Dzielnica obiecana: Wywiad z Pawłem Majką

Paweł Majka

Paweł Majka, autor Dzielnicy obiecanej. Pierwsza polska powieść z Uniwersum Metro 2033 właśnie trafiła do sprzedaży

Fot. Wydawnictwo Insignis

O Nowej Hucie i Krakowie. O Metrze 2033 i schronach. O postapokalipsie, kulturze i o grach: opowiada Paweł Majka, autor Dzielnicy obiecanej, pierwszej polskiej powieści z Uniwersum Metro 2033
Zadebiutował pan w latach 80-tych w Świecie Młodych i do 2006 roku było raczej o panu dość cicho. Co spowodowało tak długą przerwę?
- Opowiadanie na konkurs Świata Młodych napisałem jako nastolatek, więc późniejsza przerwa nie jest chyba aż tak zaskakująca. Pisałem sporo, ale były to opowiadania tworzone na użytek znajomych, najczęściej traktowały o krwawych wojnach toczonych w liceum, w którym się uczyliśmy. Później długo pisałem szkice opowiadań i powieści, jednak długo nie mogłem się zdecydować, żeby gdziekolwiek je posłać. Uważałem, że nie jestem jeszcze dość dobry, by publikować. W końcu uznałem, że to, co piszę nie jest gorsze od większości tekstów ukazujących się na rynku i zacząłem wysyłać swoje opowiadania.

Wielu czytelników będzie miało okazję poznać pańską twórczość za sprawą Dzielnicy obiecanej. Proszę krótko opowiedzieć o poprzednich publikacjach.
- Nie licząc opowiadania w Świecie Młodych i wspomnianej serii licealnej Zadyma, publikowałem w portalach: Fahrenheit i Esensja, później w pismach: Science Fiction, Fantasy i Horror, Nowa Fantastyka, Fantasy & Science Fiction – edycja polska oraz antologiach Fabryki Słów i Powergraph. Na początku tego roku w wydawnictwie Genius Creations ukazała się moja debiutancka powieść Pokój Światów. Trudno mi wskazać wspólny mianownik dla tych wszystkich tekstów: są wśród nich i opowiadania fantasy i sf, cyberpunk i steampunk. Są i poważniejsze i komediowe. Na pewno staram się trzymać raczej przygodowej stylistyki, lubię wplatać w teksty nieco humoru. No i prawie wszyscy moi bohaterowie, podobnie jak ja zresztą, dziwią się światu. Nawet para barbarzyńskich zawadiaków z serii opowiadań o Kwoce i Buhaju bywa zaskoczona kolejnymi odsłonami rzeczywistości.
Mówiąc najkrócej: lubię budować światy i umieszczać w nich bohaterów, którzy początkowo (a czasem do końca) będą nieco zagubieni.

Skąd pomysł na umiejscowienie akcji powieści właśnie w Krakowie? Dlatego, że sam pan tam mieszka?
- Częściowo z pewnością tak. Kraków znam. Kiedy opisuję jakieś miejsce, nie muszę daleko jechać, żeby je zobaczyć. Ostatnio dochodzę nawet do wniosku, że będę musiał chyba od Krakowa trochę odpocząć – toczy się w nim akcja kilku już opowiadań, a częściowo także Pokoju Światów.
Trudno mi jednak od Krakowa uciec. Gdy pojawił się temat napisania polskiej powieści w uniwersum Metro 2033, od razu pomyślałem o Nowej Hucie i schronach pod nią właśnie dlatego, że w jednym z nich kiedyś byłem (choć trudno to teraz nazywać schronem). Gdybym urodził się i mieszkał w jakimś innym mieście, pewnie wiedziałbym o jego schronach i o nich starał się napisać.

Kraków jest bardzo starym miastem pełnym różnorodnych tradycji. W jaki sposób będzie pan chciał połączyć ten fikcyjny postnuklearny świat Głuchowskiego z polską kulturą i historią?
- To trudne pytanie, bo nie wiem jak odpowiedzieć na nie bez unikania spoilerów, ponieważ właśnie kwestia kultury jest w tej powieści bardzo ważna. Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że większa, zdecydowanie większa część akcji toczy się na terenie Nowej Huty. Niemniej pojawiają się – najczęściej w czyichś wspomnieniach – takie miejsca, jak Wawel, Kościół Mariacki, czy – mniej ograny turystycznie – „Szkieletor", czyli niedokończony od lat 70 ubiegłego wieku wieżowiec... W przyszłym roku będziemy chyba obchodzić czterdziestolecie rozpoczęcia jego budowy. To monstrum już teraz wygląda, jakby pochodziło z czasów postapokaliptycznych.
Ale do rzeczy. Lokalizacja akcji w Nowej Hucie i Krakowie jest w powieści bardzo wyraźna. Pojawiają się miejsca, a raczej ich pozostałości, które łatwo zidentyfikować.

Z kulturą jest ten problem, że tuż przed wybuchem wojny żyliśmy już w tzw. globalnej wiosce. Dla nas kultura amerykańska albo brytyjska jest prawie równie ważna i bliska jak polska.

Literatura rosyjska jest w naszym życiu równie mocno obecna jak literatura polska. Trudno mi więc mówić o specyfice polskiej kultury obecnej wśród mieszkańców postapokaliptycznej Nowej Huty. To są Polacy, ale gdy wspominają szczęśliwe czasy sprzed wojny, to np. Gwiezdne Wojny mogą być dla nich równie ważne jak Trylogia. Ba, jeśli spytalibyśmy współczesnych nastolatków (a to oni są mieszkańcami świata anno domini 2033), to nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że im Gwiezdne Wojny są od Trylogii Sienkiewicza bliższe.

Ponadto światy postapo muszą się skupiać na podobnym podstawowym problemie – przetrwaniu. To determinuje rozwój społeczeństw postapokaliptycznych i ich kulturę. Stąd biorą się pewne podobieństwa pomiędzy książkami, filmami i grami postapo. Oczywiście, różnice potrafią bardzo ładnie grać w detalach. Na przykład w serii gier Fallout wyraźnie widzimy, że ich akcja toczy się w Ameryce Północnej, nie dlatego, że twórcy nam o tym powiedzieli, ale ze względu na amerykańskie wątki popkulturowe, nuka-colę itp. itd. W grze S.T.A.L.K.E.R. NPC grają na gitarach, wzywając pomocy wołają: „bracia stalkerzy!", a przed promieniowaniem może chronić wódka – to też robi konkretny kulturowy klimat. W Metrze takim fajnym detalem jest np. fakt, że bohaterowie piją „herbatę". Napój ten znany jest na całym świecie, ale naprawdę popularny i wszechobecny tylko w pewnych jego częściach. Mam nadzieję, że kilka podobnych detali czytelnik będzie mógł odnaleźć i u mnie.

Jest pan pierwszym polskim autorem powieści w Uniwersum Metro 2033. Czuł pan swego rodzaju presję z tego powodu?
- Tak do końca pierwszym nie jestem, powstała już antologia fanfików. Ale dostępna jest, o ile wiem, tylko w Internecie. Natomiast to pierwsza „pobłogosławiona" przez Głuchowskiego polska powieść.
Presję trochę czuję. Początkowo po prostu siadłem do pisania powieści, w świecie, który trochę już znałem. Wiedziałem - mniej więcej – na co mogę sobie pozwolić, a na co nie bardzo. Skupiałem się tylko na pisaniu, nie wnikałem np. w polski fandom Metra, żeby za bardzo nie zasugerować się oczekiwaniami fanów. Niemniej korzystałem z ich pracy – o tym należy wspomnieć. Zanim zacząłem pisać, sprawdzałem opisy przygotowane właśnie przez fanów, ich poglądy na temat jak ten świat wygląda, itp. Mam na-dzieję, że dzięki temu udało mi się uniknąć kilku baboli, choć na pewno nie wszystkich.

Presję zacząłem czuć po spotkaniu w Warszawie, gdzie na spotkanie z Głuchowskim przyszły prawdziwe tłumy. Wtedy zobaczyłem to, o czym wydawca mówił mi wcześniej – to jest silny fandom.
Jednak prawda jest taka, że póki pisałem, presja nie była szczególnie mocno odczuwalna. Skupiłem się na świecie i przygodach bohaterów. Pisanie ma tę zaletę, że przypomina medytację – pozwala całkowicie odciąć się od świata. Prawdziwa presja zaczyna się teraz, gdy nie mam się gdzie schować.

Oprócz samych książek Głuchowskiego czytał pan powieści innych autorów w ramach Uniwersum Metro 2033.
- Początkowo znałem tylko dwie powieści Glukhovsky'ego. Z pozostałymi zacząłem się zapoznawać później, początkowo podchodziłem do nich ze sporym dystansem. Do tej pory uważam, że najważniejsza i najlepsza jest pierwsza powieść. Bardzo cenię sobie także Korzenie niebios Tulio Avoledo. Przy czym mam wrażenie, że Avoledo napisał raczej własną wariację na temat świata Metra, niż powieść rzeczywiście osadzoną w tym świecie.

Podejrzewam, że również inni Polacy chcieli pisać w ramach Uniwersum Metro 2033, jednak to pan otrzymał pozwolenie na to od samego Głuchowskiego. Co sprawiło, że udało się przekonać samego ojca uniwersum?
- Chciałbym wierzyć, że sprawił to obszerny konspekt, który wysłałem wydawcy, a który Głuchowski musiał zaakceptować. Niewątpliwie pomogła rekomendacja wydawcy. Nie miałem, niestety, okazji porozmawiać o tym z Dmitrijem. Podczas spotkania w Warszawie zamieniliśmy tylko kilka zdań, później musiałem go oddać fanom.
Być może zaważyła lokacja akcji? Wprawdzie Warszawa – jedyne polskie miasto posiadające metro – wydawałaby się naturalniejszym miejscem, ale Nowa Huta, miasto zbudowane tak, by uchronić Kombinat przed skutkami wybuchu jądrowego, jest bardziej intrygujące i niecodzienne?

Skąd czerpał pan inspirację w trakcie pisania? Oprócz samego Metro brał Pan pod uwagę jakieś gry czy filmy?
- Jedną z najważniejszych inspiracji – nie licząc oczywiście powieści Metro 2033 - był chyba budynek liceum, do którego chodziłem, ponieważ w jego podziemiach mieści się schron przeciwatomowy. Jako nastolatek miałem okazję dość dokładnie go zwiedzić. To, co zapamiętałem wpłynęło na wygląd części lokacji w powieści.

Oczywiście, grałem w Fallout. Jestem fanem Fallout! To pierwsza gra, jaką instaluję na każdym nowym komputerze, ponieważ ciągle do tego tytułu wracam (w każdym razie do pierwszych dwóch części). Mogę o tej grze rozmawiać godzinami, na wszelki wypadek zmienię więc szybko temat, by nikogo nie zanudzić. Grałem też, oczywiście, w Stalkera. Ta gra z kolei ma chyba najlepiej oddany pozornie żyjący świat, z jakim spotkałem się w grach. Kiedyś tak zagapiłem się obserwując igraszki dwóch mutantów walczących o jakieś ścierwo, że nawet nie zauważyłem jak podeszło mnie stado psów. Byłbym zginął, gdyby nie „bracia stalkerzy", którzy pospieszyli mi na odsiecz. Do Stalkera też często wracam, choć nie tak często jak do pierwszego i drugiego Fallouta.

Przeszedłem także Metro 2033. Bawiłem się nieźle, ponieważ jednak wcześniej czytałem powieść, przez długi czas odnosiłem wrażenie, że obcuję z interaktywną ilustracją do książki. Tęskniłem też do otartego świata jak w Fallout i Stalker. Grałem w inne gry postapo: The Fall: Last days of Gaia, Borderlands, jeszcze w trakcie pisanie powieści w betę Wasteland 2, w Rage i jakąś starą, mocno inspirowaną Falloutem grę, której nikt już dzisiaj nie pamięta i której tytuł mnie też wyleciał z głowy... Prawdę mówiąc nie była najlepsza.

Trudniej byłoby mi wskazać inspiracje filmowe. Choć jestem fanem Mad Maxa, raczej nie wspominałem go podczas pisania. Niestety, twórcy filmu Władcy ognia (tam apokalipsę na Ziemię sprowadzają... smoki; pomijając ten „drobny" szczegół „Reign of fire" to postapo pełną gębą) przede mną wymyślili wystawianie spektakli na podstawie dzisiejszych przebojów filmowych. Nie da się ukryć: scena wystawiania „Gwiezdnych wojen" na deskach teatru w ich „schronie" była dla mnie inspiracją.

Paweł Majka: Dzielnica obiecana, Wydawnictwo Insignis 
Paweł Majka Dzielnica Obiecana

Dowiedz się więcej o Uniwersum Metro 2033

Zdjęcia

  • Paweł Majka
Komentarze
ZicZac
ZicZac pt., 2014-08-29 22:22

Za gry

autor ma u mnie bardzo dużego plusa. Sprawdzę, jak się czyta jego powieść i jakim stylem jest napisana. Według mnie najlepsze z całego uniwersum są książki Diakowa. 

Polecamy