metra. Gdyby jego akcja nie rozgrywała się częściowo w tunelach kolei podziemnej, to większość czytelników takich skojarzeń by nie miała. Szczytem głupoty był internetowy komentator zarzucający mi splagiatowanie trystyki od Głuchowskiego. O ile wiem, to nie on ją wymyślił i nawet nie on wpadł na pomysł, żeby używali jej neonaziści, tylko to połączenie jest w kulturze od dziesięcioleci – ludziom nie chce się nawet sprawdzić czy pomyśleć, tylko lecą po najmniejszej linii oporu. Szkoda. Nikt nie mówił, że Cormudiam skopiował nazistów od Głuchowskiego.

Wraz z Janem Mazurem i Robertem Sienickim był pan jednym z założycieli wydawnictwa Dolna Półka, które zajmuje się publikacją komiksów polskich twórców. Jak oceniłby pan dzisiejszy rynek komiksowy w Polsce?
- Jest ciekawie. Mało mainstreamu, dużo komiksu ambitnego, wąska grupa odbiorców, co wymusza wysokie ceny, za czym idzie często wyspecjalizowanie odbiorcy. Jednocześnie jest sporo ciekawych debiutów, sporo bardzo dobrych rodzimych twórców, ostatnio coraz częściej sukcesem kończy się finansowanie społecznościowe różnych projektów. Jednocześnie - mimo, że media głównego nurtu lubią powiedzieć coś o komiksie, bo to jest w pewien sposób modne - to często jesteśmy dla nich taką babą z brodą, albo przyczyną wszelkiego zła jak gry komputerowe. To mały rynek, dla zapaleńców raczej niż dla mas.

Był pan autorem kilku komiksów oraz scenariuszy komiksowych. Nie myślał pan nad stworzeniem właśnie komiksu w klimatach postapo?
- Myślałem. Ale to dalsza perspektywa, bo w tej chwili nie mam źródeł finansowania dla takiego projektu. Tym bardziej, że na razie mam ciekawsze okołoliterackie pomysły.

Pracuje pan nad kolejnymi utworami w ramach Kompleksu?
- Powoli, ale tak. Mam gotowe dwa krótkie teksty osadzone w tym samym świecie, pracuję nad dwoma kolejnymi. Mam też kilka pomysłów, ale staram się nie przyspieszać spraw i robić wszystko swoim tempem, żeby uniknąć przynajmniej kilku błędów, które popełniłem przy debiucie. Chciałbym opracować to wszystko na spokojnie, pogadać więcej z fanami, dowiedzieć się, co zgrzytało, wymyślić jak tego uniknąć. Wiosna przyszłego roku to taki ostrożny termin, w którym będę mógł prawdopodobnie powiedzieć: Mam gotową drugą książkę.

Zdjęcia

  • Bartek Biedrzycki: Kompleks 7215
Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać