drukuj

Im mniej wiem tym lepiej się bawię.

Uwielbiam Internet i możliwości, jakie on daje. Wyszukiwanie wszelkiego rodzaju plików czy informacji jest błyskawiczne i tak proste jak jeszcze nigdy wcześniej.
Czasami jednak irytuje mnie podejście samych wydawców gier wideo. Czemu? Ponieważ bombardują nas wszelkiego rodzaju newsami.

Rok przed premierą wiemy już, jakimi mieczami będzie walczył Geralt, w co ubrana będzie Lara Croft i ile naboi będziemy musieli wystrzelić, aby ukończyć nowe Call of Duty. Gry jeszcze przez długi czas nie będziemy mieli na swoich nośnikach czy kontach a już wiemy ile zajmie nam przejście głównego wątku fabularnego, ile jest dodatkowych questów, NPCów i co najlepsze - ile wyjdzie po premierze kolejnych DLC. Ile, ile, ile.

Nie zrozumcie mnie źle - ja też nie raz czekam z wypiekami na twarzy na niektóre tytuły. Kibicuję twórcom i jako fan niektórych marek trzymam kciuki za to, aby nowe części były równie dobre, co poprzednie.

Gdzie jednak podziało się tajemnicze wyczekiwanie? Wszelkiego rodzaju spekulacje, gdybanie jak sama gra będzie wyglądać, co będziemy mogli w niej zrobić. Obstawianie, że takie a takie postaci się pojawią. W jakim kierunku pójdzie fabuła? A może w trakcie przygód spotkamy jakichś starych znajomych?

Czemu twórcy zalewają nas wszelkiego rodzaju screenami, danymi czy (sic!) Kilkunastominutowymi filmikami z rozgrywki kilka miesięcy przed premierą?!
Żeby zachęcić klientów do kupna? A po co mam kupować dany tytuł, jeżeli od pół roku wiem jak będzie on wyglądał. To, po co w niego w ogóle grać?! Jeszcze nie włączyłem danej produkcji a już wiem, że będzie miała tysiące zakończeń.

Pamiętam jeszcze czasy jak jeden zwiastun Blizzarda rozpalał umysły i wyobraźnię fanów przez miesiące. Czasem można było natrafić na jakieś pojedyncze screeny czy dziennikarskie zapowiedzi. Ale to było wszystko. Chyba, że ktoś był szczęśliwcem i mógł zagrać przed premierą na przykład na różnego rodzaju targach czy growych imprezach.
Jak już się odpalało daną pozycję to było...ŁAŁ. Ale to fajne i to super, świetny pomysł, kto by na to wpadł? Całkowite zaskoczenie.

Denerwuje mnie to. Tym bardziej, że są poszczególne tytuły, które strasznie mi się spodobały. Przykład - Destiny. Jakoś olałem wiadomości o niej. Po prostu - nie interesowałem się nią. Nie sposób czasem ogarnąć właśnie tych wszystkich newsów, spekulacji i materiałów przedpremierowych. Po zakupie PS4 zagrałem w demo i się zakochałem. Od razu zdobyłem pełniaka i odpływałem na długie godziny.

A w sieci? Pełno hejtu, że badziewie, że obiecywali złote góry, że gra nie spełnia oczekiwań. No właśnie. Było, po co udostępniać tyle informacji drogie Bungie? Nie lepiej było po prostu zaskoczyć graczy? Pobudzić ich wyobraźnię, aby niektóre rzeczy sami sobie dopisali/dorysowali?

Niestety wydaje mi się, że ten trend już się nie zmieni. Tym bardziej, że tego typu taktyka najwyraźniej działa. Żeby tylko niedługo nie doszło do kuriozalnych sytuacji, kiedy czytanie zapowiedzi czy oglądanie poszczególnych materiałów będzie trwało dłużej aniżeli samo granie... 

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać